Podcast Ukojenie

S1O3: Małżeństwo – pułapka, klatka czy nowy początek?

W tym odcinku kontynuujemy temat małżeństwa – zanurzając się głębiej w pytania, które często pozostają bez odpowiedzi. Czy małżeństwo to bezpieczny port czy złota klatka? Jakie mity założycielskie kształtują nasze relacje i jak wpływają na nasze wybory?

Rozmawiamy o granicznych doświadczeniach w związku, potrzebie “update’u” relacji, barterze emocjonalnym i tworzeniu nowej, wspólnej historii. Zamiast powielać stare schematy, zapraszamy do świadomego współtworzenia – relacji opartej na współzależności, nie zależności.

Transkrypcja odcinka

[Mówca 2]
Witaj w podcaście Ukojenia.
[Mówca 1]
Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.
[Mówca 2]
Prowadzą Anna Jera i Maciej Benewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera Benewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy Fundacją
Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.
[Mówca 1]
Witamy Cię na kolejnym odcinku naszego podcastu. Fundacja Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Anna Jera i Maciej Benewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy gośćmi studia Marcina Widawskiego, naszego tutaj mistrza ceremonii i dźwięku. Ale
żeśmy się mocno zaprzyjaźnili z tym studiem i też towarzyszy nam nasz miś maskotka, miś
taoistyczny, który nas zaprasza do takiej harmonii i równowagi. Dzisiaj będziemy kontynuowali
temat małżeństwa i zastanawiamy się nad tym, czy małżeństwo jest pułapką, czy może jest
węzłem, a może tam są jakieś pętle, które powtarzamy w tym małżeństwie, a może, jak mówił
jeden z naszych klientów, że jest klatką.
Czyli jak budować związek, a może nawet jak uratować związek.
[Mówca 2]
Żeby uratować związek, to co powiedzieliśmy też poprzednio, potrzebujemy wspólnej pracy,
jeśli on wymaga ratowania. Bo czasami spotykamy się właśnie z tej intencji przyjaźni, czyli
bardzo się polubiliśmy, dużo nas łączy, mamy mnóstwo, podzielamy pasji, więc bardzo często te
związki są też wciągnięte, czy wzmacniane poprzez tę energię przyjaźni i pasji wspólnej. Ale
moment, kiedy myślimy w kategoriach, jak uratować ten związek, to często już jest ten moment,
kiedy są wywieszone te czerwone flagi i to znaczy, że coś już zmarginalizowaliśmy, bo już
myślimy o ratowaniu.
A kiedy na bieżąco updateujemy ten nasz związek, przyglądamy się, jakie schematy rządzą w
naszej relacji, co się wydarza pomiędzy nami, to nie pojawia się ta myśl, jak ratować. Ale
czasami mamy tak, jesteśmy już na tym punkcie, jak ratować związek.
[Mówca 1]
Lubimy taki koncept, którego nauczyliśmy się od też wybitnego psychologa amerykańskiego
Arnolda Mindla, który mówił, że jesteśmy takimi trochę śniącymi istotami, nie bardzo jesteśmy
świadomi tego, kim jesteśmy i co się z nami dzieje. I on mówił często, że sen musi się wyśnić do
końca, a sen to początek historii. Mówiliśmy też o psychologii narracyjnej, o tym, że my ludzie
snujemy opowieści, opowiadamy siebie i swój świat.
Tak naprawdę to, co w naszej głowie jest zapisane jako opowieść o naszym życiu, w to
zaczynamy wierzyć. To jest trochę tak, jakbyśmy sobie nucili jakąś piosenkę i do tej piosenki
tańczyli i zapraszali też do tańca innych. Snujemy nasze narracje, snujemy nasz sen i sen musi
się wyśnić do końca.
Mindl twierdził, że każdy związek zaczyna się od mitu założycielskiego, że jest jakaś historia,
która nas łączy, my się w niej spotykamy i potem zaczynamy dokładać kolejne klocuszki do tej
historii.
[Mówca 2]
Motyw przewodni, który sprawił, że jesteśmy razem.
