Podcast Ukojenie

S1O8: Cień według Junga – jak odkryć swoją ukrytą moc

Transkrypcja odcinka

[Mówca 2]
Witaj w podcaście Ukojenia.
[Mówca 1]
Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.
[Mówca 2]
Prowadzą Anna Jera i Maciej Bennewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera–Bennewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy fundacją Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.
[Mówca 1]
Dzień dobry, witaj w przestrzeni Ukojenia, podcast Fundacji Instytutu Kognitywistyki. Dzień
dobry Aniu.
[Mówca 2]
Dzień dobry Macieju, witaj.
[Mówca 1]
Anna Jera.
[Mówca 2]
Maciej Bennewicz.
[Mówca 1]
I zapraszamy Cię na dzisiejszy odcinek. Jak zwykle wyjątkowy, każdy z naszych odcinków jest
wyjątkowy, ponieważ poruszamy wyjątkowe, czasami mocne, wyraziste tematy. A dzisiaj będzie o mocy ukrytej w cieniu.
[Mówca 2]
I nie chodzi o cień słoneczny.
[Mówca 1]
Nie chodzi o cień słoneczny, tylko o to, co jest w tobie bolesne i o to, co ciebie wzywa w środku twoich doświadczeń i przeżyć. Cień jako koncept. No więc zapraszamy, już tutaj się
się zadomowiliśmy na dobre, w gościnnym studiu Marcina Widawskiego. Towarzyszy nam miś Sunday, miś taoistyczny. Miś, który nieustannie nam wskazuje potrzebę harmonii, równowagi. No więc cień. Skąd koncepcja cienia? Czym jest cień, Aniu?
[Mówca 2]
To koncepcja Karla Gustawa Junga, z której my również czerpiemy w naszych projektach edukacyjnych. No i nie mogło go zabraknąć także w naszym podcaście. Dokładnie.
Karol Gustaw Jung odkrył, czy nazwał w swojej koncepcji coś takiego jak cień, czyli te elementy, które w sobie mamy wyparte, nieaprobowane, nielubiane. Każdy z nas ma taką kieszonkę albo metaforyczną piwniczkę, do której wciska wszystko to, co w sobie nie lubimy albo co nam uznano za nieaprobowane. A propos filtrów afiliacyjnych, o których mówiliśmy wcześniej, filtry
afiliacyjne też wskazują nam na to, czyli afilio usynowienie, włączenie do grupy, co jest dobre, a co jest złe.
No i jeśli my nie mamy tej aprobaty społecznej, to my to musimy schować przed sobą i
oczywiście przed innymi też. No i tej piwniczce, czy tej kieszonce, do której upychamy wszystko to, czego nie akceptujemy, nie lubimy, za czym tęsknimy, czego się boimy.
[Mówca 1]
Takie trupy w szafie.
[Mówca 2]
Takie trupy w szafie, tak.
[Mówca 1]
Ale dodajmy, że w tej piwniczce, czy w tej szafie, czy w kieszonce, to zależy jaką…
[Mówca 2]
Jakie duże tam obszary mamy.
[Mówca 1]
Tak, jaki to ma duży cień. Tam są również rzeczy upragnione, chciane, nasze dążenia, marzenia, które zostały stłumione i zakazane.
[Mówca 2]
No często dlatego, że nasza grupa społeczna, do której się odwołujemy, odnosimy, czy nasza rodzina na przykład, albo miejsce pracy, sprawia, że tam nie mogę tego urzeczywistniać, nie mogę tego ujawnić.
[Mówca 1]
Miałaś, albo masz jakieś cienie?
[Mówca 2]
Myślę, że każdy z nas ma. Oczywiście, nie jestem ambicyjna. Każdy człowiek, który chodzi po tym świecie, moim skromnym zdaniem, rzuca jakiś cień, ten metaforyczny cień, tak.
Czyli mamy coś, do czego nie chcemy się przed sobą przyznać. Co jakiś czas odkrywam, kurczę,
to jest ten aspekt. Szczególnie wtedy, kiedy coś mnie złości.
I to, czego nie lubię w sobie, najczęściej złości mnie dlatego, że ja tego w sobie jeszcze nie
ukochałam.
[Mówca 1]
Za chwilę o tym powiemy. O projekcji, mechanizmie projekcji. Bo cień widać po projekcji, czyli po tym, co często rzutujemy. Na inne, tak. Rzutujemy na innych swój własny cień. Ale chciałem też powiedzieć o tym, że ja też
miałem dwa cienie.
I to cienie, które szły za mną przez długi czas życia, dwa cienie. Pierwszy cień to był artysta plastyk, drugi cień to był reżyser teatralny, czy w ogóle teatr. Zacznę od tego drugiego.
Ja przez 15 lat ponad nie wchodziłem do teatru. A byłem dzieciakiem, kiedy studiowałem
socjologię na Uniwersytecie Warszawskim u wybitnych profesorów. U profesora Krzemińskiego,
profesora Śpiewaka.
Wtedy jeszcze nie byli profesorami. Znakomity wydział, katedra socjologii na Karowej. I tam na tej Karowej studiowałem socjologię.
I jednocześnie zacząłem studia teatralne, wtedy w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej,
reżyseria teatralna. Chodziłem tam w ramach takich indywidualnego toku studiów, wtedy się to tak nazywało, i fakultetów. Miałem przyjemność i zaszczyt być studentem wybitnego polskiego
reżysera, aktora, dyrektora teatru Zygmunta Hibnera.
