Podcast Ukojenie

S1O15: Trudna relacja z matką – czy da się uleczyć miłość, która rani?

Transkrypcja odcinka

[Mówca 2]

Witaj w podcaście Ukojenia.

[Mówca 1]

Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.

[Mówca 2]

Prowadzą Anna Jera i Maciej Bennewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera–Bennewicz.

[Mówca 1]

Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy Fundacją Instytutu Kognitywistyki.

[Mówca 2]

Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.

[Mówca 1]

Zapraszamy Cię na Ukojenia.

[Mówca 2]

Anna Jera i Maciej Bennewicz.

[Mówca 1]

Zapraszamy do osobistego azylu, do przestrzeni spotkania ze sobą, do chwili prawdy o sobie, na swój temat. Ukojenia. A dzisiaj?

[Mówca 2]

A dzisiaj porozmawiamy o ranie matki. Mówiliśmy przed momentem o parentyfikacji w poprzednim którymś tam odcinku, a dziś o ranie matki.

[Mówca 1]

Rana matki, czyli doświadczenie bólu, który pojawia się w relacji z matką. Matka to istota, którą jako pierwszą spotykamy na świecie i mówi się o tym, że matka i przywiązanie z matką będą kształtować nasz sposób funkcjonowania w świecie, nasz sposób bycia. Jest taka koncepcja, niejakiego boldiego, który mówi o stylach przywiązania.Więc sposób w jaki wiążemy się z matką jako dzieci i sposób w jaki mama opiekuje się nami będzie kształtował nasz sposób funkcjonowania, ale bywa tak, że jesteśmy w tej relacji z mamą zranieni i to nazywamy raną matki. Ja jestem dzieciakiem zranionym i z bardzo potężną raną matki, z którego to zranienia próbowałem się goić przez bardzo wiele lat. Moja mama, osoba delikatna, dość nieźle jak na tamte minione lata wykształcona, związała się z mężczyzną, który był przemocowy i w jakimś sensie nie dorastał do jej poziomu wrażliwości.

Kobieta czytająca poezję, kobieta delikatna, żyjąca w cieniu też tragicznie zmarłego ojca w czasie wojny. Ojciec mojej mamy, czyli mój dziadek zginął w obozie koncentracyjnym. Mama nigdy nie pogodziła się z tą stratą, więc miała ranę ojca.

Jako taka zraniona dziewczyna chyba popełniła błąd taki, że weszła w związek z facetem, którego zachowanie brała za pozory siły. Więc chciała mieć silnego, wiodącego partnera, a związała się z facetem przemocowym i to był mój ojciec. I mama, która była nieszczęśliwa w tym związku, nieustannie funkcjonowała jako zraniona kobieta.

Funkcjonowała cierpiąc, chorując. Poprzez chorobę regulowała różne rzeczy w tej rodzinie. Ataki przemocy, napaści słownej i nie tylko fizycznej.

Moja mama reagowała chorowaniem, wycofaniem się, więc nieustannie była cierpiąca. Ja jako dzieciak to cierpienie mojej matki przeżywałem. Poświęcenie matki, cierpienie, jej nieustanne bycie ofiarą i jej ciągłe negocjowanie z ojcem, który był napastliwy, przemocowy i niebezpieczny.

[Mówca 2]

W związku z tym była właściwie w takim archetypowym rysie mater Doloroza, matki cierpiącej.

Matki, która ponosi ofiarę, płaci cenę.

[Mówca 1]

No i to mocno wpisywało się i w doświadczenia historyczne i kulturowe polskie i w obraz matki Polki bardzo silnie związany z tym obrazem Pieta. Pieta, czyli z włoskiego miłosierdzie, litość i z łaciny pietas, czyli pobożność, oddanie, współczucie. Tak, wszystkie te elementy związane z cierpieniem.

Znamy ten obraz matki cierpiącej, mater Doloroza, czyli matka, która w piecie tej bardzo znanej z bazyliki Watykańskiej mamy matkę boską Maryję trzymającą swojego martwego syna na kolanach.

[Mówca 2]

No i wiesz, przychodzi mi taka myśl, że kiedy my jesteśmy w relacji z taką matką cierpiącą, to w nas, dzieciach, coś my sobie z tym musimy robić. I w nas, dzieciach, czasami może się pojawić taki rodzaj poczucia winy, że jesteśmy niewystarczająco dobrymi dziećmi, bo dokładamy jej do tego już istniejącego cierpienia.