[Mówca 1]
I możemy się zastanowić, od czego zaczęło się twoje małżeństwo, albo od czego zaczął się
związek. To jest ten moment, kiedy też ta dwójka zauważyła, że tam jakiś jest pomost, jakiś
gołąb usiadł na tym pomoście i wtedy poczułam do niego te uczucia, a on zareagował na mnie i
na tego gołębia. To są czasami banalne historie, ale konstruują cały ten związek.
Jedna z naszych par, z którą pracowaliśmy opowiada, byliśmy bardzo młodzi, teść, a
jednocześnie ojczym, panem młodej, był takim zamożnym człowiekiem, wszystko zorganizował.
Wszystko zorganizował, ale w końcu oni chcieli wynająć jakiś samochód, którym się jedzie do
kościoła, a ktoś powiedział, po co ja mam fajny, ekskluzywny, chyba jakiś Audi. No i ten teść
wszystko zorganizował, całe przyjęcie weselne, jeszcze zawiózł ich do tego ślubu, ale to co
zauważyli oboje, to że samochód był owszem piękny, ale teść był taki, jak to teść ciężko
pracujący, człowiek w szarej, brudnej kurtce, w szarej, brudnej czapce i takiego mieli kierowcę i
teścia, takiego co to właśnie tam ciężko pracuje.
No i w sekwencji już przed ołtarzem, kiedy para młodych ma założyć sobie obrączki, ona wciska
swoją obrączkę na palec swojego przyszłego węża. Pomyliły im się obrączki i nie może wcisnąć
tej za małej obrączki na jego za duży palec. Oczywiście bardzo symboliczne wydarzenie, ale
takie wydarzenia konstruują nasz sen o związku, ale możemy o to spojrzeć też od takiej strony,
że w związku, w każdym, partnerskim czy małżeńskim, ktoś jest zaślubiany i ktoś jest
zaślubiający.
[Mówca 2]
Czyli ktoś ma tą wiodącą energię, podjął decyzję, a ktoś idzie za tym.
[Mówca 1]
Czyli ja sobie ciebie biorę za męża albo ja sobie ciebie biorę za żonę i biorę, czyli jestem tym
dominującym. I drugi aspekt to jest to, czy jesteś dawcą czy biorcą.
[Mówca 2]
Czyli czym jesteś w pozycji biernej? Bierzesz to, co jest, nie kreujesz wspólnego życia, wspólnej
przestrzeni, bo dajesz pierwszeństwo tej osobie, która to zrobi, a ty się do tego przyłączasz.
[Mówca 1]
No to od razu powiedzmy, że taki związek, który jest w dobrej równowadze, to jest właśnie
związek współzależny.
[Mówca 2]
Czyli zdolny do współkooperowania, współtworzenia.
[Mówca 1]
Czyli ja potrzebuję ciebie i wiem, że ty potrzebujesz mnie, wymieniamy się na pewne usługi,
dobra.
[Mówca 2]
Na pewne mocne strony na przykład, bo tobie coś lepiej wychodzi.
[Mówca 1]
I tworzymy współzależność, czyli ja tobie daję, ale i biorę. Ty ode mnie bierzesz, ale też mi
dajesz. Ja zawsze mam taki detektor związku dla siebie samego i dla też innych moich
pacjentów czy klientów.
To jest taki moment, kiedy związek staje się dobry, harmonijny i właśnie dojrzale, współzależny,
kiedy przestajemy liczyć koszty i straty. A jest też taki moment, kiedy moje koszty, czyli to co
muszę ułożyć na rzecz związku, te wszystkie moje…
[Mówca 2]
Czyli znika ta lista, ja tobie zawsze, ty mi nigdy.
[Mówca 1]
Tak, te wszystkie ciężary, które ja muszę ułożyć, te wszystkie kompromisy, te wszystkie wysiłki,
one nagle znikają. I nagle już nie muszę mieć w głowie tego licznika pod tytułem ja tyle
zrobiłem, tyle dałem, tyle kupiłem, tyle załatwiłem, a ona mi tak mało dała. Znika ta lista i nagle
mam takie poczucie, że znacznie więcej dostaję niż wkładam albo przestaję czuć, nazywać, liczyć
to co wkładam.