I w wyniku losów rodzinno-sytuacyjnych porzuciłem to marzenie o teatrze. I to było dla mnie tak bolesne doświadczenie, rezygnacja ze studiów teatralnych i reżyserskich, że ja przez 15 lat nie oglądałem teatru, telewizji, nie wchodziłem do teatru. Ja byłem dzieciakiem, który znał wszystkie teatry warszawskie, wszystkie najważniejsze teatry polskie, repertuary 3-5 lat wstecz, które były
grane, obsady teatralne, reżyserów. Po prostu pasjonowałem się teatrem i marzyłem o tym, żeby w tym teatrze być animatorem,
reżyserem, twórcą tych wspaniałych dla mnie widowisk. 15 lat, może dłużej nie wchodziłem do
teatru i potrzebowałem ten cień sobie zintegrować. A wcześniejszy mój cień, to było z kolei doświadczenie artystyczne, plastyczne.
Ja byłem utalentowany plastycznie dzieciakiem i chciałem, miałem pójść do liceum plastycznego. I moja matka to zablokowała. Powiedziała, że absolutnie, w ogóle nie ma mowy,
żebyś poszedł do liceum plastycznego, bo tam jest, co to w ogóle za przygotowanie, za nauka.
To jest żaden zawód, a przede wszystkim tam się rysuje, maluje, szkicuje nagich ludzi, jeszcze nagie dziewczyny. Tam jest w ogóle jakieś rozpasane środowisko, tam jest niedobra atmosfera.
Ty musisz być przyzwoitym, grzecznym chłopcem i tego przyzwoitego, grzecznego chłopca mama wysłała do najlepszego, czyli jednego tam z dwóch czy trzech najlepszych liceum w
mieście, zresztą, do którego sama chodziła.
No i tak się zaczął mój ból artystyczny, znowu trwający przez wiele lat. Ja w końcu skończyłem
historię sztuki, malarstwo, drugą historię sztuki, ale zrobiłem to bardzo późno. Od tamtego
czasu, pewnie ze 30 lat później.
Co chcę przede wszystkim powiedzieć, że cień można odkryć i zintegrować, ale bywa tak, że z
tym cieniem chodzimy przez 15, 20, 30 lat.
[Mówca 2]
A czasami całe życie.
[Mówca 1]
A czasami całe życie. I co robi w nas cień?
[Mówca 2]
No cień, ponieważ wkładamy tą energię w projektowanie, czyli nakręcamy się, wypala nam
energię, bo jeśli ja się złoszczę na kogoś, kto ma to, za czym ja tęsknię, mnie na przykład
denerwowali ludzie, którzy tacy są happy-go-lucky, mówiłam, no zawsze taki szczęśliwy. No a
mnie bardzo wypalała wtedy moja praca zawodowa i miałam takie poczucie, ona rzutowała
bardzo na całe moje życie, bo po prostu mnie wymęczała. I kiedy odkryłam, nazwałam sobie, o
co mi chodzi, to przestało mnie to denerwować, że ktoś mówi, o, ja jestem szczęśliwa.
I dziś mogę powiedzieć, ja sama jestem szczęśliwa, bo mam te mechanizmy, narzędzia, sposoby
i metody, które mnie pozwalają kontaktować się ze sobą i na przykład nazywać, jak się złoszczę,
a o co się złościsz, co tam się wydarza, czyli gadam ze sobą. Więc dla mnie takim wychodzeniem
z cienia jest zadanie sobie pytania, po pierwsze, co odczuwam? Często na skutek, jak się
złoszczę, to pojawia mi się to pytanie, właściwie, o co się złościsz?
Czy ktoś naruszył twojej granice? Czy ty się konfrontujesz z czymś, czego nie chcesz, nie
akceptujesz?
[Mówca 1]
Karol Gustaw Jung do nas mówi z otchłani historii i przeszłości, bo zmarł w 1961 roku, czyli w
roku mojego narodzenia. Umiera Karol Gustaw Jung i rodzę się parę miesięcy później.
[Mówca 2]
Rozumiem, analogię.
[Mówca 1]
Czuję się w jakimś sensie dziedzicem i kontynuatorem idei Karla Junga. Latem umiera Junga i jesienią ja się rodzę na ten świat, w tym samym roku. Może dlatego zapamiętają tę datę.
Jung mówi do nas, tam gdzie pojawia się lęk, tam jest praca do wykonania. Również złość,
dezaprobata, agresja. Wiemy z badań kognitywnych, neurofizjologicznych, że źródłem
zachowań agresywnych, złości, dezaprobaty jest bardzo często lęk.
Tam gdzie pojawia się lęk, tam jest praca do wykonania. I mówi Jung jeszcze, to, że go nie
przyjmujesz jako swoje, a idziesz z głębi, stanie się twoim losem. I dlatego niezintegrowany lęk,
niezintegrowany cień staje się często losem człowieka, no bo ktoś tak jak ja może przez bardzo
wiele lat cierpieć z tego powodu, że ukochał teatr, ale do tego teatru nie wchodzi, bo dlaczego
nie wchodzi się do teatru, kiedy się ma cień?
Bo boli.
[Mówca 2]
No tak, bo konfrontujesz się z tą emocją, którą chcesz wyprzeć, której nie chcesz doświadczać,
której nie chcesz czuć, nie? Czyli zaprzeczamy temu w taki sposób, że trochę jak małe dzieci, jak
zamkniesz oczy, to myślisz, że tego nie będzie, nie?
[Mówca 1]
Więc mamy mechanizmy obronne, czyli takie obrony psychiki, które nas chronią przed
konfrontacją z cieniem, no bo nie możemy ujawnić cienia, tak sądzimy, bo kiedy go ujawnimy,
to będzie bolało jeszcze bardziej, to stanie się ta tragedia, prawda?
[Mówca 2]
To się rozpadniemy.
[Mówca 1]
To się rozpadniemy, to nagle będzie bolało po prostu cały czas. I jednym z mechanizmów, dzięki
którym radzimy sobie z cieniem, jest projekcja. Co to projekcja?
Jak byś to opisała?