[Mówca 1]

Więc ja musiałem chodzić na paluszkach. Ja najbardziej się bałem tego momentu, kiedy mama dostawała migreny, albo bólu głowy, albo ataku. Miała różne tam ataki bólowe.

Wtedy nie można było bawić się, nie można było krzyczeć. Wtedy to chorowanie mojej matki było jak oliwa rozlana na wzburzone morze. To wzburzenie wnosił do naszej rodziny ojciec.

Ale postawa mojej mamy wpisywała się w całe otoczenie. Ciotki, szwagierki, znajome, teściowe, matki Polki. Kobiety cierpiące, kobiety ofiarne, kobiety wycofane.

Ale matki polki to przecież też chłopki z ludowych rodzin. Czyli kobiety zawsze drugie w kolejności. Te, które muszą ciężko pracować, poświęcać się, czekać na męża, który wróci z pracy, z pola.

Albo skarczmy, albo podpity. Matki Polki to również te matki poświęcające swoich synów na śmierć. Wysyłające swoich synów i mężów do jakiejś walki, do jakiejś rewolucji, do jakiegoś powstania, do jakiejś pracy dla Polski.

Jak w tej słynnej piosence Mój ojciec Bóg wie gdzie, martynowski stawiał piec. Mój ojciec nieobecny, tak?

[Mówca 2]

Ojciec nieobecny, a matka dźwigająca to samotne macierzyństwo.

[Mówca 1]

Ojciec gdzieś albo zginął, albo był na wojnie, albo nie wrócił, albo wyjechał, albo w jakimś tam Iraku budował martynowski piec, albo elektrownię. Tak, w Iraku. Taka była też historia Polski, że zanim w Iraku był Saddam Hussein i jego reżim, to tam Polacy też budowali elektrownię.

Ojciec nieobecny, ojciec przemocowy, ojciec zdruzgotany i matka żałobna, poświęcająca się, uległa. Matka też z raną ojca, tak jak moja matka, bo też jej matka też siłaczka, dźwigająca rodzinę. Zresztą to była historia moich babek.

I matka mojego ojca, i matka mojej mamy to kobiety, które przeżyły wojnę i jakby w jakimś sensie uratowały swoje dzieci, przeciągnęły przez ciemne lata drugiej wojny światowej i umarły.

To były czterdziestokilkuletnie kobiety, które umarły na śmierć i zostawiły swoje nastoletnie wtedy dzieci, bo moi rodzice to pokolenia wojenne, zostawiły swoje nastoletnie dzieci z ranami wojny, raną matki, raną ojca, czyli tym brakiem, tym pozbawieniem, tym cierpieniem. No i w którymś momencie my dzieci doświadczamy tych ich bólów, czyli mamy to dziedzictwo międzypokoleniowe.

[Mówca 2]

No i w którymś momencie, tak jak powiedziałaś, sądzimy, że krzywdzimy nasze matki, jeśli jesteśmy podążający za swoimi potrzebami, czyli jeśli jesteśmy w ich poczuciu nieposłuszni, niegrzeczni, a tak naprawdę bardzo często chodzi o to, że nie doceniamy jej poświęcenia, nie zauważamy jej krwawicy w tym rosole przysłowiowym, czy w tym cieście, które podała. Bo wszystko, co robi taka matka jest wtedy naznaczone tym potem, tym cierpieniem, tym wyrzeczeniem, tym poświęceniem. I teraz nie może ci nie smakować ten rosół, nawet jeśli przeszłaś na wegetarianizm, bo przecież matka dla ciebie przygotowała.

[Mówca 1]

Czyli nie doceniasz poświęcenia jej ofiary, zachowujesz się niezgodnie z jej przekonaniami, negujesz jej wartości, jej przykazania, oczekiwania, jej pomysłu na życie. No a przede wszystkim wybierasz inaczej, niż ona by wybrała. I wybierasz jakąś drogę, która jest jak egocentryczna, egoistyczna.

[Mówca 2]

Ona pewnie nie jest rozumiała, nie?

[Mówca 1]

Samolubna. Tak?

[Mówca 2]

Bo bardzo często taka matka w podświadomości oczekuje, że ty też będziesz, jeśli jesteś kobietą, cierpiąca. Czyli że będziesz słuchała tych rad i porad i w związku z tym będziesz wieść też takie życie. To jest nieświadome.