[Mówca 2]
A lista powstaje dlatego, to wróćmy jeszcze na moment, czyli mamy to ważenie, mierzenie,
liczenie, dlatego, że mamy nadzieję na spełnienie, na zapełnienie tego deficytu z dzieciństwa.
Tak długo jak ten deficyt jest, no to mamy trudność, żeby przestać liczyć, bo sprawdzam, czy ja
to dostanę i jak dostaję, jak zaspokojona jest ta moja potrzeba. A to, o czym mówimy, dotyczy
tej relacji, tej zdolności, kiedy już mamy spotkanie ze sobą, ja rozumiem siebie, swoje motywy,
wiem, co mam w sobie mocne, na co z tobą mogę się wymienić.
[Mówca 1]
Punktem docelowym może być dojrzała współzależność. Czyli to, co my nazywamy takim
barterem emocjonalnym. Wymieniamy się na emocje, na pragnienia, na potrzeby.
Ale wcześniej jest ten motyw mindlowski, czyli sen musi się wyśnić do końca. Czyli potrzebujemy
zamknąć pewien etap związku albo w ogóle zamknąć związek, bo okazuje się, że śniliśmy jakieś
w ogóle przemocowe historie. Śniliśmy, czyli nie byliśmy ich świadomi.
Czyli byliśmy uwikłani w jakieś nieświadome procesy. I albo ten związek musi się rozpaść, albo
potrzebujemy zrobić stop klatkę, powiedzieć blibli i teraz zaczynamy od nowa, zaczynamy nową
historię, nowy sen.
[Mówca 2]
To jednak wymaga pewnej pracy, żeby zacząć od nowa. Bardzo często ten moment zmiany jest
wymuszony, czyli nie zawsze to jest nasza świadoma decyzja. Coś się wydarzyło takiego, co nas
zatrzymało i nagle my musimy to doświadczenie graniczne zastanowić, co my z tym możemy
dalej zrobić, co chcemy dalej zrobić.
[Mówca 1]
Co to jest doświadczenie graniczne?
[Mówca 2]
To jest ten punkt, który zmienia nam życie, czyli już nigdy więcej nie będzie tak samo. Na
przykład dzieci wyszły z domu. Na przykład ktoś zachorował w naszej relacji.
Na przykład, nie wiem, strata pracy. Czyli różne takie ważne doświadczenia, które konstruowały
do tej pory nasze życie, wpływały też na nasze życie, już nie będą istniały. W związku z tym nie
da się powtórzyć dokładnie takich samych schematów.
[Mówca 1]
Czyli sen związku może być tym przeniesionym elementem z dzieciństwa, deficytów z
dzieciństwa, ran z dzieciństwa. I na przykład jakiś mężczyzna myśli sobie, znaczy gdzieś tam w
procesie nieświadomym, nie zawsze mówi sobie to wprost, że idealna partnerka to będzie
idealna matka dla niego, która pozwoli mu tam uleczyć wszystkie deficyty i on wreszcie poczuje
się kochany, poczuje się widziany, poczuje się akceptowany. Albo dziewczyna, kobieta wchodzi
w związek i ma takie poczucie, że nie wiem, no właśnie starszy partner będzie dla niej dobrym
opiekunem, będzie ją promował, rozumiał, będzie jej trochę wyjaśniał świat, będzie jej otwierał
różne życiowe, zawodowe drzwi.
Żyć będzie takim dobrym, sponsorującym ojcem, rodzicem. No i to jest ten sen osobisty, który
wnosimy do związku. I przez pewien czas w tym związku śnimy razem, tak?
Ja jestem tatusiem, a ty jesteś moją sarenką. Ja jestem małym chłopczykiem, Piotrusiem panem,
a ty jesteś moją mamusią, na przykład, prawda? I nagle dzieje się coś takiego, że pojawia się
wyczerpanie zasobów.