[Mówca 2]
Czyli rzutuję, czyli przenoszę na inne obiekty, bo to nie tylko mogą być ludzie, bo też mogą być
inne obiekty, ale na innych powiedzmy ludzi to, czego w sobie nie lubię, czyli wkurzają mnie, tak
jak mnie kiedyś denerwowały takie osoby happy-go-lucky, jak ja to nazywałam, dlatego, że ja w
swoich schematach rodzinnych wyrastałam z takim poczuciem, takich miałam dorosłych wokół
siebie, że dorosłość oznacza bycie poważnym, takim smutnym, a jednocześnie miałam w sobie
to pragnienie, tendencję do bycia spontaniczną, radosną,
[Mówca 1]
więc to zabijała. Czasem słyszę, że śmieje się, bo głupi, głupkowaty. Z czego się śmiejesz?
[Mówca 2]
Nie wypada teraz dorosłym.
[Mówca 1]
Dzień dobry, co słychać? Stara bida, nie?
[Mówca 2]
Tak.
[Mówca 1]
No i w takich schematach wyrastałam. Jak się czujesz? Lepiej już było.
Lepiej już było. Jak się czujesz? No, po staremu.
[Mówca 2]
Tak, stara bida, po staremu, bez zmian, to jest to, co tam, więc ja wchodziłam w życie dorosłe, w
takim poczuciu, że dorosłość oznacza bycie poważnym, czyli często smutnym, sfrustrowanym,
zmęczonym.
[Mówca 1]
Czyli projekcyjnie tak.
[Mówca 2]
Szczęśliwi, happy-go-lucky, jak ja to mówiłam, nie denerwowali, bo ja sobie nie dawałam prawa
do tego.
[Mówca 1]
Głupki się śmieją. Często jest też jeszcze jeden, nie widzimy w innych, czego nie widzimy w
sobie, czyli to ja w ogóle nie zauważam. No, na przykład tak bywa z intymnością czy z
seksualnością.
Są osoby, które wycinają sferę erotyczną czy intymną, no bo nie mają kontaktu z własną
seksualnością, więc nie chcą tego widzieć, zauważać w innych, uważając zresztą, że tam jest
jakaś obraza.
[Mówca 2]
Coś niedobrego.
[Mówca 1]
Coś okropnego jest w nagości, w pięknie ciała ludzkiego, w pięknych portretach, w erotyzmie.
[Mówca 2]
W intymności spotkania dwóch ciał.
[Mówca 1]
W intymności spotkania. Więc często bywa też tak, że dokręcamy śrubę, czyli krótko mówiąc,
spróbujemy zamknąć tego demona lęku w tej piwniczce, w tej szafie. I co się dzieje wtedy, kiedy
dokręcamy tę śrubę, dokręcamy tę pokrywkę?
[Mówca 2]
Jak z tym samowarem. Im bardziej dociskasz, czyli im większe jest ciśnienie w środku, tym
bardziej my wybuchamy. Trochę też już o tym wspominaliśmy w naszych podcastach.
I wtedy reagujemy nieadekwatnie. Czyli obiektywnie nie jest to jakaś, wiesz, dramatyczna
sytuacja, ale nasza złość jest taka bardzo wyrazista, bo często jest skumulowana. Czyli nie
dotyczy tylko tej sytuacji, ale to ciśnienie, które nam się nazbierało.
Bo załóżmy, że tych różnych obszarów cienia mamy więcej. Czyli różnych pragnień, tęsknot,
lęków, że coś z nami jest nie tak, jest więcej. Więc to ciśnienie, tym bardziej musimy tłumić
siebie, tym bardziej się staramy być korekt, tym bardziej staramy się tutaj wszystkich zadowolić.
[Mówca 1]
No i nasza frustracja wzrasta. Kiedyś nie tak dawno oglądałem jakiś program publicystyczny i
występuje osoba duchowna, bardzo konserwatywna. I zaczynam słuchać tego, co on mówi.
Tam jest oczywiście dyskusja o edukacji zdrowotnej w szkołach, bo to ciągle temat ideologiczny,
zapalny.
[Mówca 2]
Seksualnej chyba. Edukacji zdrowotnej, powiedziałaś?
[Mówca 1]
Edukacji zdrowotnej, ona się tak ma nazywać. Edukacja zdrowotna. Ona już nie ma być
seksualna, tylko zdrowotna.
No i ta osoba mówi w ciągu chyba dziesięciominutowego interview, wywiadu, piętnaście czy
szesnaście razy powtórzyła trening masturbacji. Trening masturbacji, trening masturbacji,
trening masturbacji, trening masturbacji. Ja sobie pomyślałem, ok, człowieku, a jak ty sobie
radzisz ze swoją seksualnością?
Czyli autoerotyzm, my to wiemy jako psychologowie kliniczni, jako ludzie, jest naturalnym
zachowaniem ludzkim. U osób, którzy z różnych powodów nie mają partnerów, u osób, które są
chore, u osób, które są na przykład w podróży, u marynarzy, u żołnierzy wojskowych na
poligonie, u ludzi, którzy z różnych powodów stracili swoją partnerkę czy partnera.
Doświadczenie autoerotyzmu jest naturalnym zachowaniem ludzkim.
[Mówca 2]
Bo seksualność jest naturalnym zachowaniem ludzkim.
[Mówca 1]
Bo seksualność jest naturalną, potrzeba naturalnym zachowaniem ludzkim. I teraz, jeżeli ktoś
ma z tym problem, no to nagle zaczyna mówić, trening masturbacji. Oczywiście znowu wiemy to
z badań, wiemy to z dokumentów, wiemy to z biografii, że na przykład bardzo często
środowiska gejowskie, bardzo zamknięte, są antygejowskie, są homofobiczne.
No dlaczego? No dlatego, że uruchomienia mechanizm projekcji w myśl, w zasady najciemniej
jest pod latarnią. No dlaczego?
No dlatego, że na przykład zachowania nieheterodynamiczne, nieheteroseksualne budziły
ostracyzm i ostracyzm w wielu krajach był uznawany za przejaw choroby. Długo by o tym
mówić. A zatem bardzo często w mechanizmie projekcji jest własny cień.