Czyli dzieje się tak, że na pewno taką drogą musisz iść, ja to świadomie wybieram, to jest podświadome. No bo zobacz, kiedy ty idziesz inną drogą i jesteś szczęśliwą, dorosłą osobą, to nagle co się okazuje? Że moje porady były niedobre, że wybrałaś inną drogę i nie cierpisz tak jak ja, więc ja muszę się konfrontować z tym cierpieniem, więc jeszcze bardziej wtór nie cierpię.

I wtedy jest to poczucie winy. Też jest jeszcze ten aspekt lojalności rodowej, czyli ja mogę się cieszyć swoim szczęściem, swoim, nie wiem, majątkiem, radością, kiedy matka cierpiąca bardzo często też cierpi z powodu materialności, czyli tego, co ona ma do tego garnka włożyć, nie?

[Mówca 1]

Moja mama też mi mówiła wielokrotnie, przez całe dzieciństwo, że ona poświęciła się dla dzieci, żeby one mogły tam się wychować, żyć.

[Mówca 2]

Wykształcić.

[Mówca 1]

Wykształcić. Poświęciła się też dla mnie, bo ja byłem dzieckiem z przypadków, z wpadki dzieckiem właściwie niechcianym, więc ona zrezygnowała ze swojej kariery, studiów, pragnień, ambicji, żebym ja mógł się urodzić. No ale jak to się zamknęło w tym cyklu?

W gruncie rzeczy przekazała mi w różnych swoich pomysłach, ideach, wartościach, naciskach, bólach i presjach, że ja też się powinienem poświęcać. Że ja też powinienem oddać to jej poświęcenie przede wszystkim rodzinie, a potem innym ludziom. I w jakimś sensie też ona, jak w tym słynnym obrazie Goi, wpychała mnie trochę w paszczę tego lewiatana, jakim był mój ojciec.

Czyli jak już nie radziła sobie z różnymi sytuacjami przemocowymi, to ja byłem tym dzieckiem, które miało w jakimś sensie korek zatkać tą agresję mojego ojca. No bo wtedy on skupiał się na mnie. On wtedy mnie w jakimś sensie represjonował.

Czasami krzywdził mocniej lub słabiej, ale to odsuwało jego uwagę. Od niej samej, od mojej matki, od innych członków mojej rodziny. Więc ojciec skupiony na tym, żeby mnie tam dorwać i mnie zrepresjonować.

Już nie był groźny dla innych. W jakimś sensie potem matka budowała taki obraz, powinieneś przebłagać ojca, powinieneś go przeprosić. Taki piękny patriarchalizm.

Powinieneś zadbać o ojca. A potem, kiedy już byłem starszy, już byłem wyedukowany, już miałem doświadczenia terapeutyczne, to matka stosowała jeszcze inny zabieg. Mówiła, ty jesteś taki mądry.

Ty jesteś socjologiem z wykształcenia. Potem psychologiem. Ty możesz temu ojcu wytłumaczyć.

Przecież weź go tam przejednaj. Weź jakoś go tam wytłumacz mu.

[Mówca 2]

Bo jak my do tego stołu siądziemy?

[Mówca 1]

Bo są święta. I my wspólnie tutaj jako rodzina nie możemy przecież być w takim napięciu. A ojciec znowu był wściekły, był zdenerwowany, był w napięciu, a potem się obrażał.

To też był zresztą mechanizm pod tytułem ojciec robi jakiś dym, potem się obraża, a potem my dzieci, czy ja dziecko, czy ja jej ten wybrany syn, ale z drugiej strony ofiara, mam tego ojca przeprosić, przebłagać. Bardzo to jest mocno ugruntowane w naszej kulturze. No więc tak.

Tak może wyglądać rana mapki. Rana, która powoduje, jestem niewystarczający, niedoceniający, niedobry, jestem niewłaściwym dzieckiem. Ranię moją matkę.

[Mówca 2]

Przyczyniam się do jej cierpienia.

[Mówca 1]

Przyczyniam się do jej cierpienia, kiedy jestem nieposłuszny, niegrzeczny, kiedy idę swoją drogą.

[Mówca 2]

Albo kiedy nie smakuje mi zupa.

[Mówca 1]

Albo kiedy nie smakuje mi zupa, którą ona z takim poświęceniem ugotowała. A jak wygląda wygojenie rany mapki? Jak możemy tą ranę zabliźnić, wygoić i ukoić w sobie ten ból?