No, ten sen już dalej nie może być ciągnięty w ten sposób.
[Mówca 2]
No i właśnie to jest ten punkt graniczny, czyli coś potrzebujemy zrobić. Czasami się rozstać, bo
tego się nie da kontynuować, a czasami podjąć decyzję, że właśnie, Bibi, robimy nowe. Ale żeby
złożyć nowe, muszą zaistnieć pewne warunki.
Jednym z nich jest to, że nie wracamy do przyszłości i nie robimy ty wtedy, a ja tobie.
[Mówca 1]
Więc to robienie nowego, to jest często też nasza rekomendacja, kiedy pracujemy z parami, to
to jest, zróbcie remont mieszkania. Albo jeśli macie możliwość, wyprowadźcie się do innego.
Podejmijcie takie działania, które też fizycznie was będą zmieniać.
Inaczej się ostrzyż, inaczej się umaluj, inaczej się ubierz. Wyjedźcie gdzieś razem. Zróbcie
powtórne zaślubiny, powtórne ślubowanie.
Takie symboliczne rzeczy, które są na zewnątrz, one bardzo pomagają umocnić tę decyzję do
wewnątrz. No ale, to my trochę wyprzedzamy fakty. Zanim jesteśmy dojrzale współzależni, to
jesteśmy jeszcze tymi dziećmi…
[Mówca 2]
Śniącymi sen.
[Mówca 1]
Śniącymi sen, dziećmi w ciałach dorosłych ludzi. Jak to możliwe, że możemy być psychologicznie
dzieckiem z pragnieniami, deficytami dziecka, a jednocześnie fizycznie być dorosłymi ludźmi,
którzy podejmują tam korporacyjne zadania, są wicedyrektorami do spraw marketingu,
prezeskami do spraw ewaluacji. I osiągać sukcesy.
I osiągać sukcesy. Jak to możliwe?
[Mówca 2]
Dzieje się to dlatego, że pozostaliśmy psychologicznie tymi dziećmi. Czyli te deficyty nie zostały
uleczone. Te rany nie zostały zabliźnione.
Więc my ciągle pragniemy w tej pozycji dziecka, żeby nam dano z zewnątrz. No bo to dziecko
oczekuje zaspokojenia swoich potrzeb. Ale kiedy dojrzewamy, to potrafimy zaspokoić swoje
potrzeby sami.
Czyli wziąć odpowiedzialność za swoje deficyty, pragnienia, marzenia, tęsknoty, działania. A
dziecko nie potrafi tego zrobić. Czyli jest w tym pragnieniu, w którym mam szybko dostać to,
czego chcę.
Więc dlatego psychologicznie możemy być dzieckiem, a społecznie, w rolach zawodowych, się
świetnie wyrabiać i często pełnić nawet role liderskie.
[Mówca 1]
To jest paradoks. Więc uporządkujmy. Możemy być dziećmi, bo jako dzieci możemy być ulegli.
Bo jesteśmy wtedy nagradzani. Kiedy jesteśmy ulegli, możemy być tak zwanym dzieckiem
dobrze przystosowanym albo nadmiernie przystosowanym do tego, czego oczekują od nas
rodzice. Czy też środowisko.
Możemy być dziećmi, które są zbuntowane. Czyli pokazują swoje granice. Nie podoba im się
świat, do którego zostały wychowane czy przygotowane.
No i możemy być dziećmi uzależnionymi. Czyli takimi dziećmi, któremu chcący czy niechcący
rodzice trochę podcięli skrzydła. Zresztą ważny motyw.
My o tym też mówimy. Kontrowersyjny, ale mocny. Nie zawsze i nie wszyscy rodzice życzą nam
dzieciom, czy swoim dzieciom wszystkiego najlepszego.
[Mówca 2]
Chociaż czasami deklarują, że tak jest. Ale wykonanie bywa różne.
