Podcast Ukojenie
S1O5: Wewnętrzny kompas – jak zacząć rok w zgodzie ze sobą
Transkrypcja odcinka
[Mówca 2]
Witaj w podcaście Ukojenia.
[Mówca 1]
Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.
[Mówca 2]
Prowadzą Anna Jera i Maciej Bennewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera Bennewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy fundacją
Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.
[Mówca 1]
Dzień dobry, witajcie. Witaj Aniu.
[Mówca 2]
Witaj Macieju.
[Mówca 1]
Anna Jera.
[Mówca 2]
I Maciej Benewicz.
[Mówca 1]
Nasz podcast Ukojenia, podcast fundacji Instytutu Kognitywistyki. No i jesteśmy w gościnnym
studiu Marcina Widawskiego. To już właściwie żeśmy się tutaj zadomowili.
Jest też nasz misio taoistyczny, misio, miś Niedziela. Miś z Sunday. Towarzyszy nam tutaj, bo cały czas wskazuje tę równowagę, do której się odwołujemy.
Dzisiaj jestem w mojej ulubionej niebieskiej marynarce. I dzisiaj w ulubionej niebieskiej
marynarce temat zaufania do siebie. Zaufaj sobie, mój wewnętrzny kompas.
No i chcieliśmy zacząć z takiego pytania, czy naprawdę zawsze musimy iść na terapię, albo na
coaching, kiedy z nami się coś dzieje trudnego, czy niebezpiecznego. Jak sądzisz?
[Mówca 2]
No właśnie nie zawsze. Uważam, że nie zawsze, dlatego że my przede wszystkim potrzebujemy
zbudować kontakt ze sobą. Czyli posłuchać siebie, co my mamy do powiedzenia.
Bo my mamy tą wewnętrzną mądrość. I kiedy od razu biegniesz po pomoc, to od razu siebie
podważasz. Czyli potrzebujemy czasami tej komunikacji ze sobą.
Pogadać i najpierw to nazwać. O co chodzi? Co się dzieje?
Nazwij, co ci się dzieje. Nazwij emocje, nazwij stany, w którym jesteś. I to jest doświadczenie
wielu osób, które potrafią sobie często same pomóc.
[Mówca 1]
Ale to jest antymarketingowe. My w gruncie rzeczy w jakimś stopniu żyjemy, czy pracujemy w
obszarze socjoterapii i coachingu. Nagle mówimy, poradź sobie sam.
Nie musisz żyć do terapeuty, nie musisz żyć do coacha, do żadnego mentora. Poradź sobie sam.
Co myśmy wymyślili?
Jakieś działanie? Powinniśmy powiedzieć kup nasze usługi. Powinieneś iść na terapię.
Dziesięć sesji w cenie tam…
[Mówca 2]
Ale coaching taki nie jest. Coaching to umowa o dzieło przecież. Umawiamy się na konkretne
emocje.
[Mówca 1]
Dziesięć sesji w cenie siedmiu. Damy ci rabat. Koniecznie skorzystaj.
Musisz pomóc sobie. Co my właściwie mówimy tutaj?
[Mówca 2]
Mówimy, że każdy z nas ma wewnętrzną mądrość. I to nie jest sprzeczne z tym, co my mówimy
a propos coachingu, czy w ogóle pomocy. Bo ten wewnętrzny kompas mówi, co jest dla ciebie
dobre.
Nie ma jednego lepiej, nie ma jednego szczęścia, nie ma jednego dobrego stanu. Dla wszystkich
takiego samego. I często też w naszych kursach mówimy, że szczęśliwy człowiek to ten, który
potrafi nawiązać tę relację ze sobą i odpowiedzieć sobie na ważne pytanie.
Czy to jest dla mnie?
[Mówca 1]
Czyli spotkanie ze sobą. Tak. Wrażliwe, spokojne.
[Mówca 2]
Pełne czułości.
[Mówca 1]
To, o czym mówimy, wewnętrzny azyl. Jeżeli potrafimy zbudować spotkanie ze sobą, to być
może to wystarczy, aby uruchomić wewnętrzny kompas i poradzić sobie z trudnościami.
[Mówca 2]
Tak, w wielu sytuacjach wystarczy. Natomiast są takie momenty, kiedy jest nam trudniej, kiedy
się różne rzeczy nam wydarzają. Tak zwane wypadki, przypadki, kiedy zaczynamy czuć, że to nas
przeciąża.
I to jest moment, kiedy warto sięgnąć po pomoc. Ale nie zwalnia nas też z tej rozmowy ze sobą,
z otoczenia siebie czułością.
[Mówca 1]
Ale to jest też ten wewnętrzny kompas, spotkanie ze sobą, powrót do siebie, o czym zaraz
powiemy więcej, mam nadzieję. To jest również działanie poterapeutyczne, postterapeutyczne,
pokołczingowe. Bo ludzie idą na terapię i poświęcają tam ileś czasu, pieniędzy, energii.