I teraz, kiedy dokręcamy tę pokrywkę, kiedy zabraniamy sobie kontaktu z cieniem, na przykład
ze swoją psychoseksualnością, to co się wtedy dzieje?
[Mówca 2]
Tym bardziej wzrasta to ciśnienie, czyli napięcie w nas, bo przecież nasze pragnienia nie znikają.
Nasze marzenia, nasze tęsknoty, nasze lęki nie znikają. Jeśli, no to jest właśnie to chowanie
głowy w piasek przysłowiowy.
Jeśli schowasz tą głowę w piasku, że zamkniesz temat, tak jak z twoim teatrem. Nie chodziłeś do
teatru, pomogło?
[Mówca 1]
To było nieco nietrudne. To się też przekładało w ogóle na sztukę, na filmy, na każdy kontakt z
tym, co mi przypominało świat teatralny, było dla mnie bolesne. No ale wtedy pojawia się ten,
kiedy ta pokrywka jest dokręcona, pojawia się ten proces wewnętrzny, to ciśnienie wewnętrzne,
które idzie z cienia, daje acting-out, czyli ten wybuch.
[Mówca 2]
Niekontrolowany.
[Mówca 1]
Ktoś w sposób niekontrolowany, na przykład niszczy swoją klawiaturę albo komputer, albo w
nieadekwatnym miejscu publicznym i mówi, tak naprawdę to ja nigdy nie podrywałem
dziewczyn, jak mówi pewien piosenkarz, ja zawsze byłem gejem. A zrobił karierę jako
romantyczny piosenkarz śpiewający ballady o podrywaniu dziewczyn.
[Mówca 2]
O miłości do kobiet.
[Mówca 1]
Ale pojawia się jeszcze inny mechanizm, jeszcze też trudniejszy, autodestrukcja. Jeżeli ja już nie
mogę odreagowywać swoich wewnętrznych napięć, przypisując innym tam złe intencje, jeśli ja
nie mogę się już wyżyć, jak kibol na ustawkach, to jeżeli różne obszary są tabu, są zakazane, nie
wolno się złościć na rodziców, nie wolno się złościć na przyjaciół, nie wolno się złościć na innych
ludzi, nie wolno się złościć, odreagować projekcyjnie, to jedynym obiektem, wobec którego
można się okazać złości, jestem ja sam, ja sama. I to jest moment, kiedy ktoś np. poddaje się
jakimś bolesnym działaniom.
Np. bardzo rozległe, to będzie kontrowersyjne, bo to teraz taka moda jest, bardzo rozległe
robienie tatuaży, wielokrotne robienie tatuaży, jest niesłychanie bolesne, zwłaszcza w niektórych
miejscach ciała. Więc z całą pewnością może być to zachowanie autoagresywne.
Jeżeli ktoś wie, jaka jest szkodliwość palenia tytoniu czy zażywania nikotyny i to robi, to może
być to zachowanie autoagresywne. Aż do momentu, kiedy pojawia się np. myśl, czy też
sprawstwo, działanie autoagresywne samobójcze.
Więc często zaczyna się to od robienia jakiejś tam krzywdy sobie fizycznej, a kończy się na…
[Mówca 2]
Bo ta krzywda fizyczna ma pomóc użyć temu bólowi.
[Mówca 1]
Tak. I ma pozwolić też takiej osobie poczuć, ja wreszcie coś czuję. Mówi ktoś, kto ma rozległy,
wieloskładnikowy tatuaż, albo jakiś tam piercing, prawda?
Ja wreszcie coś czuję, bo ból daje mi ten zastępczy kontakt z moim ciałem. Czyli mamy acting-out, wybuchy. Mam auto agresywność.
I wreszcie trzeci element, który jest skutkiem cienia, to chorowanie. Dzisiaj już wiemy z
kognitywistyki, neurofizjologii, że właściwie większość, a my nawet mówimy radykalnie,
wszystkie dolegliwości chorobowe są psychosomatyczne.
[Mówca 2]
Czyli bardzo często są takim zastępczym reagowaniem na trudności.
[Mówca 1]
Nawet jeśli ktoś idzie prostą ulicą i tego dnia się potknął o krawężnik, który mija codziennie i
skręcił sobie nogę, złamał nogę, zwichnął staw, to to też może być psychosomatyczne.
[Mówca 2]
Tak zwane wypadki i przypadki.
[Mówca 1]
Tak, ponieważ ten wypadek zrodził się z mojej nieuważności, z mojego lęku, z mojego smutku, z
gorszego dnia. Z mojej złości skrywanej. Ale nawet jeżeli, możemy powiedzieć, całkowity zbieg
okoliczności, to to, że stało się z moją nogą coś, co będzie wymagało teraz, nie wiem,
rehabilitacji, operacji, też jest psychosomatyczne.
Bo moje nastawienie do mojego ciała, krawężnika, który spowodował upadek, sytuacji, w której
jestem, pomocy, której potrzebuję, pieniędzy, które muszę wydać. Wszystkie te czynniki będą
też elementami psychologicznymi, które będą albo sprzyjać, albo utrudniać mi zdrowienie. A
jeśli przyczyną był cień dotyczący mojego sposobu chodzenia, mojego ciała, mojego zdrowia, to
będzie mi trudniej się rehabilitować.
[Mówca 2]
No bo tak długo, jak długo nie docieram do źródła, czyli do tej informacji, która się pojawia na
skutek, znaczy skończyliśmy na chorowaniu. Często doświadczamy tego chorowania jako zdrady
naszego ciała, że to jest coś przeciwko nam. A to jest po prostu informacja, z której możemy i
powinniśmy skorzystać, bo tam jest coś ważnego, co wypychamy.
[Mówca 1]
Jak oswoić cień? Jak się z nim spotkać?
