Podcast Ukojenie
S1O14: Szczęście – przypadek czy świadomy wybór?
Transkrypcja odcinka
[Mówca 2]
Witaj w podcaście Ukojenia.
[Mówca 1]
Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.
[Mówca 2]
Prowadzą Anna Jera i Maciej Bennewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera–Bennewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy Fundacją Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.
[Mówca 1]
Dzień dobry, Aniu.
[Mówca 2]
Witaj, Macieju, dzisiaj.
[Mówca 1]
Witajcie dzisiaj w naszym kolejnym odcinku. Rozkręcamy nasz podcast. No i dzisiaj postanowiliśmy wziąć na tapetę temat szczęściarzy i pechowców.
Nie ma dobrego słowa na ludzi, którzy czują się nieszczęśliwi. Ale gdzieś żeśmy to zaczerpnęli od naszego ulubionego profesora Richarda Weissmana z Uniwersytetu Hertfordshire. Człowiek, który zaczął swoją karierę psychologiczną od zawodu iluzjonisty, ale jest tak niesłychanie pomysłowym psychologiem, psychologiem społecznym, że nieustannie zaprasza nas do jakichś ciekawych badań i eksperymentów i on się też zajął tym tematem szczęściarzy i pechowców.
Ale odwrócił proces badawczy, bo zazwyczaj badacze próbowali się przyjrzeć temu, co to znaczy być szczęśliwym i co o tym szczęściu decyduje. Natomiast profesor Weissman powiedział, spytajmy samych ludzi, czy oni się czują szczęśliwi, czy czują się nieszczęśliwi, czy pechowi. I zacznijmy od tego, że ludzie sami powiedzą, no ja jestem szczęściarzem.No a inni powiedzą, no dobrze, a ja nie, ja mam pecha, mi to w rzeczy nie idzie. I potem dowiedzmy się od nich, czy jest jakaś wspólna idea, wspólne sposoby, zasoby, metody, które powodują, że jedni tak, a inni nie. Że jedni mają się za szczęściarza, a inni nie.
No bo oczywiście wcześniej poszukiwano tych takich wyznaczników, co musisz myśleć, co musisz wiedzieć, jakie musisz mieć tam pieniądze, zasoby, żeby się czuć szczęśliwym. A
Weissman to odwrócił i to było genialne. Spytajmy ludzi, czy ty się czujesz szczęśliwy, czy ty się czujesz pechowcem.
No właśnie, to zacznijmy. Czy czujesz się szczęśliwa?
[Mówca 2]
Czuję się szczęśliwa, dlatego że mam wpływ na swoje życie. I ten wpływ jest ważny dla mnie.
Czuję się szczęśliwa, a kiedy czuję się nieszczęśliwa, to znaczy, że nie zadbałam dobrze o swoje potrzeby.
Czyli, że czegoś sobie nie dostarczyłam. Przestałam przerzucać odpowiedzialność na świat, złościć się, bo to nic nie daje. Czyli zaczęłam szukać wpływu.
Oczywiście to była droga, to była podróż. To się nie stało jednego dnia. Na to wpłynęło wiele czynników.
Ale dziś mogę powiedzieć, jestem szczęśliwa, ponieważ robię to, co kocham. Ponieważ otaczam się ludźmi, którzy dobrze na mnie wpływają. Ponieważ wybieram miejsca znacznie świadomiej niż kiedyś, bo znam lepiej siebie niż kiedyś.
Mnóstwo rzeczy wpłynęło na to, że dziś mogę powiedzieć, tak, jestem szczęśliwa, bo potrafię tworzyć to szczęście dla siebie na własny użytek. I oczywiście ktoś może powiedzieć, jak możesz być szczęśliwa z tym, czy tamtym. Przecież to jest takie czy inne.
Albo tak dużo pracujesz, przecież nie możesz być szczęśliwa. No właśnie, bo szczęście jest bardzo subiektywnym doświadczeniem. Co sprawia, że ja jestem szczęśliwa.
[Mówca 1]
Nasz taoistyczny miś, tutaj maskotka naszego instytutu, on nam też podpowiada drogę do szczęścia, bo jednym z konceptów szczęścia jest taoizm, czyli koncepcja równowagi, możemy powiedzieć. Koncepcja drogi. Tao czy też Dao oznacza drogę, ale drogę pewną równowagi.