Idą na life coaching, na różnego rodzaju sposoby pomocy, grupy kobiece, męskie i tak dalej. I co
dalej?
[Mówca 2]
I często się uzależniają też, czyli nieustannie czują, że muszą chodzić, muszą ciągle przychodzić,
bo boją się, że…
[Mówca 1]
wróci lęk, depresja, smutek, bezradność. No i jednocześnie dostają jakąś tam pigułkę wiedzy,
czy takiego podbudowania i potem nagle jest no właśnie kolaps. Co dalej?
Nie ma tego wsparcia poterapeutycznego, pokołczingowego. Zostaje sam ze sobą. I my
odwołujemy się przede wszystkim do PDS-u, czyli Psychologii Doświadczeń Subiektywnych.
Czyli do szukania indywidualnej, wyjątkowej drogi do siebie, ze sobą. I to nazywamy
psychologią doświadczeń subiektywnych, bo każdy z nas doświadcza siebie, życia, świata w
sposób zupełnie indywidualny. I drugi niesłychanie ważny element to w jakimś sensie też
odwołanie do Marion Woodman, która mówi, każdy z nas ma w sobie wewnętrzną matkę.
[Mówca 2]
Która wie.
[Mówca 1]
Która wie, co jest dobre. Jak to rozumiesz? Ty masz kontakt ze swoją wewnętrzną matką?
[Mówca 2]
Oczywiście. To ona najlepiej się mną opiekuje. Czyli ja wiem, co będzie mi służyło.
Jak najlepiej zaspokoić, zadbać o siebie w danym momencie. I coś, co sprawdziło mi się wczoraj,
niekoniecznie może mi się sprawdzić dzisiaj. Bo dzisiaj jestem de facto nową osobą.
Odnowiły się moje komórki, część moich komórek. Mam nowe odkrycia, więc wczorajsze
zadbanie o siebie może nie przystawać do dzisiejszego, bo dzisiaj mam inne doświadczenia.
[Mówca 1]
Czym jest zewnętrzna matka? Jak się kontaktujesz z wewnętrzną matką, która wie, co dobre? Jak
to rozróżniasz?
Co jest dobre dla ciebie? Co jest właśnie głosem tej wewnętrznej matki? Kaprysem dziecka?
Kaprysem dziecka. A co jest narzucone z zewnątrz? Bo ktoś ci powiedział, nieźle wyglądasz,
powinnaś mieć inną fryzurę, inną sukienkę albo coś innego robić.
Więc jak to rozróżniasz? Co jest prawdą twojej wewnętrznej matki, a co jest narzucone?
[Mówca 2]
To, co jest narzucone, często próbujemy się wtedy wpasować. Ja sama nieraz tego
doświadczam, że próbuję się wpasować, jest mi niewygodnie. Nie czuję się dobrze.
Ale do tego potrzeba kontaktu ze sobą, takiego sprawdzania, jak ja się mam. Czy to, czego
doświadczam, w coachingu mówimy użyteczne, czyli czy mi to służy. Użyteczność mówi o takim
służeniu, że to ma ci dobrze robić, tak mówiąc kolokwialnie.
Więc moja wewnętrzna matka zawsze mi zadaje to pytanie, czy to jest dla ciebie okej? Czy tak,
jak jesteś w tej sytuacji, w tym ubraniu, w tym doświadczeniu, czy czujesz się dobrze? Biorąc
szeroki kontekst pod uwagę też.
Czyli jestem w jakiejś sytuacji, a propos ubioru. Czy ja się czuję dobrze? Biorąc pod uwagę
sytuację, biorąc pod uwagę mnie.
[Mówca 1]
Mamy te trzy poziomy zawsze. Działam, coś robię, podejmuję decyzje. Tak, mielę kawę, gotuję
mleko, kieruję samochodem.
Drugi poziom, ten głębszy, to jest myśl. Tam są nasze przekonania, nasz sposób budowania
świata w słowach, w języku, w wypowiedziach i właśnie w tych strukturach, myślach,
myślokształtach, które mamy w głowie. I trzeci poziom, to jest poziom czucia.
Ja mam kontakt na tym poziomie z transcendencją, z innymi istotami, które nas otaczają. I tymi
istotami mogą być zwierzęta, mogą być inni ludzie, mogą być rośliny. I ten poziom czucia jest
najbardziej związany z tą wewnętrzną matką, ponieważ czucie, które przeżywamy, często w
ciele.
Ono nie kłamie. Nie jesteśmy w stanie powiedzieć… Źle czujesz.
Jeżeli czuję, że mi nie smakuje na przykład coś, co piję, a akurat mi smakuje, to to jest pewna
prawda o mnie. I teraz oczywiście my funkcjonujemy tak w świecie, że często tej prawdzie
własnych odczuć, własnych przeczuć, czasami nazywamy to umownie intuicji, nie ufamy, bo
ważniejsze są te rzeczy, które są w naszym myśleniu, a myśli są często efektem czegoś, co
zostało nam narzucone. I z tego wyłania się jeszcze jedna rzecz.