[Mówca 2]
Jak się spotkać ze swoim cieniem?
[Mówca 1]
Jak się spotkać ze swoim cieniem?
[Mówca 2]
Tak długo, jak przestajemy zauważać, czyli chowamy tę głowę w piasek, to nic nie zrobimy, nie
zobaczymy. Czyli po pierwsze, potrzebuję zobaczyć, okej, mam to. To jest pierwszy moment.
Ja mam to. Mam uczucie, mam sytuację, mam doświadczenie. I zamiast przed nim uciekać,
powiedzieć, okej, akceptuję, witam.
[Mówca 1]
Czyli cień to nie jest zło? To jest część mojej historii, z którą potrzebuję się spotkać i zobaczyć, co
w tej historii było dla mnie ważne, bolesne, wartościowe. I ja pod presją, na przykład środowiska
czy okoliczności, jak to pisze Marion Woodman, posłusznie zapomniałem o tym, posłusznie się
podporządkowałem.
Czyli cień nie jest złem, jest częścią mnie, mojej historii.
[Mówca 2]
Jest informacją ważną. To jest pierwsza rzecz.
[Mówca 1]
Druga rzecz, to jest część mnie. Co to znaczy?
[Mówca 2]
Część mnie oznacza, że tam jest coś istotnego, coś ważnego o mnie. Jakaś informacja. Jakby
sobie wyobrazić obraz.
Jeśli masz dziurę w tym obrazie, to tak działa cień, że jest ta wypalona dziura. Albo to zakryte
czymś. Powiedzmy, zakryliśmy kawałek obrazu.
Jesteś artystą, więc ta metafora mi tutaj przyszła. I teraz nie widzisz w pełni tego piękna, bo jest
coś zakryte. I tak jest też z naszą energią życiową, że my wkładamy wysiłek, żeby przytrzymywać
to zakrycie, żeby tam ktoś nie zajrzał, co tam jest, bo my się tego wstydzimy.
Ale kiedy to odkryjesz, to przestajesz tracić energię na zakrywanie. Tylko możesz pełną swoją
energię wykorzystać na ekspozycję, na bycie w świecie, na działanie. Pokazać cały ten obraz.
Taka jestem, to jestem ja.
[Mówca 1]
To artystyczna historia jest tutaj piękna, bo jest taki obraz Leonardo da Vinci. Znamy 16 obrazów
Leonardo da Vinci. Parę lat temu pojawił się obraz Salvator Mundi, czyli Zbawiciel Świata, który
zdaniem najwybitniejszych światowych znawców renesansu i malarstwa włoskiego i malarstwa
Leonardo okazał się być obrazem Leonardo da Vinci.
Zbawiciel Świata. No a okazało się to właśnie kiedy wybitna konserwatorka sztuki w Nowym
Jorku zaczęła zdejmować warstwy tego obrazu, bo on był tam kiepsko restaurowany,
zamalowany jakimiś kiepskimi farbami i wyglądał kiczowato. Jak powiedział jeden z krytyków
sztuki, wyglądał jak hippie po liftingu opalony na plaży ten Jezus, ten Zbawiciel Świata.
No i zdejmowanie tych warstw ktoś tam próbował zapacynkować, jak to się mówi?
[Mówca 2]
Może być zapacynkować, zakryć, ukryć, zamazać.
[Mówca 1]
Nakryć, ukryć, zamazać, kiepsko restaurować, wisiał w korytarzu jakichś ludzi. W ogóle
pasjonująca historia. No i wreszcie został odnowiony, uznany za obraz Leonardo da Vinci,
namalowany dla francuskiego króla, sprzedany na zupełnie nieprawdopodobnej aukcji za
najwyższą cenę, jaką kiedykolwiek dzieło sztuki uzyskało, 450 milionów dolarów.
Jak się okazuje, kupiony przez jednego z członków rodziny Saudów i zniknął. Czyli znowu jest w
cieniu. Nie pojawił się na ważnych wystawach, zniknął.
Nie wiadomo, co się z nim dzieje. Ponoć jeden z tych Saudów wozi go na swoim jachcie. Historia
sztuki, historia cienia tu się przeplata.
Ale powiedzmy tak, cień to nie jest zło.
[Mówca 2]
Cień to ważna informacja.
[Mówca 1]
To jest ważna część mojej historii. Część to część mnie, która daje o sobie znać, ale jest ukryta,
bo została zakrzyczana. To część mnie, która nie mogła się narodzić, czyli nie mogła się
otworzyć, nie mogła wyjść na świat.
Nie mogła się narodzić, bo uznaliśmy, że narodzenie tej części, ujawnienie tej części naraziłoby
nas na karę.
[Mówca 2]
A najczęściej na banicję, czyli wydalenie poza grupę. Tego najbardziej się boimy. Wciąż, czyli
bycie w ostracyzmie, bycie skazanym na samotność, na odrzucenie.
[Mówca 1]
I my jesteśmy tutaj w psychologii doświadczeń subiektywnych, która w jakiejś mierze narodziła
się z tych koncepcji Jungowskich i potem uczniów Karla Gustawa Junga, m.in. Donalda Kielczeda, Marion Woodman, czy Jamesa Hillmana. I James Hillman mówi, nie chodzi o to, by
leczyć siebie, czy kogoś. Chodzi o to, by pogłębić swoją samoświadomość.
A dzięki tej samoświadomości zobaczyć obraz szerzej, zobaczyć, że ulegamy presji i pozwolić
sobie na integrację.
[Mówca 2]
Czyli na spotkanie tej części siebie i zastanowienie się, w jaki sposób użyteczny, ekologiczny,
czyli dobry, służący, mogę to urzeczywistnić, mogę to ujawnić.
[Mówca 1]
Ja lubię metaforę cienia jako dzikiego konia. Bo ten dziki koń w nas szaleje. Chce biegać po
szerokich równinach.
Ale jest cały czas zamykany, cały czas powstrzymywany.