On ma tutaj taki emblemat, który oznacza, że jedno zawiera się w drugim. Yin i yang, wyrównanie energii męskiej i żeńskiej. Już zapowiadaliśmy, że poświęcimy odrębny odcinek temu konceptowi, ale jednym z elementów szczęścia jest równowaga.
No ale też współcześni badacze, bo przecież my jesteśmy też kognitywistami, taki mamy też instytut, więc te badania kognitywistyczne śledzimy. Współcześni kognitywiści, między innymi Martin Seliman, bardzo zasłużony psycholog amerykański, czy nowe, młode pokolenie naukowców, Laurie R. Santos, oni mówią, że szczęście jest przereklamowane.
Dlatego, że marketing, reklamy mówią, bądź szczęśliwy, to ciąż szczęśliwy i kup taki szampan albo jakiś jogurt czy coś, to będziesz szczęśliwy. Jak kupisz sobie samochód klasy premium, to już na pewno będziesz szczęśliwy. Otóż i Seliman, i Laurie Santos mówią, moda na szczęście powoduje, że spodziewamy się, że też oczekujemy, że to szczęście na nas spadnie, że właśnie jedni są szczęśliwi, inni nie, jedni odziedziczyli majątki, inni nie.
[Mówca 2]
Urodzili się pod dobrą gwiazdą.
[Mówca 1]
Urodzili się pod dobrą gwiazdą, jedni mają pecha, a drugim coś tam sprzyja. No i że taki stan wywołuje pewną bierność. Z jednej strony to napięcie, że ja chcę to mieć, ja chcę to kupić, ja chcę tam być.
[Mówca 2]
Ja też chcę być szczęśliwa.
[Mówca 1]
Ja chcę być taki jak celebryta, influencer czy ktoś, bo on jest taki piękny, bogaty.
[Mówca 2]
I na pewno szczęśliwy.
[Mówca 1]
I na pewno szczęśliwy. I dlatego ci naukowcy wprowadzili inny koncept i inaczej się do tego zabrali. Więc mamy tutaj tych trzech badaczy.
Laurie R. Santos, Richard Weissman, Martin Seliman i oni mówią well-being, welfare. W Polsce to nie ma dobrego tłumaczenia. Dobrobycie, dobry stan, bycie w dobrym stanie.
[Mówca 2]
No właśnie, przechodzi mi jeszcze jedna ważna myśl, że my często sądzimy, że to szczęście może nam coś odebrać. Jakaś chwila, coś się wydarza, że jesteśmy na tej teoistycznej drodze i nagle wydarza się coś, co nas niepokoi, co nie poszło po naszej myśli i co wtedy tracę swoje szczęście. Już nagle jestem nieszczęśliwa, już jestem nagle pechowcem.
[Mówca 1]
Nawet jest jeszcze gorzej. Nie warto być szczęśliwym.
[Mówca 2]
Bo ci mogą odebrać.
[Mówca 1]
Albo coś się może takiego zdarzyć, że to będzie zdruzgotane, odebrane. Często też doświadczamy tego w pracy z naszymi klientami. Może częściej o tym mówią kobiety, ale to nie jest żaden statystyczny dowód.
Po prostu częściej o tym mówią kobiety, że dobry związek jest ryzykiem. Dlatego, że może się coś takiego stać, że nagle ten dobry związek stanie się…
[Mówca 2]
Zepsuty?
[Mówca 1]
Niedobry? Zepsuty, mężczyzna okaże się niewierny albo coś się tam zadzieje takiego nieokej.
[Mówca 2]
No właśnie, więc może powiedzmy o tym, co sprawia, że ci szczęściarze nie zmieniają tak łatwo zdania. Oni się właśnie czują szczęśliwi. Co sprawia, że pechowcy patrzą na świat zupełnie inaczej i przez to uzyskują inne rezultaty.
[Mówca 1]
I odpowiedź zacznijmy od tego, co właściwie powinno być puentą. Ale może dojdziemy do tego.
Szczęściarze w badaniach Weissmana i Laurie R. Santos i Selimana robią szczęście, robią sobie szczęście, a pechowcy są bierni i przerzucają odpowiedzialność za swoje życie na zewnątrz, na burmistrza swojego miasta, na kierownika miejskiej komunikacji, na swoją byłą żonę, nieudane małżeństwo teściowo i sąsiadów.