[Mówca 2]
Często mówimy wyuczone, czyli tych filtrów afiliacyjnych. Afilio, czyli usynowienie, włączenie i to
bardzo atawistyczny mechanizm, który dawno temu sprawiał, że my mogliśmy przetrwać. No bo
ludzie są istotami stadnymi i potrzebujemy grupy, żeby przetrwać, bo ktoś wskazany na banicie,
wydalenie poza grupę, i to jest największy lęk nasz społeczny, ciągle istniejący, sprawia, że my
chcemy być aprobowaną częścią grupy.
Więc dlatego tak łatwo podważamy siebie, dlatego tak łatwo zastanawiamy się, czy ja dobrze
czuję. No bo inni mają inaczej. Inni mówią, że jest lepiej, jeśli tak zrobisz, nie?
[Mówca 1]
Nawet były takie badania, robiono wielokrotnie takie eksperymenty, tak, że pokazywane są trzy
różne odcinki różnej długości. Ewidentnie A jest najkrótszy, no ale mamy podstawionych ileś
osób, na przykład siedem stoi w rządku i jest pytanie eksperymentatora, który odcinek jest
najkrótszy i te siedem osób mówi, no B, no C, no B, B, C, nikt nie wskazuje prawidłowej
odpowiedzi, czyli, że A jest najkrótszy. Ewidentnie to widać.
Oczywiście siedmiu jest podstawionych, ósmy jest ten badany i ósmy przestaje wierzyć w to, co
widzi, przestaje wierzyć swojemu oglądowi i w ponad siedemdziesięciu procentach badanych
osób w tym eksperymencie siedemdziesiąt kilka procent ludzi zaprzecza sobie. Widzi, że A jest
najkrótszy, ale powie B lub C właśnie, żeby się nie wyróżnić w takim prostym zupełnie
zachowaniu. I z tego też wynika kolejny mit, który nas zaburza.
Mit naprawy siebie. Że jesteśmy zepsuci. Że powinniśmy coś zrobić takiego, żeby być podobni
jak nasza społeczność, jak nasi sąsiedzi, jak nasza rodzina.
Ja chyba w jednym z książek to napisałem, już nie pamiętam, ale jeśli twoje halucynacje, czyli te
wszystkie odklejone pomysły, wizje, swój sposób życia zgadzają się z tym, jakie ma wizje
psychiatra, do którego trafiłeś, to jesteś zdrowy. Jeśli twoje wizje nie zgadzają się z tym, co
powie psychiatra, psycholog kliniczny albo twoje środowisko, to powiedzą jesteś dziwakiem,
jesteś odklejony, jesteś nienormalny albo coś tam. Jakieś inwektywy się pojawią.
To zresztą też moja historia osobista. Mój ojciec był dzieckiem głęboko uszkodzonym przez
wojnę i takim zinwalidyzowanym. Miał pewne problemy zdrowotne, a jednocześnie był takim
przemocowcem.
Czasami przekraczającym granice krzyku, słów i szarpania, bo na przykład potrafił mnie bić jako
dzieciaka małego. Więc wychowywałem się w takiej rodzinie przemocowej, pełnej agresji i
pamiętam w wyniku jakichś tam badań czysto zawodowych. Mój ojciec często zmieniał pracę, bo
wchodził w konflikty z pracodawcami, łup, łup, łup, rzucał robotę, a w czasach słusznie
minionego reżimu komunistycznego pracę było stosunkowo łatwo dostać w jakimś tam mieście
wojewódzkim.
Więc ojciec zmieniał pracę, bo wchodził szybko w konflikty no i w wyniku jakiejś tam zmiany
pracy musiał odbyć badania psychologiczne i psychiatryczne. I chociaż, no, myśmy wszyscy
czuli, że jest przemocowcem, że nie kontroluje swoich impulsów, że wybucha. Jak wybucha, to
się tam ziemia pod nogami pali.
On wrócił taki dumny z jakimś papierem w ręku i mówi, bo rozmawiałem z psychiatrą prawie pół
godziny i powiedział, że bardziej zdrowego, normalnego człowieka w życiu nie widział. Proszę mi
odtąd w ogóle nie kwestionować tego, co mówię w rodzinie. Zyskał papier na normalność, a w
naszej rodzinie było jeszcze gorzej.
To paradoks, więc często naprawiamy siebie, bo ktoś nam powiedział, że jesteśmy zepsuci.
Zepsuci w różnym sensie. Zepsuci, bo jakiś mechanizm w nas nie działa, nie jesteśmy
podporządkowani, nie jesteśmy zgodni ze społeczeństwem.
Czasami nawet ktoś powie, że jesteśmy zepsuci moralnie, zepsuci etycznie, bo nie wyznajemy
tych samych zasad, czy tych samych poglądów. No i co z tym zrobić?