[Mówca 2]
Cały czas stoi w boksie.
[Mówca 1]
Cały czas jest zamknięty w boksie i tam szaleje. I teraz istotą jest to, nie żeby tego konia
spacyfikować i narzucić mu ramy, tylko żeby mu dać przestrzeń, w której on będzie mógł biegać,
realizować siebie, żeby móc się z tym wewnętrznym dzikim koniem dogadać. Dlatego mówimy,
zamiast nakładać presję, wywierać nacisk, nakładać temu koniowi wędzidło, te
wszystkie uprzęże.
Pozwolić mu być swobodnym, czyli wypuścić tego konia w sposób ekologiczny, dobry dla siebie,
na wolność. Jak to zrobić, żeby tę dzikość serca, tego dzikiego konia wypuścić na zewnątrz?
[Mówca 2]
My potrzebujemy przede wszystkim spotkać się z tym cieniem, czyli to jest to, o czym mówiliśmy
też, przywitać, zobaczyć, co właściwie jest to, co to za konie, do czego on chce, do czego
używając tej metafory, do czego on tęskni, ta nasza część, która w nas jest. I to jest pierwszy
krok, który pozwala nam się spotkać.
[Mówca 1]
Ja kiedyś byłem na takim pokazie słynnego zaklinacza koni, którego w słynnym filmie zagrał
Robert Redford. I tenże zaklinacz koni też pokazywał w filmie i pokazywał swoją metodę pracy z
koniami. I on mówił, że w tych wielkich ranczach amerykańskich w Montanie i Oregonie kowboje
zwykli łamać wolę dzikiego konia.
Czyli jak to się robi? No się na przykład zarzuca czarną płachtę na łeb konia. Konie się boją czerni
i boją się nie widzieć, bo ich wzrok jest ich radarem, ostrzega, bo konie mają mnóstwo zagrożeń
w stanie dzikim.
Konie boją się czarnej płachty, boją się bicia. Więc robi się takie rzeczy, żeby tylko konia złamać.
A zaklinacz koni, zapomniałem jego nazwiska, ale to może nawet w komentarzach dodamy.
Zaklinacz koni do konia podchodzi spokojnie. Oswaja się z nim i pozwala oswoić się koniowi z
nim samym. Zakłada mu malutką, luźniutką lineczkę i to on podąża za koniem i uczy tego konia
relacji.
I mówi coś niesłychanie ważnego. Moja metoda oswajania konia z człowiekiem z siodłem trwa
15 minut, a ci kowboje tam z tego Oregonu i innej Montany potrzebują czasami kilkunastu,
kilkudziesięciu dni, żeby konia złamać, złamać jego wolę i mu w końcu założyć też to siodło,
popręgi i te wszystkie inne elementy. Po malutkiej lince jest narzucona na ciało konia leciutka
derka i tak krok po kroku, małymi elementami oswajania z nową sytuacją, koń godzi się
zaakceptować człowieka jako swojego kooperanta, przyjaciela, jeźdźca.
Pierwszy moment, kiedy zaklinacz koni siada na konia, to jest moment, kiedy nie ma siodła,
twardego, niewygodnego, ciężkiego, zrobionego ze skóry, tylko jest lekka derka i kontakt z
ciałem drugiego człowieka, drugiej istoty. Tak możemy pracować z cieniem. Zamiast
negocjować konflikty, zamiast siebie tłumić, możemy budować mosty, możemy pozwalać
wpuszczać światła akceptacji.
Jak ja sobie poradziłem z moim cieniem plastycznym? W końcu, kiedy już, tak to mówi pewna
nasza znajoma, kiedy już byłem starym chłopem, zapisałem się na studia. To był dla mnie
trudny moment, bo musiałem z bardzo młodymi osobami stanąć przy sztalugach, uczyć się
elementów historii sztuki, godzić się na wskazówki od znacznie młodszego ode mnie mistrza
malarstwa, ale to potrafiłem zrobić.
To było dla mnie niesłychanie ważne doświadczenie, bo ja już bardzo dużo umiałem. I ja
wiedziałem, że wybitni artyści, malarze, plastycy wcale nie kończyli wyższych studiów i często ta
nauka akademicka wcale nie pomaga być wielkim artystą, ale wejście do szkoły i zgoda na to, że
ja jestem w pozycji ucznia, którym nie mogłem być, bo mnie mama nie pozwoli, bo mi mama nie
pozwoli ja powiedzieć o liceum plastycznego. Było tym właśnie oswajaniem dzikiego konia we
mnie.
Było zgodą na przejęcie pozycji ucznia i wykonaniem tego, czego zabrakło 30 lat wcześniej. No i
nagle byłem bardzo dobrym uczniem. Bardzo wsłuchiwałem się w Rady Mistrza.
Starałem się poprawić każdą plamkę i każdą kreskę. W jakimś sensie oddałem się temu
procesowi i to było głęboko uzdrawiające. Bo dało przestrzeń, dzięki której ja mogłem
powiedzieć ok.
Wracam w jakimś sensie w to miejsce w mojej historii, które mnie zaburzyło i teraz spokojnie
krok po kroku, jak ta linka na szyi konia. Jak ta dereczka po kolei pozwalam mojemu cieniowi
wyjść na światło. Bo nie jestem tylko światłem.
Nie jestem tylko cieniem. Jestem w sytuacji, kiedy światło poznaje swój cień. I zawsze tam, gdzie
jest światło, tam się pojawia też cień.
Zawsze jest coś, co jeszcze możemy zrobić. Coś, co jeszcze jest niedokończone. Coś, nad czym
możemy popracować.
A jak było z teatrem? Też o tym powiem. A co?
Z teatrem no jakoś na początku kupiłem jeden bilet, kupiłem drugi bilet do teatru. No ok.
Jeszcze bolało.