[Mówca 1]
No bo jeżeli sam mam nieszczęśliwy związek, jeżeli sam mam problemy na przykład natury
uzależnieniowej, czy chociażby alkoholowej, no a jednocześnie wychowuję dzieci i przekazuję im
te wszystkie różne tam wartości, porady i tak dalej. Wpycham w pewne określone ścieżki. Tak
masz postępować, taki masz mieć zawód.
Tu masz robić, tu masz przynosić świadectwo z paskiem. I okazuje się, że dzieci idą innymi
ścieżkami. Czyli dorosły i stały się kimś innym.
Obrał inny zawód, wybrał innego partnera. Ja bym sobie życzył rodzic, tatuś, mamusia. To nagle
okazuje się, że te rodzicielskie porady, nakazy i zakazy nie zadziałały.
Mało tego, że dziecko wbrew nim, albo pod prąd tym rodzicielskim nakazom i zakazom rozwija
się, rozwija się pięknie. Mało tego, jest jeszcze gorzej. Jeśli ja mam nieudany związek, ja rodzic, a
moja córka, mój syn, dorastający czy dorosły, ma udany związek, to znaczy, że ja poniosłem
fiasko.
Że te wszystkie moje porady rodzicielskie, nakazy i zakazy, mój system wcale nie zadziałał.
[Mówca 2]
Często fiasko też jest wzmacniane przez to, że ono skonfrontuje nas rodziców z tym, że my nie
mamy tego sukcesu. Czy w relacji, czy w ogóle w swoim życiu. Więc to jest dodatkowy taki
element, który wzmacnia to poczucie, że poniosłem, czy poniosłem fiasko.
[Mówca 1]
No i stąd często mamy ten konflikt pomiędzy rodziną, którą założyliśmy, czy związkiem, w
którym jesteśmy, a rodziną, z której wyszliśmy, tą rodziną generacyjną, rodziną wyjścia. No bo
jakaś ta mama czy teściowa mówi, a ten Marcin, czy ten Michał, to on taki wcale nie jest fajny,
może byś tam innego znalazł. Albo ta Marta, Mariolka, Ania, to nie będzie dobrą żoną.
Mówi ta matka, która sama ma poczucie frustracji czy przegranej. I to jest jeden z motywów,
który też wnosimy do naszego związku, czyli takie napięcie pomiędzy tym, jak zostaliśmy
ukształtowani i wychowani, tym, czego życzyliby sobie rodzice, mama i tata, dziadek, wujek. A
tym, jak my sami chcemy żyć.
No i teraz pojawia się tak, mamy to uwewnętrznione dziecko, które może być zależne, niepewne
siebie, może być trochę zbuntowane, ale może być aż za dobrze przystosowane do tego
minionego świata, do tej rodziny przeszłości. No i teraz jest dorosłość. Co z tą dorosłością?
[Mówca 2]
Dorosłość to zdolność właśnie do współdziałania, wymiany, bo dorośli się wymieniają na zasoby.
Czyli ty mi dajesz swoją pracę, a ja daję ci pieniądze za tą pracę. Ja daję ci coś, a ty mi dajesz coś.
Czyli tworzymy ten barter. To spotkanie na zasobach. Ale dorosły jest świadomy z zasobów.
[Mówca 1]
Bo dorosły już wie, już ma, już się nauczy, już zarabia pieniądze, już jest samodzielny, więc
mówi, ja mam pewną bazę. Ja mam, mam umiejętności, mogę się z tobą wymieniać.
[Mówca 2]
A dziecko mówi, ja nie mam, nakarm mnie, daj mi.
[Mówca 1]
Albo źle mnie nakarmiłeś, więc się buntuje. Tak.
[Mówca 2]
Nie dostałem to, co chciałam.
[Mówca 1]
No ale teraz możemy być dorosłym, który jest uzależniający albo dorosłym, który jest
uzależniony. No właśnie dlatego, że tam gdzieś w środku tego dorosłego pozostała jeszcze mała
ryska i dziurka, która… Albo małe dziecko, które cały czas mówi, boli mnie, jestem skrzywdzony,
jestem niepewny.