[Mówca 2]
No właśnie, bo często czujemy się uwikłani pomiędzy tym, jak świat funkcjonuje, a jak my
czujemy. Świat, czyli grupa, do której przynależy, bo my w tych atawistycznych mechanizmach
świat postrzegamy jako grupę przynależności. Oczywiście wiemy, że gdzieś są też inne grupy,
ale bardzo często odnosimy się do tej mojej kohorty, w której funkcjonuję, do której aspiruję, do
której się odwołuję.
I teraz w jaki sposób mogę urzeczywistniać swoje pragnienia w tym świecie, w jaki sposób mogę
zadbać o siebie, o swoje granice, żeby też nie zlać się z tym, czyli oddać tą odpowiedzialność na
zewnątrz. To oni mają mi mówić, jak ja mam żyć. To ci inni na zewnątrz mają powiedzieć, co jest
normalne, a co nie jest normalne.
No bo jak nie czujesz tak jak oni, to znaczy, że nie jesteś normalny.
[Mówca 1]
Erich Fromm, wybitny psycholog niemiecki i amerykański, potem by emigrował, napisał kiedyś,
człowiek nie rodzi się ani dobre ani złe, rodzi się z potencjałem. I pewnie znacie tę historię o
rozmowie dziadka z pierwszych narodów amerykańskich, tak zwanego indianina, który
rozmawia ze swoim wnukiem i wnuk pyta, co sprawi, że stana się dobry lub zły. A dziadek na to
mówi, mamy w sobie dwa wilki.
Jeden jest wilkiem wściekłym, złym, agresywnym, a drugi jest wilkiem, który kooperuje, który
szuka dobrej komunikacji, który dba o swoje stado, który jest koncyliacyjny. Oczywiście dziadek
nie użył słowa koncyliacyjny, tylko pewnie powiedział zgodny, tak? I wnuk pyta, no i który z tych
wilków wygra?
No ten, którego karmisz. Więc jeśli my jesteśmy karmieni przez nasze otoczenie, a potem przez
siebie samych, lękiem, niepewnością, konfrontacją, no to umacniają się w nas te wszystkie
mechanizmy, które powodują, że przesuwamy się w stronę frustracji, depresji, smutku lub
konfrontacji zła. Mój ojciec też już przy innej okazji o tym wspominałem, był taką osobą, która
żyła o ile się konfrontowała.
On popadał w jakiś smutek, stagnację, myślę, że stany takie depresyjne, kiedy się nie
konfrontował. Ale jeśli się konfrontował ze światem, czyli udowadniał ludziom, sąsiadom, swoim
współpracownikom, że są gorsi, głupi, źli, no oczywiście robił to na co dzień w swojej rodzinie, to
wtedy żył. Żył o ile się konfrontował, ale żył źle, żył cały czas sfrustrowany, żył w nieustanym
niepokoju i niebezpieczeństwie, no bo to niebezpieczeństwo do świata wnosił.
No więc jak budować ten wewnętrzny kompas, jak sobie ufać, co takiego robić, żeby mieć więcej
wiary w siebie, uwiarygadniać siebie, zamiast czekać, aż jakiś przysłowiowy psychiatra wystawi
nam etykietę.
[Mówca 2]
Czyli jakiś autorytet, który powie, jesteś normalny albo nienormalny i robisz dobrze albo źle.
[Mówca 1]
Tak. Albo siada jedynka, to, co znamy ze szkoły. Albo jesteś niedobrym, niegrzecznym
dzieckiem, albo jesteś niekompetentnym człowiekiem, albo nie lubimy ciebie.
Co robić, żeby wzmacniać ten wewnętrzny kompas i być przy sobie dla siebie?
[Mówca 2]
To jest kwestia, po pierwsze, w miejsce zaprzeczania siebie, czyli podważania też tego, co czuję,
jakie jest moje doświadczenie, jakie jest moje spojrzenie. Bo oczywiście inni ludzie mogą
poszerzać moją perspektywę. Ja mogę usłyszeć, co ktoś ma do powiedzenia, wziąć to albo nie,
bo na przykład to w ogóle nie jest o mnie, to mi nie pasuje całkowicie.
Albo zadaj sobie pytanie, co na skutek tego, co zostało powiedziane, poczułam, doświadczyłam
w sobie i jak to zmienia moje spojrzenie na daną sprawę. I to jest jedna rzecz. A druga rzecz, że
my nieustannie siebie kwestionujemy.
No, czuję smutek, o niedobrze, powinnam być szczęśliwa, powinnam zawsze być uśmiechnięta.
No, ale dzisiaj czuję smutek, jest mi smutno. Ale jak nie zadam sobie tego pytania, a co sprawiło,
jakby o czym mnie informuje, co za tym, za tą emocją, która jest, jest istotnego.
Bo to jest jak znak drogowy. Przyjechaliśmy tu samochodem. Jak nie znasz znaków drogowych,
to nie przejedziesz bezpiecznie.