Ale w końcu napisałem trzy sztuki teatralne. I kiedy napisałem trzy sztuki teatralne i dałem to
różnym ludziom. Znajomym reżyserom, aktorom.
[Mówca 2]
Czyli poszły na światło dzienne.
[Mówca 1]
Poszły na światło dzienne. Bez oczekiwań. Przeczytaj.
Zobacz. Doświadcz. Pobaw się tym tekstem.
Bez oczekiwań, że nagle te sztuki staną się najbardziej popularne na świecie. Albo ja tam zaraz
zabłysnę. To był ten moment, kiedy ja powiedziałem sobie, mogę to zrobić.
Znowu wychodzę z cienia. Daję sobie prawo do tego, żeby być z tym doświadczeniem. I to był
ten moment ukojenia.
[Mówca 2]
A co sprawiło, że wyzbyłeś się oczekiwań? No bo to jest trudny moment. Jak to zrobiłeś w sobie?
[Mówca 1]
Bo oczekiwania zawsze wywierają na nas presję. Bo jeżeli sobie tworzymy pewną barierę
oczekiwań, dążeń, to w gruncie rzeczy zawężamy naszą rzeczywistość.
[Mówca 2]
Czyli w tej metaforze z koniem te oczekiwania byłyby tamtą inną postawą ludzi, którzy łamali w
ole konie. Gdzieś to byłoby bliższe temu? Bo jest oczekiwanie, że koń natychmiast się ugnie.
[Mówca 1]
Podda ugnie i będzie posłuszny. To jest niesłychanie ważne to, co powiedziałeś. W coachingu,
biznes coachingu, executive coachingu, mentoringu, w różnych stylach terapeutycznych
mówimy, trzeba mieć cel.
Ten cel zwizualizować i zbudować efekty. I bardzo często to jest błąd. To brzmi jak herezja.
Bo oczywiście cel jest mobilizujący. Cel powoduje, że wiemy, dokąd idziemy. My bardzo wiążemy
z efektami, czyli co chcesz tam uzyskać w wyniku tego działania.
Ale jednocześnie, jak mówi też wybitny pisarz niemiecki, badacz buddyzmu Herman Hesse, jeśli
masz cel, to on cię zawęża. To światu, rzeczywistości, znajomym, krewnym, kierownikom,
dyrektorom, różnym osobom pokazujesz bardzo zawężony sposób myślenia o rzeczywistości.
Kiedy sobie powiesz, chcę kupić mieszkanie w tej dzielnicy, takiej wielkości, za tyle pieniędzy i
nagle już bardzo zawęziłeś swój sposób dążenia.
Bo czy dostaniesz kredyt? Czy w tej dzielnicy? Czy będzie odpowiedni lokal?
Mało tego, jak znajdziesz odpowiedni lokal co do gabarytów i wielkości, czy tam będzie ładny
widok z okna? A czy będzie dobry dojazd? A czy będzie chodnik?
A czy będzie garaż? Im bardziej zawężasz swój sposób myślenia o przyszłości, tym bardziej sobie
utrudniasz. I jeśli ja bym powiedział, napisałem trzy sztuki teatralne i teraz proszę, ja jestem już
ugruntowanym literatem, napisałem ze 30 książek, proszę mnie tu uznać i uhonorować.
Proszę, żeby mi tutaj jakiś znany reżyser to wyreżyserował najlepiej w prestiżowym teatrze
polskim. No to nagle bym zamknął siebie na różne możliwości. To nagle bym postawił przed
sobą i przed światem bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę, która spowodowałaby, że tylko tym
wąską ścieżką, tym wąskim kanałem mogę pójść.
To tak jak zabetonowane koryta rzek. Mówi się o tym, że taka wyspa Madera jest z jednej strony
uregulowano mamy tam rzeki i potoki, bo je zabetonowano, ale z drugiej strony jak się pojawia
bardzo duży poziom opadów deszczu, to takie miasta i miasteczka potrafią spłynąć razem z
błotem. Razem z błotem i nawet wielkie miasto Funchal bywa zalane.
Czyli im bardziej siebie zabetonowujemy, tym większe jest ryzyko, że doświadczymy albo lawiny,
lawiny frustracji, lawiny błotnej, albo doświadczymy takiego zawężenia, że właściwie znowu
będziemy zawiedzeni, no bo rzeczywistość może podążyć innymi drogami.
[Mówca 2]
I może okazać się jeszcze lepsza dla nas.
[Mówca 1]
Rzeczywistość, świat i ludzie nie są puzzlem, który się perfekcyjnie wmontuje w nasz obrazek, bo
ludzie są różni, świat jest różny, dynamika życia się zmienia. A zatem integracja cienia mówi,
wypuszczam to na zewnątrz, wypuszczam dzikiego konia, wpuszczam tam światło. Pozwalam
sobie na domknięcie tej historii, która została zablokowana.
Nadaję jej nowy wyraz i mogę powiedzieć niczego nie oczekuję, wszystkiego się spodziewam,
otwieram się na świat i ten świat zaproponuje mi różne rozwiązania i wtedy mogę się znowu
oprzeć na sobie i powiedzieć to biorę, tego nie biorę. No dobrze. Nie jestem tylko światłem, nie
jestem tylko cieniem.
Jestem światłem, które poznaje swój cień. Jestem światłem, które zawsze cień wywołuje. Co
będzie ukojeniami?
Co będzie ukojeniem? Co będzie tym, co nas wprowadzi w równowagę, uspokoi?
[Mówca 2]
Też rozmawialiśmy o tym już wielokrotnie à propos cienia, że im bardziej go wypieramy i
uciekamy przed nim, tym bardziej nic nie możemy zrobić z nim. Natomiast kiedy przywitasz
swój cień, czyli kiedy się z nim spotkasz, kiedy go uznasz, kiedy doświadczysz też, jaka emocja za
tym stoi. Czasami to jest smutek, czasami to jest złość.