[Mówca 2]

Już zresztą o tym trochę mówiliśmy, ale tak długo jak nie nawiążemy tego kontaktu z naszym wewnętrznym dzieckiem, czyli nie staniemy się dla siebie samych dobrymi opiekunami, no bo wówczas nasze matki nie były w stanie dać nam tej dobrej opieki, zaspokoić tych naszych potrzeb, bo były zajęte bardzo sobą, swoim chorowaniem, swoim cierpieniem, swoim bólem i nie widziały nas, tylko widziały swoje poświęcenie i swój ból. W związku z tym, żeby uzdrowić tą ranę matki, to my potrzebujemy przede wszystkim spotkać siebie, czyli swoje dziecko wewnętrzne, dać mu tego, czego potrzebowaliśmy.

A to oznacza, uznaję w sobie, ja sama dziś, dobrą opiekunkę dla mojej wewnętrznej małej dziewczynki.

[Mówca 1]

Ale też dobrego opiekuna w ogóle, czyli potrzebuję sobie powiedzieć tak, jestem dobrą opiekunką, jak biblijnie dobrym Samarytaninem, dobrą Samarytanką.

[Mówca 2]

Mam ten zasób.

[Mówca 1]

Mam ten zasób, potrafię się opiekować.

[Mówca 2]

Mam to dobrze rozwinięte, czyli rzeczy nie są dobre ani złe, ale czasami potrzebujemy też zobaczyć, zobacz, tu jest kontekst tego, to nie było dobre, dziecko ma prawo być dzieckiem, ale to jest jego ważne prawo, ale nie zawsze to jest dane. Ale to jest z drugiej strony tego medalu,możemy zobaczyć, masz ten zasób, potrafisz być dobrym opiekunem.

[Mówca 1]

I kolejna ważna rzecz. I to warto zrobić takie ćwiczenie. Nie muszę być skupiony, skupiona tylko na wzorcu żeńskości, który zaproponowała mi moja matka.

Mogę czerpać z bardzo różnych wzorców kobiecych. I warto zrobić sobie taką listę. Ja takie ćwiczenie dwukrotnie wykonałem w życiu.

Lista wszystkich ważnych kobiet. Ważna kobieta oznacza listonoszkę. Która była dla mnie miła.

Nauczycielkę od fizyki, która była dla mnie niemiła. Ciatkę, która potrafiła mi robić pyszne kanapki, kiedy byłem głodny. Lista ważnych kobiet od mojego wczesnego dzieciństwa do dziś, które na mnie wpłynęły.

Pozytywnie lub negatywnie. Mogę sobie to zrobić w Excelu. Imię kobiety.

W jaki sposób ta kobieta była dla mnie przyjacielem. W jaki sposób ta kobieta była dla mnie nauczycielem. Mogła być i jednym i drugim.

Czasami surowym nauczycielem. I zobacz, kiedy zrobisz sobie tą listę. Niektórzy nasi klienci, ja sam, mają po kilkanaście osób.

Niektóre osoby tylko kilka osób. Kilka kobiet. Zrób taką listę i zobacz, jak kształtowały cię inne kobiety.

Co mogłeś z nich skorzystać. I co mogłeś z nich skorzystać z ich postaw i ról.

[Mówca 2]

Czyli jak budowała się w tobie kobiecość, czyli ta anima, o której też już mówiliśmy, spośród tych wszystkich innych doświadczeń z innymi kobietami. I to czasem epizodyczne doświadczenie. To nie musi być coś wielkiego.

Długa relacja. Tylko jeden moment. Jedna sytuacja, którą zapamiętaliśmy, ale która zrekonfigurowała nam ten obraz kobiecości.

Czyli tej animy. Jak kobieta się zachowuje. Jak funkcjonuje.

Co to znaczy być kobietą.

[Mówca 1]

Anima u kobiety buduje jej kobiecą duszę. Jej kobiecą tożsamość. Anima u mężczyzny to, jak my to mówimy umownie, jest software żeński.

Czyli to oprogramowanie, które pozwala mi rozumieć kobiety, być z kobietami, rozpoznawać ichemocje, reagować na ich potrzeby. No i oczywiście, jeżeli mamy zawężony obraz animy, czyli właśnie skupiony na tej ranie matki, to nie widzimy całego spektrum możliwości.

[Mówca 2]

Czyli mamy trochę zniekształcony obraz tej animy.

[Mówca 1]

I nie widzimy całego piękna bogactwa innych kobiet i możliwości budowania relacji z nimi.