I podobnie jest z nami. Że my w środku mamy ten wewnętrzny kompas, czyli tą mapę, ale jeśli
ciągle ją kwestionujesz, to nieustannie będziesz w tym rozkwianiu. To jest jak kompas, który cały
czas świruje.
No, musisz go ustabilizować, żeby wiedzieć, w którą stronę masz podążać.
[Mówca 1]
To jest, jest prosta, skuteczna metoda powrotu do, do, do tego wewnętrznego kompasa, albo
właściwie naregulowania tego wewnętrznego kompasa. Ile mam energii? Stań przed lustrem
rano i zapytaj siebie, ile mam energii.
I to samo zrób wieczorem. Ale w międzyczasie warto zadać cztery pytania. Co, co wypala moją
energię?
Co mnie osłabia? Co spowodowało, że ja utraciłem życiową witalność, radość, zaangażowanie?
Co mnie wypala?
I drugie pytanie. Co mnie wzmacnia? Co ładuje moją energię?
Albo w ciągu dnia, co naładowało moją energię? Co mnie wzmocniło? Jakie wydarzenia,
sytuacje, rozmowy, moje własne działania, czy moja własna aktywność mnie wzmocniły?
Cztery pytania. I co, co rozładowuje moją energię? Co mnie wypala?
Co ładuje moją energię? Co mnie doenergetyzowuje? I sprawdź wieczorem na końcu dnia, ile tej
energii ci zostało.
Jeśli ci przybyło, to znaczy, że twój akumulator życiowy i alternator działały dobrze. Jeżeli ci
ubyło, to znaczy, że twój akumulator życiowy został rozładowany, a alternator, ta maszynka,
która ładuje, nie działała dobrze. Więc możesz spojrzeć na to w taki sposób, że zidentyfikować
obszary, które powodują, że tracisz energię, że ją gubisz, że tracisz energię życiową.
Idealny stan byłby taki, że rano zaczynam z jakimś tam potencjałem energetycznym i tego jest,
nie wiem, tyle przed lustrem. Mogę to nawet fizycznie rękami pokazać. Staję wieczorem i tego
jest tyle samo lub więcej.
Moja praca, moje kontakty z ludźmi, moje zadania, to, co przeżywałem, to, co myślałem, to, co
jadłem, to, z kim byłem, zbudowało moją wewnętrzną energię. I to może być taki moment,
kiedy nagle mam poczucie, no tak, moje życie jest w dobrej harmonii, albo coś spowoduje, że
mój system jest w destabilizacji, że coś gdzieś wypada moja energia, gdzieś gubię ten prąd. Być
może jedna z moich mentorek powiedziała, masz takie relacje w swoim otoczeniu, jakby ktoś
podłączył do gniazdka prąd i jak sąsiad, który kradnie prąd z wspólnej klatki schodowej.
Miałem w życiu takie relacje i nagle okazuje się, tak, jestem w takiej relacji, w której właściwie ja
cały czas tracę, cały czas się wypalam, cały czas czuję się obciążony. No i to był dla mnie sygnał
pod tytułem, co ja mam zrobić. Czy ja chcę kontynuować taką relację.
No więc, tak. A co jest tą naszą bazą, której nie tracimy nigdy właściwie? Bo jest coś takiego, że
oczywiście my możemy regulować tą energię, ona przychodzi, odpływa, dopalamy swoją siłę,
tracimy ją.
A co jest tym fundamentem?
[Mówca 2]
Dla mnie to jest taka świadomość, kim jestem i po co jestem na tym świecie. Czyli misja
osobista. I to mi daje power, siłę.
Ale najpierw musiałam to odkryć. I to jest ten głęboki aspekt mnie samej, który sprawia, że ja
codziennie rano wstaję i wiem, po co wstaję. Wiem też, kim jestem i wiem, co chcę zrealizować
w świecie.
I to mnie ładuje. I kiedy doświadczam tego, że mam mniej energii, to to jest moment, kiedy
zadaję sobie pytanie, bo wiesz, to źródło, ten generator energii jest, nie? Czyli ta moja osobista
misja.
Ale jeśli coś mi tą energię wyscało i wieczorem czuję duże osłabienie, ale nie mam tego
zwrotnego, czyli ja daję, ale zwrotnie też otrzymuję. Jeśli tego nie dostałam, a zwrotnie to jest
sens mojej pracy, sens tego, w jaki sposób się w świecie przejawiam, to to jest właśnie to, co
mnie osłabia i wypala. Czyli relacje, na przykład, w których jestem.
[Mówca 1]
Przyszła do mnie pacjentka i mówi, no, mam rozpoznałą depresję, mam jej nawrót. Jak to
przeżywasz? Jak to czujesz?
No, jest tu smutek, jest tu takie poczucie beznadziei. No, oczywiście jestem w pracy, która nie
daje mi satysfakcji, ale czuję się uwikłana. No, nie mogę tej pracy zmienić, bo wiadomo…
[Mówca 2]
Postracjonalizacje, które uzasadniają, że musimy zostać w tym miejscu.