Czasami to jest jakieś zniecierpliwienie, jakiś rodzaj frustracji. I kiedy to uznasz, kiedy spotkasz
się z tym i powiesz sobie, to jest część mnie. Ta emocja też jest częścią mnie, która za tym stoi.
I zamiast ją odrzucać, odpychać, nie chcę czuć smutku. Nie chcę tego doświadczać. Tak jak w
przypadku teatru.
Nie chciałeś doświadczać smutku. Jakiejś część ciebie, która nie wybrzmiała. Ale dziś znalazła
inne ujście, bo w końcu tego konia wypuściłeś.
W końcu ten koni mógł pójść na świat. I co on tam w tym świecie zrobi, on, czyli te sztuki, jaki
efekt, jaki rezultat uzyskają, jest już tą dowolnością kreacji w świecie. Czyli zobaczymy, tak jak z
koniem.
Wypuszczamy konia i zobaczymy, co się będzie dalej działo. Ale z odwagą przyjmuje rezultat.
Czyli z odwagą przyjmuje to doświadczenie.
Bo już przestaje kontrolować konia, czy ten, zakrywać ten obraz.
[Mówca 1]
I sygnałem kontaktu z cieniem jest moje uczucie. Coś więcej niż emocja. Emocja jest
krótkotrwała, taka błyskawiczna.
Jest często reakcja na jakąś sytuację, bodziec. Uczucie jest wieloemocjonalne. I trwa dłużej.
Trwa dłużej. Jest głębsze, mocniejsze, wieloskładnikowe. Jest też mieszane.
Tam się może pojawić i żal, i smutek, i nadzieja, i rozgoryczenie, i fragment miłości. No dobrze.
Ja proponuję, żebyśmy przeczytali.
Mamy taką mantrę, takie ćwiczenie. Przeczytajmy to na dwa głosy. Po kolei to może być też
fajne dla naszych słuchaczy i widzów.
Zamiast oceniać siebie, zamiast siebie blokować, pozwól sobie na kontakt z tym uczuciem. Bo
ono Cię doprowadzi do cienia. A cień Ci powie, co jest Twoim ukrytym potencjałem, Twoim
zasobem.
Więc mogę zacząć od tego, że siadam wygodnie, mogę zamknąć oczy. Możesz zrobić to teraz.
Możesz wziąć głęboki wdech i wydech przez usta.
Możesz też wrócić do tego, co Cię dzisiaj zawstydziło, poirytowało, wystraszyło. I zamiast
odrzucać ten stan, to uczucie, zamiast się z nim walczyć, boksować, możesz wrzucić do tego, co
było tym uczuciem zakłócającym i powiedzieć witaj moje uczucie.
[Mówca 2]
Jesteś częścią mnie.
[Mówca 1]
Już Cię nie odrzucam.
[Mówca 2]
Z odwagą przyjmuję.
[Mówca 1]
Słucham.
[Mówca 2]
I możesz wziąć jeszcze jeden oddech i zakończyć słowami.
[Mówca 1]
Uczę się Ciebie.
[Mówca 2]
Dziękuję, że jesteś.
[Mówca 1]
Już wiem, co oznaczasz moje uczucie i skąd przychodzisz.
[Mówca 2]
I o czym mnie informujesz.
[Mówca 1]
A zatem powtórzmy jeszcze raz.
[Mówca 2]
Zamiast oceniać, powiedz.
[Mówca 1]
Witaj moje uczucie.
[Mówca 2]
Jesteś częścią mnie.
[Mówca 1]
Już Cię nie odrzucam.
[Mówca 2]
Z odwagą przyjmuję.
[Mówca 1]
Słucham.
[Mówca 2]
Weź jeszcze jeden oddech i zakończ słowami.
[Mówca 1]
Uczę się Ciebie.
[Mówca 2]
Dziękuję, że jesteś.
[Mówca 1]
Już wiem, co oznaczasz i skąd przychodzisz moje uczucie.
[Mówca 2]
I o czym mnie informujesz.
[Mówca 1]
Cię nie jest wrogiem. Nasze tak zwane negatywne emocje nie są przeciwko nam. Są
zaproszeniem do budowania większej całości.
Są zaproszeniem do integracji i nie musisz powtarzać mojej historii.
[Mówca 2]
Przez wiele lat trzymać konia w boksie.
[Mówca 1]
Przez wiele lat czuć się niespełnionym artystą plastykiem, niespełnionym artystą teatralnym czy
reżyserem. Możesz szybciej zintegrować swój cień. Zaczynając od tego, że pozwalasz sobie
zajrzeć do tej komórki, do tej szafki.
Tam nie ma trupów. Tam jest twoja historia, która została zakazana, zakrzyczana. Możesz
znaleźć społecznie aprobowany sposób do tego, żeby wyjść na zewnątrz ze swoimi
pragnieniami, żeby wypuścić dzikiego konia, który zamiast tratować od wewnątrz ten boks
zaznał wolności.
Cień to historia o wolności tak naprawdę.
[Mówca 2]
Anna Jera i Maciej Bennewicz. Dziękujemy za dziś.
[Mówca 1]
Ukojenia to nasz podcast, w którym możesz spotkać siebie. Możesz uzyskać równowagę.
Możesz zaznać azylu bez ocen.
Zapraszamy na kolejne spotkanie i kolejny odcinek. Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia,
że jesteś z nami w czasie tych szczególnych, osobistych rozmów.
[Mówca 2]
Jeśli zainteresował Ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i
dodatkowe materiały do pobrania oraz wartościowe treści na stronie www.instytutbenewicz.pl
w zakładce podcast.
[Mówca 1]
Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz informacji
o kursach.
[Mówca 2]
A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować Ukojenia,
zasubskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.
[Mówca 1]
To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.
[Mówca 2]
Zasługujesz na Ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.
[Mówca 1]
Do usłyszenia

Bądź na bieżąco z podcastem Ukojenie!