Budujemy je tylko w pewien zawężony sposób, jakby naśladując wzorzec matki.

[Mówca 2]

No właśnie. A czy musimy w takim razie, w związku z tym, wybrać kobietę, żonę? Kiedy jesteśmy, bo powiedziałaś o swoim przykładzie, czy to oznacza, że wybrałeś żonę na podobieństwa swojej matki?

Bo często tak jest.

[Mówca 1]

Będziemy o tym jeszcze mówić i już o tym mówiliśmy. Będziemy wracać do tego tematu. No niestety jest to tak, że my mężczyźni, my chłopcy, kiedy dorastamy, wybieramy sobie często partnerki bardzo podobne do wzorca stworzonego w relacji z matką.

Wybieramy sobie partnerkę, która ma uleczyć w nas ranę matki. Czyli wybieramy sobie partnerkę, co do której mamy nieświadome przewidywania i potrzeby, że ona pozwoli nam, jako chłopcom, dorosnąć. Ta nasza partnerka.

To jest niestety ta przekładka. Niebezpieczna bardzo. Dlatego, że moja żona nie jest moją matką.

Moja żona nie może dobrze i prawidłowo funkcjonować, o ile będzie postrzegać we mnie chłopczyka, którego ma, czym ma pomóc dojrzeć. Ja nie mogę budować dobrej relacji małżeńskiej, partnerskiej, intymnej, miłosnej, romantycznej, seksualnej z kobietą w stosunku, do której mam oczekiwanie, że ma uleczyć moje dziecięce bóle. Kiedy ta przekładka następuje, no to oczywiście znowu mamy nieudany kolejny związek i mamy ten mechanizm, o którym dzisiaj na początku powiedziałem.

Moja mama cierpi z powodu utraty ojca. Moja mama wychowuje się pod wpływem bardzo silnej kobiety, która próbuje ratować tę rodzinę i swoje dzieci w czasie wojny, w czasie okupacji hitlerowskiej. I kiedy już jest wyeksploatowana, umiera.

I moja mama jest w jakimś sensie zarażona tym wzorcem, więc go powtarza w swojej rodzinie.

Więc ja byłem narażony na to, żeby powtórzyć ten wzorzec w kolejnej swojej rodzinie. Możemy to przerwać.

Nie muszę żenić się z kobietą, przypominając sobie moją matkę. Nie muszę naśladować swojej matki w swoich rolach męskich i żeńskich. A jeśli to robię, to mogę się z tego wyzwolić.

Jak mogę się z tego wyzwolić?

[Mówca 2]

Myślę, że przede wszystkim potrzebujemy przyjrzeć się, jakie wzorce odziedziczyliśmy. Bo wiesz, tak sobie też myślę, że nie wszystko, co prezentuje nasza matka na wielu poziomach, chyba przez zachowania, słowa, które do nas kierowała, było złe. Są takie rzeczy, które są dobre.

A propos tej listy, którą rozszerzaliśmy poprzez te nauczycielki, których doświadczaliśmy, że nasza matka też wnosiła do naszego świata coś dobrego. I teraz mogę zobaczyć, co dobrego zabieram z tych wzorców i konstruować nowe. Ale żeby to móc zrobić, to potrzebuję jedną rzecz sobie powiedzieć.

Ja to ja, a ty to ty. Co jest dobre dla mnie, moja matko, nie musi być dobre dla ciebie. Mogę iść własną drogą, zabierając to bogactwo, którego doświadczyłam, doświadczyłem i z tym mogę iść.

Mogę to pomnażać potem. Potrzebujemy to umieć zobaczyć, oddzielić.

[Mówca 1]

Jestem dorosłą, niezależną istotą. Już nie muszę żyć według twoich lęków i zakłóceń. Nie muszę żyć lojalnością, która mnie rani.

To, że wybieram swoją własną drogę, nie oznacza, że siebie odrzucam. Moja droga życiowa należy do mnie i może ona być inna niż twoja. Mogę powiedzieć też, dziękuję za to, co mi dałaś, ale to nie oznacza, że muszę być twoją kopią.

To nie oznacza, że muszę naśladować twoje błędy, fobie, wartości, których nie podzieram. Idę swoją drogą, bo chcę, podejmuję decyzję, żeby przeżyć swoje życie według własnego scenariusza. Też potrzebuję sobie powiedzieć, że nie jestem już dzieckiem, które jest uległe, zależne.