[Mówca 1]
Kredyt, rodzina, no, nie jestem już najmłodsza, gdzie ja znajdę pracę. To nie takie łatwe. W pracy
jest ciągła presja i ona mi nie daje już satysfakcji, ale przecież no, mam lęk, że jak ruszę, to…
[Mówca 2]
Rozpadnie się cały system.
[Mówca 1]
Rozpadnie się cały system. Dzieci dorastają. Z córką są kłopoty, ciągłe konflikty.
[Mówca 2]
Nie czas na zmiany teraz.
[Mówca 1]
Nie czas na zmiany. Córka dorasta i jest właściwie okropna każdego dnia. W ogóle nie mogę
znaleźć z nią kontaktu, bo kiedyś to było takie słodkie, dobre, kochane dziecko, a teraz nagle
jest wszystko niedobrze.
Nic jej nie smakuje. Zamyka się w pokoju. No, niewiele mam wsparcia w rodzinie, bo oczywiście
słyszę, weź się w garść.
Musisz być silna. No, bywają takie trudne momenty. Może masz już klimakterium.
I tak opowiada o tej swojej sytuacji i ja jej zadam pytanie. No właśnie, a co masz, jeśli myślisz, że
nic nie masz? Jakby cię tak teraz ktoś na spadochronie spuścił w innym mieście, albo na
Bezludnej Wyspie, albo na wymarzonych Mazurach, albo Kujawach, gdzie jest cisza, spokój i
chodzą kormorany.
Człapią po wodzie. I ona była w szoku.
[Mówca 2]
Nic nie mam. Pierwsza odpowiedź wpada często mnie.
[Mówca 1]
Nie. Była w szoku i powiedziała, nigdy tak na siebie nie spojrzała. Kiedy odjąć te prace, te relacje,
tego też zagubionego męża, jakiegoś tam presyjnego kierownika, rodziny, te wszystkie kredyty.
Kiedy odjąć te wszystkie elementy, które są kontekstem naszego życia, to nagle zostaję ja. I co
wtedy masz w sobie? Kim jesteś?
Jakie masz zasoby? I to było dla niej niesłoniożywcze. I ona długo myśli i mówi, mam siebie.
A co to znaczy, że masz siebie? No mam swoją wrażliwość. Lubię kwiaty i rośliny.
I zaczyna opowiadać o tym.
[Mówca 2]
O sobie w końcu.
[Mówca 1]
O tym, co ma w momencie, kiedy dystansuje się do tych kontekstów życiowych, społecznych,
zawodowych, które wydawało jej się, że są nią. Więc co masz, kiedy myślisz, że nic nie masz? Co
miałabyś?
Co miałbyś, gdyby nagle życie rzuciło cię do nowego miasta czy do upragnionych Mazur albo
Kujaw, albo Borów Tucholskich, gdzie jest cisza i spokój. Co tam miałabyś ze sobą, dla siebie?
Kim byś była?
To jest niesłychanie istotne. I wtedy możemy wrócić do tego, o czym mówi Fromm. Człowiek nie
jest jakiś, określony przez okoliczności życiowe czy społeczne.
Tylko człowiek jest istotą, która ma potencjał i ten potencjał może rozwijać. Potencjał swoich
talentów, zdolności, swojego sposobu myślenia, swojej tożsamości. No dobrze, a w takim razie
jednak wróćmy do tego, kiedy zwróci się po pomoc do fachowca, do psychologa klinicznego,
psychoterapeuty, do coacha.
[Mówca 2]
Jeśli czujemy, że nie mamy siły, czyli wiesz, z pustego Salomon też nie naleję. Kiedy mamy
tendencję do izolowania się, zamykania, okopywania, wchodzenia do tej przysłowiowej norki, to
to jest ważny sygnał, że coś istotnego się dzieje i tutaj jest moment, nie wykopiemy się.
Najczęściej to już jest ten moment, kiedy tylko będziesz pogłębiać tą swoją norkę, swoją dziurę i
nie wykopiesz się sam czy sama.
To jest moment, kiedy trzeba sięgnąć po pomoc, bo ktoś musi nam zadać też pytania, bo kiedy
jesteśmy zakopani w tej dziurce, no nie chcemy zadawać sobie pytań, nie chcemy myśleć, po
prostu chcemy przetrwać kolejny dzień.
[Mówca 1]
My mamy też taki koncept, taką myśl, która mówi, to jest taki moment, kiedy wyczerpała się
moja zdolność samouzdrawiania. Bo każdy z nas ma wewnętrzną matkę, która wie, co jest dla
mnie dobre. I to jest ta matka, która potrafi, matka w nas, która potrafi nas prowadzić, chronić,
opiekować się nami i dawać nam poczucie bezpieczeństwa wewnętrznego i oczywiście
samouzdrawiać.