Szczęściarze czy z powodów wychowawczych, czy też z powodu rozwoju, czy też w wyniku swojej drogi samoświadomości potrafią zrobić sobie dobrostan. Zrobić to znaczy uzyskać takie potrzeby, uzyskać taki stan funkcjonowania, w którym czują się spełnieni.
No i teraz zastanówmy się, jak ci szczęściarze to robią, a ci pechowcy jak tego nie robią.
[Mówca 2]
Ja myślę, że pechowcy uwierzyli w to przekonanie, że szczęście jest jednym dane, innym nie, aszczęściarze zupełnie inaczej, no bo oni przecież szukają okazji, możliwości do zaspokojenia swoich potrzeb.
[Mówca 1]
Ja miałem to szczęście. A jednak. Ja miałem to szczęście.
[Mówca 2]
Że jesteś szczęściarzem?
[Mówca 1]
Że jestem szczęściarzem, bo w wieku lat może szesnastu, może siedemnastu trafiłem na tego pierwszego mojego wyjątkowego mentora. I to był zakonnik. Ojciec Karol Meissner, już nieżyjący, benedyktyn.
Czyli taka pierwsza właściwie reguła mnisza w kościele katolickim, czy właściwie w chrześcijaństwie. Pierwsza reguła zakonna. Ja jako dziecko, czy chłopak poturbowany różnymi swoimi młodzieńczymi wydarzeniami, poturbowany relacją rodzinną, trafiłem przypadkowo właściwie, chociaż ponoć nie ma przypadków, przypadkowo pod opiekę benedyktynów i trafiłem na tego ojca Karola Meissnera.
Notabene też lekarza, zakonnika, intelektualisty. To były czasy dziwne, biedne. Dodam, że tamtego roku ja trafiłem pod opiekę tych zakonników, a tamtego roku, parę miesięcy później, papieżem został Polak.
Niejaki Karol Wojtyła. To był taki pamiętny rok dla Polaków i dla mnie też. No i ten Karol Meissner, lekarz też zajmujący się rodziną, też seksuolog, psychiatra.
I Karol Meissner zaopiekował się, no bo też trzeba pamiętać, że w tamtych latach nie było takich ośrodków, czy jakiejś takiej…
[Mówca 2]
Zorganizowanej pomocy psychologicznej.
[Mówca 1]
Dla młodzieży trudnej, a ja do takiej młodzieży wtedy należałem. I ja kiedyś tego zakonnika spytałem, no a jak to jest z tą łaską boską? No bo w katolicyzmie, w chrześcijaństwie wierzy się, że łaska boska do zbawienia jest koniecznie potrzebna i wszystko z tej łaski boskiej wynika.
I człowiek tam specjalnie niewiele może podskoczyć, bo Bóg pobłogosławi, dopuści albo nie.
Przynajmniej tak to wtedy rozumiałem. I Meissner mi wtedy powiedział, ja rozumiem łaskę boską w zupełnie inny sposób, niż to ci się wydaje, niż często też mówią o tym księża w kościołach. Ja pytam, jak ojcze? Meissner miał taki przenikliwy wzrok i też był taki ostrzyżony jak ja na bardzo krótko i tym przenikliwym wzrokiem przez wielkie okulary na mnie spojrzał i wtedy mówi, ja wierzę, że łaska boska przejawia się w poświęceniu pielęgniarki, w przygotowaniu lekarza, który ma kompetencje i instrumenty, znajomość, świetnie potrafi wykorzystywać narzędzia i łączy kropki, że to jest wiedza, talent lekarza i terapeuty, że to jest jego misja i nastawienie, że odkrycia naukowe biologów, farmaceutów, kognitywistów, wtedy jeszcze kognitywistyka właściwie chyba nie istniała.
[Mówca 2]
Na pewno w Polsce nie istniała.
[Mówca 1]
Nie, no końcówka lat 70. to właściwie takie początki kognitywistyki. Fizjolodzy, farmaceuci, lekarze, oni wszyscy tworzą zespoloną łaskę boską.
I również wzrost osobistej mądrości i świadomości jest tym, czym nas Bóg obdarowuje. Tak mi to wtedy pamiętam, Karol Meissner, ojciec Karol Meissner wytłumaczył i to był taki pierwszy moment, kiedy sobie pomyślałem, okej, to jest może droga do bycia szczęściarzem. I wiele, wiele lat później poznaliśmy w Instytucie właśnie badania i Weissmana, i Selimana, i Santos.