Więc takie dziecko niepewne będzie mówiło, tak, zaopiekuj się mną mocno, tak, nawet jeśli nie
będę chciał, jak w starej piosence. Czyli zajmij się mną i będzie miało tendencję do uzależniania
się. Lubi, znowu, pewien rodzaj niepewności może powodować, że ten dorosły z malutkim
dzieckiem w sobie, z deficytem dziecka, może powiedzieć, że jedyna pewność, że ja mogę być w
związku, to jest to, że ja ciebie uzależnię.
Ja ciebie uzależnię.
[Mówca 2]
Skontroluję.
[Mówca 1]
Od substancji, od kontrolowania, od w ogóle relacji emocjonalnej, od kredytu
umieszkaniowego. Uzależnię cię na różne sposoby, bo to jest jedyny…
[Mówca 2]
Wzorzec bycia w relacji.
[Mówca 1]
I jedyny wzorzec pewności, że ty mnie nie opuścisz, że ty mnie nie zdradzisz, że nie zostanę
sam. No dobrze, więc mamy dziecko, które może urosnąć do dorosłego, ale ciągle
psychologicznie być dzieckiem. Mamy dorosłego, który podejmuje działania, żyje w świecie, ale
ciągle ma te deficyty dziecka.
No i mamy wreszcie ten trzeci element rodzica. Rodzic w tym modelu psychologicznym oznacza
nie tylko osobę, która biologicznie, fizycznie, relacyjnie poczęła dzieci, czy też wychowuje dzieci,
ale rodzic jako pewna pozycja psychologiczna i społeczna. No to co z tym rodzicem?
[Mówca 2]
Czyli to jest ta pozycja bardzo często psychologiczna, bo są osoby, które nie mają własnych
dzieci, ale mają ten charakter rodzica, który będzie miał zasoby, będzie te zasoby dawał, ale
rodzic nie ma zdolności dobrania. Czyli rodzic ma poczucie, że on musi być wyrozumiały,
cierpliwy, zasobny, płacić za wszystko, ale zwrotnie ma trudność z przyjmowaniem. Czyli w tej
pozycji rodzica, my jesteśmy świadomi swoich zasobów, a tą trudnością, która sprawia, że nie
możemy się wymieniać, pewnie jest blokada na branie.
[Mówca 1]
No i rodzic jako ten, który już ma umiejętności, ma zasoby, ma jakieś tam pieniądze, zgromadził
i doświadczenie, i umiejętności, i dyplomy, i sukcesy zawodowe, i jakieś pieniądze, jakieś
nieruchomości, może być wobec innych, wobec świata, tym rodzicem, który znowu uzależnia,
bo znowu ma jakiś deficycik i mówi, no to ja potrzebuję tutaj uzależnić od siebie.
[Mówca 2]
Żeby mieć komu dawać.
[Mówca 1]
Żeby mieć komu dawać, albo żeby mieć kogoś, kto będzie mnie kochał. I mogę być rodzicem,
który uzależnia swoje dzieci, swoich pracowników, swoich podwładnych, ale też swoją żonę lub
męża. Tak.
Bo rodzic w związku może być również rodzicem dla żony lub męża, dla partnerki lub partnera,
zwłaszcza wtedy, kiedy on jest dawcą.
[Mówca 2]
Albo ona.
[Mówca 1]
Albo ona. I kontroluje system, kontroluje rodzinę i jest tym rodzicem.
[Mówca 2]
Bez którego nic się nie wydarzy.
[Mówca 1]
I jest tym rodzicem zaślubiającym. Czyli ja sobie biorę ciebie za żonę, za partnerkę. Ja ustawiam
warunki, ja jestem dawcą.
Uzależniam. Ale może być także porzucający.
[Mówca 2]
Tak, czyli do pewnego momentu będzie dawał, będzie tworzył warunki, będzie kreował świat, bo
rodzic często kreuje też ten świat, a potem porzuca, czyli zostawia ten świat i mówi, już teraz
sobie radź, bo już jesteś nakarmiony.