Jesteśmy tak jak dzikie zwierzęta, które w lesie wiedzą, jakie zioło zjeść, kiedy z nimi się dzieje
coś nie ok. My to wiemy. Oczywiście tracimy często tę wiedzę, no bo na przykład kiedyś takim
sygnałem naszego zdrowia lub choloby był zapach.
Dzisiaj używamy bardzo skomplikowanych urządzeń do mycia, do tłumienia swojego zapachu,
do zmieniania swojego zapachu. Używamy dezodorantów, perfum, kremów i fluidów. W
związku z tym nauczyliśmy się w cywilizacji ukrywać różne sygnały, je zmieniać, przetwarzać.
Zakładamy też ubrania, robimy tam make-upy, botoksy, okulary. Tworzymy pewne maski. I w
którymś momencie, kiedy zatracamy tę zdolność autoanalizy i wglądu, bo jesteśmy już tak w
tych maskach, w tych pokrywkach, w tych sztucznych zapachach, w tych sztucznych minach.
[Mówca 2]
Że zatraciliśmy siebie już dawno.
[Mówca 1]
I nagle ginie zdolność do samouzdrawiania, bo ja już nie mam wglądu, już nie rozpoznaję, co
jest dla mnie złe, co jest dla mnie dobre. Na przykład opycham się niezdrowym jedzeniem, bo
zatraciłem zdolność słuchania siebie.
[Mówca 2]
Jak ja się czuję, kiedy to zjem?
[Mówca 1]
Spotykamy takich pacjentów, którzy mówią, no jak to jest w sklepie, to znaczy, że jest zdrowe, że
jest dobre. I wtedy otwieramy tam na przykład na produkcie skład i mówimy, zobacz, to jest to,
to jest to, to jest to, to jest naprawdę niezdrowe dla twojego organizmu. To, że marketing,
reklama czy sklepy dopuszczają jakieś towary, to to nie oznacza, że one są dobre dla ciebie.
To, że ludzie mówią ci różne rzeczy, zachęcają cię do różnych rzeczy, że się pojawiają filtry
afiliacyjne, to nie znaczy, że one są dla ciebie dobre. Więc moment, kiedy utraciliśmy zdolność
do samouzdrawiania, to jest moment, kiedy czujemy się wobec siebie bezradni, bo ja już nie
mam kontaktu ze sobą. Więc potrzebuję pójść do coacha, potrzebuję pójść do terapeuty.
Nie po to, żeby on mi powiedział, tylko po to, żeby pomógł mi uruchomić na nowo kontakt ze
sobą. Wewnętrzny kompas. I po to, żeby w wyniku takiego coachingu, czy terapii, czy
psychologii doświadczeń subiektywnych, ten kompas na nowo zaczął działać.
Znaczy, żeby zadziałała ta busola, żebym ja mógł być w kontakcie ze sobą, opierać się na tych
zasobach, które mam, nawet wtedy, kiedy myślę, że nic nie mam. I potem kreować swoje życie
zgodnie ze swoimi potrzebami.
[Mówca 2]
Czyli sięgamy po pomoc w sytuacjach, kiedy czujemy się beznadziejnie, czyli nie mamy nadziei.
Mówiliśmy w jednym z odcinków też o tej nadziei, że tak długo, jak mamy nadzieję, to możemy
sięgać. Jeśli czujesz się beznadziejnie, czyli straciłeś ten kompas, straciłeś ten kontakt ze sobą, w
sytuacjach, kiedy mamy poczucie bezradności, nic już nie mogę zrobić.
Tak jak twoja pacjentka, o której wspomniałeś, klientka, która mówiła, no muszę w tym wytrwać,
no muszę dalej być, nie mogę tego zmienić, no bo pochodzi na postać, a kredyt, a coś tam, i tak
dalej. Poczucie beznadziejności, bezradności w sytuacji, w której się znalazłam, co jeszcze może
być taką przyczyną do Właśnie ten moment, kiedy mam takie poczucie, że już nie mam
dostępnych mechanizmów samouzdrawiania.
[Mówca 1]
Już utraciłem kontakt z wewnętrzną matką, która wie, co jest dla mnie dobre. Już nie wiem, co
jest dla mnie dobre i definiuję siebie jako osobę tak bardzo zmęczoną, tak bardzo zagubioną,
zbolałą również, że potrzebuję wsparcia i wtedy mogę się zgłosić na terapię, na coaching, ale
niesłychanie ważne to jest też element, jeśli potrzebujesz się zgłosić na terapię, coaching, jakąś
inną formę pomocy czy wsparcia, to potraktuj to jako akt odwagi, a nie jako akt słabości, bo to
jest, odwagą jest powiedzieć, potrzebuję pomocy i od tego zaczyna się zmiana.
[Mówca 2]
I siłą jednocześnie, czyli ja…
[Mówca 1]
I od tego zaczyna się zmiana. Potrzebuję pomocy. To jest niesłychanie ważny akt odwagi.
Coś zupełnie przeciwnego niż to, co próbujemy robić. Ja dam radę, zacisnę zęby.