Mam prawo do życia według własnych zasad. Nie muszę spełniać cudzych potrzeb, zwłaszcza takich, które mnie ograniczają i niszczą.

[Mówca 2]

No, bo w miejscach tego mogę sobie powiedzieć, kocham siebie, w związku z tym wybieram własną drogę, a nie lojalność, która będzie mnie ranić. W tej lojalności wzorzec jest taki, że mamy się poświęcać, mamy spełniać powinności, a nie mamy po prostu przeżyć własnego życiadobrze.

[Mówca 1]

I nie muszę dźwigać emocji mojej matki, ponieważ jednym z elementów rany matki jest to pojęcie, ten stan, który nazywamy parentyfikacją. Nagle dziecko staje się opiekunem matki.

Nagle dziecko staje się odpowiedzialne za matkę.

Nagle dziecko musi zadbać o to, żeby ta mama mogła odpocząć, nie denerwować się, wyzdrowieć, albo przede wszystkim, żeby nie umarła, nie? Bo to naprawdę mój lęk dotyczył tego, że jak mama jest chora, z mamą się coś dzieje, to mama umrze, czyli nie zostawi, ja zostanę sam. Mało tego, zostanę sam z tym przemocowym, niebezpiecznym, zagrażającym…

[Mówca 2]

Potworem.

[Mówca 1]

Potworem moim ojcem. A ja przecież nie rozumiałem jako dziecko, że moja mama w ten sposób chorując, reguluje sytuację pomiędzy nią, a ojcem, pomiędzy ojcem, a rodziną, czyli próbuje wygasić tą jego złość, energię, napięcie, niepokój. Nie muszę już dźwigać, mamo, twoich emocji.

[Mówca 2]

Ale też mogę uznać to, co mi dałaś, być za to wdzięcznym, dziękuję ci za to, co mi dałaś, ale idę w swoją drogę. Idę w swoją stronę, bo to oznacza, idę własnymi ścieżkami, szukam własnej drogi. I to jest niesłychanie ważne.

Potrzebuję widzieć, co dobrego zabieram, jakie wzorce dobre zabieram, ale idę własną drogą, bez poczucia winy, że wybieram siebie i bez takiego poczucia, że coś robię nie okej. Bo ta lojalność, że my jesteśmy tutaj, coś jest z nami nie tak, no bo nie cierpimy, albo idziemy inaczej, budujemy swoje życie.

[Mówca 1]

My dzieci nie jesteśmy odpowiedzialni za swoich rodziców. I to jest niesłychanie ważna rzecz.

Nie jesteś odpowiedzialna za dobrostan swojej matki.

My dorośli sami wykuwamy swoją dojrzałość i starość. Przerzucanie odpowiedzialności przez rodziców na dzieci, nawet na dorosłe dzieci, jest ich egoizmem. To jest też bardzo mocno wbudowane w taki nawyk kulturowo-cywilizacyjny, że dzieci powinny się opiekować swoimi rodzicami na starość.

[Mówca 2]

Podać im tą przysłowiową szklankę wody.

[Mówca 1]

I bez względu na to, jak ci rodzice się zachowują, jak wyglądało nasze dzieciństwo, mało tego, ono miało tak wyglądać, bo ci rodzice podświadomie przygotowywali swoje dzieci do uzależnienia, przygotowując sobie taką opiekę, osadzenie się na starość, kiedy już dzieci powinny oddać nam, mówią rodzice, tę wdzięczność za to, że myśmy ich wychowali, wykształcili.

[Mówca 2]

Tyle nocy nie przespaliśmy i tyle sobie odmawialiśmy, żeby tobie było lepiej. Ale my dzieci też słyszymy takie komunikaty, że przez ciebie mamusia choruje. Być może słyszały się również.

Przez ciebie mama się źle czuje, bo zachowałeś się nie tak, albo bawiłeś się za głośno. Przez ciebie mamy teraz boli głowa. I to jest bardzo ważne, bo dziecko jest bezradne wobec takiego komunikatu.

Nie jest w stanie sobie poradzić z takim komunikatem małe dziecko. Dorosłe już tak.

[Mówca 1]

Więc trudność polega na tym, że w naszych nawykach kulturowych my nie mamy dobrej strategii przy wychowywaniu dzieci do przejścia procesu separacji. Po to, żeby dziecko mogło być w pełni samodzielne i stało się w pełni funkcjonującym dorosłym, musi przejść dobry proces separacji. Czyli odejść od rodziny po to, żeby wyjąć sobie z niej te doświadczenia, wartości, zasoby, które budują i poszukać nowych.