[Mówca 1]
Wiesz, nie interesuję się. Nie zajmuję się też moim dzieckiem biologicznym, czy moim dzieckiem
pracownikiem, czy moim dzieckiem współpracownikiem. I nie zajmuję się też moją żoną, którą
jako dziewczynkę sarenkę uwiodłem, na przykład.
Już mnie nie interesuje, porzucam. Mam inne zainteresowania. Teraz będę się zajmował
biznesem albo budował nowy startup.
A trzecia pozycja to jest rodzic sponsorujący. On wie, on ma, on już zdobył zasoby, on ma
pieniądze i teraz on może sponsorować, czyli on wzmacnia swoje dzieci. On daje przestrzeń
swoim pracownikom.
On coś tam kupuje, pomaga w jakimś starcie biznesowym. I ten rodzic sponsorujący jest trochę
tak jak patriarchalny Bóg. Za złe karze, za dobre wynagradza.
On ma zasoby, on może redystrybuować zasoby. No ale powiedzmy istotną rzecz. Każdy dawca
jest psychologicznie w pozycji rodzica.
Każda rola dominująca, każda, czy to będzie coach, terapeuta, szef, menadżer, kierownik,
kierownik boiska, kierownik szatni i będzie miał tendencję do tego, żeby samego siebie
postrzegać jak rodzica, psychologicznego rodzica i będzie postrzegany jako rodzic. Ostatnio
nawet byłem na dworcu kolejowym we Wrocławiu i okazało się, toaleta jest płatna i nie miałem
drobnych, więc musiałem zapłacić kartą. I pani na mnie wyskoczyła, że ja tutaj coś nielegalnie
robię.
I pani była wobec mnie jak dominujący, surowy rodzic.
[Mówca 2]
No bo rodzic stoi na straży norm.
[Mówca 1]
I w toalecie, na dworcu głównym w Wrocław. I pani jak już mnie opieprzyła, że ja tam coś nie tak
zrobiłem, to potem mnie wspaniałomyślnie poinstruowała i wpuściła. I także była
psychologicznym rodzicem wobec faceta, który idzie do toalety i jest trochę jak dziecko, jak
dziecko we mgle.
Każdy dawca, każda rola dominująca w naszym społeczeństwie może być na poziomie
psychologicznym i nieświadomym postrzegana jako rodzic. No i teraz w związku dwojga, w
związku miłosnym, romantycznym czy małżeńskim nie możesz być dzieckiem i nie możesz być
rodzicem dla swojej partnerki. Jedyna rola, w której możemy budować ten związek dobrze, to
jest bycie dorosłym.
[Mówca 2]
Dorosłym, który jest zdolny do kooperowania i wymiany, który potrafi ustalać warunki.
Dorosłym, który będzie współdziałającym, bo mamy jeszcze pozycję uzależniającą.
[Mówca 1]
I tworzy dojrzałą współzależność. A ta dojrzała współzależność oznacza, że ja potrzebuję ciebie,
ty potrzebujesz mnie, wiemy w czym. Moje życie staje się lepsze z tobą, ale nie jestem na ciebie
skazany, nie muszę z tobą być.
Mogę i chcę, ale nie muszę.
[Mówca 2]
I to jest diametralna różnica, bo kiedy przeżywam relację, że muszę w niej być, to jest ważny
sygnał, co sprawia ten mus, ten przymus.
[Mówca 1]
I teraz jest jeszcze coś ciekawszego. Jest jeszcze mocniej. Z samotności przychodzę do ciebie.
[Mówca 2]
Czyli ze zdolności do bycia samej, samemu, czyli ja mogę spotkać siebie, bo to oznacza
samotność. Ja rozpoznaję siebie, mogę być sama i mogę wejść do relacji dopiero wtedy.
[Mówca 1]
I w pewnym sensie jestem samowystarczalny, bo jeżeli jestem, o Boże, żona wyjechała, co ja
zrobię do jedzenia, może coś zamówię, jajecznicę. Jak się robi jajecznicę? O matko, przecież ja
nie wiem, o której, gdzie, co i jak, gdzie dzieci odebrać, ja nie umiem.