[Mówca 2]
Bardzo często to dotyczy mężczyzn, nie?
[Mówca 1]
Skontroluję, tak. Nie okażę słabości. Piję sześć piw, ale nie powiem, że jest mi ciężko.
Sięgnę po jakąś używkę, po jakiś narkotyk, po jakiś alkohol. Stłumię siebie. Nie.
Aktem odwagi jest powiedzieć, a dzisiaj nie daję rady. Od tygodnia jest mi ciężko. Potrzebuję
pomocy.
Ale potrzebuję pomocy, żeby wrócić do siebie. Żeby na nowo uruchomić swój kompas, który
pozwala mi zobaczyć, gdzie jest północ, gdzie jest równowaga. Równowaga.
To jest nasz miś taoistyczny. Poszukiwanie równowagi pomiędzy różnymi pragnieniami,
emocjami, zachowaniami, pomiędzy czuciem i byciem. No i w związku z tym możemy budować
też tę równowagę na co dzień i potem, po terapii, dzięki takim prostym, ale niesłychanie
skutecznym zabiegom.
Mogę zamknąć oczy i w różnych momentach życia wrócić do kompasu. Wrócić do
wewnętrznego kompasu. Kiedy jest mi trudno, kiedy nie wiem, kiedy mam chwilę dla siebie.
Nawet ten moment, nie wiem, w toalecie, w łazience. Albo moment na spacerze w lesie. Albo
moment, kiedy wreszcie wyłączę te wszystkie smartfony, telewizory, tablety i komputery.
Mogę powiedzieć jestem przy sobie. Jestem ze sobą. Jestem tutaj.
To jest ta prosta mantra odwołująca się do siebie. Jestem przy sobie. Jestem ze sobą.
Jestem tutaj. To jest taki krok, który prowadzi do tego, czym kończymy nasze podcasty.
Podsumowujemy zazwyczaj.
To jest krok do ukojenia. A ukojenie pojawia się, kiedy mogę sobie powiedzieć jestem obecny.
Nie muszę być na nic gotowy.
Jestem wystarczający taki, jaki jestem. Jestem wystarczający, jeśli jestem obecny. Jeśli jestem
obecna.
Jestem przy sobie i dla siebie. I mogę powiedzieć też to pozwala mi wrócić do takich
doświadczeń, w których nawet jak było bardzo źle, bardzo smutno, bardzo trudno, coś we mnie
dźwigało mnie do życia.
[Mówca 2]
Bo dziś jestem tutaj.
[Mówca 1]
I mogę powiedzieć już wiem, jak to się robi. Dziś wiem, że to jest moja moc. Że to jest moja siła.
Mój sposób na to, żeby wracać do siebie i na nowo naregulowywać wewnętrzny kompas. Czyli
jestem przy sobie. Jestem ze sobą.
Jestem tutaj. Jestem istotą, osobą absolutnie wystarczającą. Nie muszę być na nic gotowy, bo
mam w sobie cały bagaż doświadczeń i siły wewnętrznej.
I teraz, kiedy odwołuję się do doświadczeń, z których wychodziłem, mogę powiedzieć, że wiem,
jak to się robi. Już pamiętam. To właśnie to mnie dźwigało do przodu.
A co to znaczy dźwigało do przodu? Mój kompas wewnętrzny wskazywał mi, co jest dla mnie
dobre, bo każdy z nas ma wewnętrzną matkę, która wie, co jest dla niego dobre. Wracam do
takiej wewnętrznej harmonii, do wewnętrznej regulacji.
To jest ten moment samowzdrowienia, wewnętrznej odpowiedzi. Ukojenia. Zachęcamy do tego,
żeby znaleźć dosłownie kilka sekund w ciągu dnia i powiedzieć, jestem przy sobie, jestem ze
sobą, jestem tutaj.
A to też pozwoli ci odpowiedzieć na to, od czego zaczynaliśmy. Co sprawia, że gubisz energię i
co sprawia, że ją uzyskujesz i to jest ten moment regulacji. Bardzo często w życiu potrzebujemy
powrotu do siebie i regulacji, a nie naprawy.
Anna Jera.
[Mówca 2]
I Maciej Benewicz.
[Mówca 1]
Dziękujemy. Zapraszamy na nasze kolejne podcasty. Oczywiście zachęcamy do subskrypcji i do
zaproszenia innych, jeśli to, co mówimy, wydaje Ci się pomocne i interesujące.
Zapraszamy. Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia, że jesteś z nami w czasie tych
szczególnych, osobistych rozmów.
[Mówca 2]
Jeśli zainteresował Ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i
dodatkowe materiały do pobrania oraz wartościowe treści na stronie www.instytutbenewicz.pl
w zakładce podcast.
[Mówca 1]
Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz
informacje o kursach.
[Mówca 2]
A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować Ukojenia, to
subskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.
[Mówca 1]
To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.
[Mówca 2]
Zasługujesz na Ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.
[Mówca 1]
Do usłyszenia.