Pójść własną drogą. Trudność separacyjna polega na tym, że te dorosłe dzieci ciągle pozostają dziećmi uzależnionymi między innymi właśnie od rany matki.

[Mówca 2]

Bo nieustannie pragną, że w końcu zostaną pokochane. W końcu mama napełni ich tym, czym miała napełnić. I ta nadzieja sprawia, że nieustannie wracamy do tego gniazda po ten pokarm zwany miłością, którego dostać nie możemy, bo matka sama tego nie miała.

A gdyby miała, to też nie karmiłaby się tym poświęceniem i tym cierpieniem, tylko miała tą zdolność do zadbania o siebie, której my potem dzieci potrzebujemy się nauczyć.

[Mówca 1]

Ja często mówię, mama, która ma 60 czy 70 lat, ma dostęp do książek, do internetu, do różnych możliwości, żeby na siebie wpływać. Nie musi już dziś, jeszcze dziś, ciągle przerzucać tej odpowiedzialności na świat, na dzieci i na innych. Może posłuchać naszego podcastu albo przeczytać naszą książkę bądź tysiąc innych możliwości.

Nie jesteś odpowiedzialny za swoją mamę. Nie atakujesz mamy, kiedy się mądrze separujesz,tylko budujesz odpowiednie granice.

[Mówca 2]

Bo nie jesteś odpowiedzialny za jej emocje, odpowiedzialna za to, co ona doświadcza.

[Mówca 1]

Nie jesteś odpowiedzialny za jej życie. Ten ciąg jest odwrotny. To matka była odpowiedzialna za ciebie.

To rodzice mają dobrze wykształcić swoje dzieci, wychować je. Ale nie na obraz i podobieństwo swoje, tylko po to, żeby te dzieci mogły rozwinąć, rozkwitnąć, żyć własnym, niezależnym życiem.

Odzyskujesz podmiotowość, odpowiedzialność za siebie, kiedy potrafisz budować granice.

Potrzebujesz się też odciąć energetycznie i dokonać procesu separacji, który jest naturalny, potrzebny. Zwłaszcza wtedy, kiedy on nie odbył się, kiedy miałaś lat trzynaście, piętnaście, szesnaście. Ty tylko masz trzydzieści sześć i ciągle jesteś uzależnioną córką swojej matki z niewygojoną raną jej bólów, które stały się też twoimi.

Więc co może być ukojeniem? Co może być taką dobrą, prostą techniką, która pomoże nam wykończyć pierwszy krok w separacji i w gojeniu rany matki?

[Mówca 2]

Myślę, że przede wszystkim potrzebujemy takiego zgody na siebie. Czyli ja uznaję w sobie swoją podmiotową dorosłość i to, że kroczę własną drogą i że nie jestem odpowiedzialna za emocje, za dobroby, za stan życia mojej matki. Ona jest dorosłą osobą, ma swoje zasoby i może o siebie zadbać.

To jest pierwszy krok.

[Mówca 1]

No i mogę zrobić taką technikę, w której siądę i wizualizuję moją mamę, spojrzę na przykład na jej zdjęcie albo napiszę list i nie muszę już tego listu wysyłać. Ważne, żeby to nazwać. To jest ten element logosu.

Psychologia, dusza i słowo. Logos jest ważny, bo kiedy coś nazywasz słowem, czyli tą logią, opisujesz to, to to się dla naszego mózgu staje faktem. Więc możesz napisać.

Dziękuję ci, mamo, za to, co od ciebie dostałem. Wybacz mi rzeczy, które zadziały jako rzeczy złe z mojej strony.

[Mówca 2]

Albo trudne dla niej.

[Mówca 1]

Albo trudne dla niej. Wybacz mi. Wybaczam ci.

Różne rzeczy, które przerzucałaś na mnie. Różne zranienia. Jestem dorosłą, osobną istotą.

Dorosłą, osobną istotą. Idę swoją drogą. To wszystko.

Jeśli to powiesz, poczujesz z prawdziwą, głęboką intencją, to będzie miało to moc uzdrawiającą.

[Mówca 2]

I pozwól emocjom przepłynąć przez ciebie. Nie zatrzymuj ich. Mogą przy tym doświadczeniu pojawiać się różne emocje od smutku, żalu, po radość, ciekawość.