No i okazało się, że współczesna nauka w oparciu o badania socjologiczne, psychologiczno- społeczne mówi coś podobnego do tego przesłania sprzed 40 lat ponad, które ja usłyszałem wtedy od zakonnika, od Benedyktyna w klasztorze w Wielkopolsce.
[Mówca 2]
No a czym to zaskutkowało u ciebie? Taka świadomość, że łaskę boską można inaczej na nią spojrzeć, inaczej jej doświadczyć, inaczej ją przeżyć?
[Mówca 1]
Że mam wpływ. I że to jest ten element zupełnie niesamowity, o którym często zapominamy.
Czy odnosząc się do doświadczeń religijnych, czy doświadczeń czysto psychologicznych, że istotnym elementem naszego życia i poprawy naszego losu, czyli dążenia do szczęścia jest wolna wola.
Czyli ja mogę wybierać, ale mogę używać wolnej woli wtedy, kiedy jestem świadomy, kiedy jestem samoświadomy. Czyli im mam lepszy wgląd w swoje potrzeby, w swoje dążenia, w to kim jestem, w tym jaka jest moja tożsamość, jakie są moje mocne strony, jakie są talenty, jak kreuje się wokół mnie świat i rzeczywistość. Im lepiej łączę kropki, im lepiej rozumiem siebie w tym świecie, tym bardziej mogę być szczęśliwy, używając wolnej woli.
Ponieważ bierność, wycofanie skazuje mnie na apatię, depresję. Wycofanie, no i doświadczenie, że życie nie idzie po mojej myśli.
[Mówca 2]
Ja myślę też, że te sytuacje, które opisałeś, te przykłady, które usłyszałeś wtedy, że one zawierają jeszcze jeden ważny element, który sprawia, że my to szczęście właśnie budujemy, bo to jest świadomość, po co jestem na tym świecie, o co chcę wzbogacać społeczność, w której działam.
Bo ci ludzie wnosili swoje talenty, swoją wiedzę, swoją mądrość do świata. Czyli wnosili kawałek swojej misji, no bo po coś to robili, coś sprawiło, że właśnie tym się zajęli.
I jeśli robisz to właśnie z tym poświęceniem pielęgniarki, ten przykład, czyli wnosisz ze świadomością, że ja chcę to robić, chcę to dawać światu, to jest ten aspekt misji, że ja potrafię odpowiedzieć kim jestem, jaka jest moja tożsamość, ale też po co jestem.
[Mówca 1]
Po co jestem na tym świecie. Czyli co mam do tego ważnego do zrobienia dla świata? To nie jest zbyt górnolotne?
[Mówca 2]
No właśnie, wydaje się górnolotne, ale zobacz, świat może być, to ty decydujesz o tym, jak go postrzegasz. Jeśli myślisz o całym świecie, jest mnóstwo ludzi na tym świecie, wszystkim nie jesteś w stanie pomóc, ze wszystkim nie jesteś w stanie być w relacji, ale wystarczy, że jedna osoba, to jest moja osobista misja, że jedna osoba chociaż poczuje się lepiej na skutek tego, że ja wnoszę swoją misję do świata, to już spełniłam. A potem mogę tylko to mnożyć.
[Mówca 1]
My w ogóle wykonujemy dość trudny zawód, ponieważ zajmujemy się i socjoterapią, i coachingiem, i mentoringiem, i uczymy zawodu coacha, mentora, socjoterapeuty, ale tak naprawdę wykonujemy jakąś pracę, współdziałanie z naszymi klientami, pacjentami, studentami, ale w gruncie rzeczy nigdy nie wiemy, jak to zaowocuje w ich życiu, bo mamy pewną drogę, wykonujemy pewną pracę, która trwa kilka miesięcy, czasami kilka tygodni, czasami trochę dłużej, ale potem nie wiemy, jak to zaowocuje, więc to jest i zaleta, i pewne wyzwanie dla naszej pracy. Zaleta polegająca na tym, że ułożymy pewien wkład, ale każdy ma wolną wolę, i każdy może ten wkład, tę naszą pracę wykorzystać, jak chce użyć na swój sposób.
Nie mamy tej radości, jaką ma nawet aktor na scenie, czy inżynier, który może zobaczyć efekt, bo nie zawsze go widzimy.