A przecież wszystkie te opłaty to płaci mój mąż, ja nie wiem. Ja nie wiem, jak gaz podkręcić w
piecyku. Czyli nagle ten stan świadomości, który mówi, jestem bezradna, jestem niekompletny
bez tej drugiej połowy, powoduje, że ja oczywiście muszę wchodzić w uzależnienie.
Boże, ja nie wiem, jak piecyk mam podkręcić, ja nie wiem, gdzie się wodę zakręca. Mąż wyjechał,
ja marznę. Moja mama też taka była.
Moja mama nie żyje od wielu lat, ale już wychowywała się w cywilizacji technologicznej i mama
potrafiła robić takie numery. Mamo, czemu siedzisz sama w ciemnym pokoju? Czemu nie
włączasz sobie radia czy telewizora?
Mama mówi, to była taka gra, ale właśnie taka gra na poziomie świadomym, nieświadomym.
Mama mówi, bo ja nie wiem, jak pilot obsługiwać, jak pilotem włączyć. Oczywiście w części mojej
rodziny budziło to irytację, ale mama świetnie tą swoją bezradnością Chciała opieki.
Regulowała i chciała opieki. I mówiła, jak ja zostaję sama, to ja nie wiem, jak światło włączyć, jak
telewizor włączyć.
[Mówca 2]
Nie opuszczajcie mnie.
[Mówca 1]
Mogę herbatę ugotować, ale nie w tym nowym czajniku, tylko w tym starym. A zatem dojrzała
współzależność to jest bycie w pozycji dorosłego, dorosłego w barterze i w związku z tym w
relacji romantycznej, małżeńskiej, intymnej nie możesz być dzieckiem, psychologicznym
dzieckiem i nie możesz być rodzicem wobec swojego partnera, czy swojej partnerki, bo przyjęcie
takich ról będzie zakłócało ten związek, bo z jednej strony będziesz tym dominującym rodzicem,
który ma rozwiązywać problemy, dawać, kontrolować.
[Mówca 2]
Bez oczekiwania, że dostanie coś w zamian.
[Mówca 1]
No bo rodzic ma dawać miłość bezwarunkowo. W pozycji dziecka będziesz trochę w pozycji
biorcy i również dziecko zbuntowane, które się złości, krzyczy, awanturuje jest biorcą, bo
dziecko ma ten mechanizm wymuszania. Tak, my to nazywamy regulatorem autohedonicznym,
czyli do przyjemnego dążyć za wszelką cenę, do przykrego unikać.
W związku z tym, kto był dzieckiem albo wychowywał dziecko doskonale o tym wie, że dziecko
się domaga.
[Mówca 2]
Zaspokojenia.
[Mówca 1]
Krzykiem, płaczem, prawda? A kiedy jesteśmy starsi, używamy szerszego repertuaru tych
manipulacji.
[Mówca 2]
A więc podsumowując, co będzie ukojeniem?
[Mówca 1]
Z samotności do ciebie przychodzę. Z osadzenia się w swoich zasobach, w swoich wartościach.
[Mówca 2]
Z swojej też tożsamości, kim jestem w tej relacji.
[Mówca 1]
Z mojej siły i wolności przychodzę do ciebie, mogę z tobą być, ale nie muszę. Mogę z tobą być i
chcę z tobą być, bo wiem, że w relacji z tobą zyskuję.
[Mówca 2]
Dziękujemy za dziś. Anna Jera i Maciej Benewicz. Do usłyszenia, do zobaczenia.
[Mówca 1]
Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia, że jesteś z nami w czasie tych szczególnych
osobistych rozmów.
[Mówca 2]
Jeśli zainteresował ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i
dodatkowe materiały do pobrania oraz wartościowe treści na stronie instytutbenewicz.pl w
zakładce podcast.
[Mówca 1]
Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz
informacje o kursach.
[Mówca 2]
A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować ukojenia,
zasubskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.
[Mówca 1]
To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.
[Mówca 2]
Zasługujesz na ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.
[Mówca 1]
Do usłyszenia

Bądź na bieżąco z podcastem Ukojenie!