Niech one przepłyną. Niech płyną, a ty po prostu bądź w tym też logosie, w tym psycho kontaktu z własną duszą i logo z słowem, który pozwala to nazwać.

[Mówca 1]

Dziękuję. I poczuj, za co dziękuję już tej mamie.

[Mówca 2]

Poczuj to emocjonalnie i nazw jej słowami.

[Mówca 1]

Wybacz mi. To były rzeczy, o które proszę, żebyś nie odpuściła, wybaczyła. Wybaczam ci.

Te różne rzeczy, które mnie raniły, które stały się raną matki. Jestem dorosłą, osobną istotą. Idę swoją drogą.

[Mówca 2]

Możesz to nawet powiedzieć na głos. Poczuć moc tych słów. Jestem dorosłą osobą.

Idę własną drogą.

[Mówca 1]

Jestem osobną istotą. I możesz zawsze dodać tę formułę, którą lubimy. Ja to ja, a ty to ty.

Co jest dobre dla ciebie, nie musi być dobre dla mnie. Co jest dobre dla mnie, nie musi być dobre dla ciebie. W niektórych miejscach naszego życia, w niektórych drogach się spotykamy, w innych nie.

[Mówca 2]

I tak jest ok.

[Mówca 1]

I tak też jest dobrze. Istotą naszego uzależnienia, które jest toksyczne, które jest właśnie raniące, jest przekonanie dziecka, że musi być całkowicie zespolone ze swoją rodziną, ze swoją matką. Nieustannie potwierdzające się.

A proces dobrej, zdrowej separacji mówi, co jest dobre dla ciebie, nie musi być dobre dla mnie.

Co jest dobre dla mnie, nie musi być dobre dla ciebie. Nasze drogi czasami się spotykają, czasami się rozchodzą.

Jeśli się rozchodzą, tak jest ok. Możemy być ludźmi. Możemy być w swoim człowieczeństwie.

Możemy być w relacji i mieć różne poglądy na różne sprawy. Tak też jest dobrze. A zatem ukojenie to zdolność postawienia granic, ale też zdolność okazania wdzięczności swojej matce za to, za co być wdzięczny chcesz.

Ale też umiejętność powiedzenia, idę swoją własną drogą, jestem osobną istotą, rozwijam skrzydła.

Bociany, które pewnie jak wiecie są monogamiczne, przybywają do Polski w kwietniu, czasami w marcu, składają jajko, wysiadują je, ale już mniej więcej w okolicach czerwca, lipca muszą zachęcić swojego pisklaka do tego, żeby zaczął latać. Mobilizują tego pisklaka na różne sposoby, bo młody bocian, jeśli nie zacznie latać w lipcu, to pod koniec sierpnia, a na początku września nie odleci do ciepłych krajów i jest skazany taki bociek na zagładę albo na pomoc ze strony ludzi.

W takich hotelach dla bocianów czasami można spotkać to bocianiątko, które nie otrunęło, bo nie nauczyło się latać w odpowiednim momencie. My ludzie mamy tę przewagę nad bocianami, że możemy ten proces inicjacji, czyli tą decyzję o tym, że ja wyskakuję z gniazda i nagle lecę, możemy podjąć w dowolnym momencie życia.

[Mówca 2]

Wystarczy nasza świadomość i gotowość do tego, żeby otrunąć do swoich spraw, do swojego życia.

[Mówca 1]

A zatem matko, dziękuję Ci. Wybacz mi. Wybaczam Ci.

Jestem dorosłą, osobną istotą. Idę swoją drogą. Anna Jera i Maciej Bennewicz. Zapraszamy do naszych kolejnych podcastów.

[Mówca 2]

Dziękujemy i do usłyszenia i zobaczenia.

[Mówca 1]

A zawsze możesz polecić nasz podcast innym i oczywiście zasubskrybować. Pozdrawiamy.

Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia, że jesteś z nami w czasie tych szczególnych, osobistych rozmów.

[Mówca 2]

Jeśli zainteresował Ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i dodatkowe materiały do pobrania oraz wartościowe treści na stronie www.instytutbennewicz.pl w zakładce Podcast.

[Mówca 1]

Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz informacji o kursach.

[Mówca 2]

A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować ukojenia, zasubskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.

[Mówca 1]

To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.

[Mówca 2]

Zasługujesz na ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.

[Mówca 1]

Do usłyszenia.

Bądź na bieżąco z podcastem Ukojenie!