Reżyser, czy muzyk, który dostaje oklaski. My musimy w pewnym momencie zostawić człowieka na jego własnej drodze. No dobrze, ale w takim razie przyjrzyjmy się temu, co odkrył Weissmann w swoich badaniach.
On jest takim człowiekiem, który ma bardzo dobre relacje i kontakty z brytyjską telewizją, bo działa na terenie Wielkiej Brytanii głównie, brytyjską telewizją i radiem, więc jemu jest łatwo zrekrutować bardzo liczne grupy badawcze. To też ważny element, bo czasami psychologowiewypowiadają się na temat jakichś tam ludzkich doświadczeń na podstawie badania na 30 osobach. Dzisiaj, jak pisała Wisława Szymborska, doktoratów się już nie pisze, tylko się je liczy.
Jak już tam wyliczysz sobie na próbie badawczej 15 osób, to to już jest temat na doktorat. A Weissmann ma tych ludzi, których może przebadać w tysiącach. Wystarczy, że daje sygnał w radio czy w telewizji pod tytułem mam badanie.
[Mówca 2]
I dodaje bardzo ciekawy obraz.
[Mówca 1]
Dodaje ciekawy obraz i szerszy. Poza tym Wielka Brytania jest krajem multikulturowym. Tam jest sześćdziesiąt kilka czy osiemdziesiąt kilka nawet chyba milionów ludzi.
I to są ludzie z bardzo różnych kultur i środowisk. Od Azji i po Afrykę. Oczywiście z starych Walijczyków, Szkotów i Brytyjczyków, Anglików.
I teraz, kiedy przyjrzymy się tym badaniom, to pojawia nam się ciekawy obraz.
[Mówca 2]
No tak, pojawia nam się ciekawy obraz i trochę o tym zaczęliśmy już mówić, bo on odkrył, że po pierwsze szczęściarze myślą w kategoriach efektów.
[Mówca 1]
Tak jest.
[Mówca 2]
Czyli myślą w kategoriach skutków. Po co mi to? Co ja mam z tego?
Bo efekt odpowiada na nasze potrzeby dobrze zrealizowane. Czyli efekt odpowiada też na korzyści, które ja uzyskuję. Efekt odpowiada na ważne pytanie, po co?
[Mówca 1]
Ja to robię.
[Mówca 2]
Albo czegoś nie robię, bo czasami czegoś nie robimy.
[Mówca 1]
Do czego jest mi to potrzebne? Co ja dzięki temu uzyskam?
[Mówca 2]
No i szczęściarze charakteryzują się właśnie tym, że myślą w takich kategoriach. Czyli myślą też, po co coś robię, jakimś zawodem się zajmuję, albo się nie zajmuję.
[Mówca 1]
Ty masz dobry przykład, taki żywieniowy i dietetyczny.
[Mówca 2]
Tak, że efekty, to co odkryła, też w innych badaniach się pokazało, że osoby, które są szczupłe, to takie, które myślą, zanim coś zjedzą, jak chcą się czuć na skutek potrzeby, którą doświadczają. Czyli odczuwają potrzebę głodu. OK, chcą ją zaspokoić.
I szczęściarze myślą w kategoriach, jak się będę czuć. I szczupłe osoby też to charakteryzuje, że one myślą, jak się będą czuły po zjedzeniu tego czegoś. Czyli dobrze zaspokajają swoją potrzebę.
[Mówca 1]
Czyli jaki będzie efekt tego, że ja zjem trzy pączki, a jaki będzie efekt tego, że ja zjem sałatkę warzywną?
[Mówca 2]
Albo, bo wiesz, może być tak, że dziś mam ochotę na tego pączka, ale czy na pewno trzy potrzebuję? I szczęściarze potrafią sobie odpowiedzieć na to, jaka potrzeba się za tym kryje.
Czyli zjadam trzy, dlatego że mam, że coś tłumię na przykład, nie?
A szczęściarze myślą w kategoriach efektów, czyli korzyści. OK, dziś mam ochotę na pączka, bo nie wiem, jest zwyczaj, nie? Mamy w Polsce Tłusty Czwartek.
[Mówca 1]
Tak, ja mam niestety ten mechanizm, że nie mogę wyhamować przy trzecim pączku. Ja też ten mechanizm odkryłem. To jest oczywiście wzory z dzieciństwa, że słodkie ciasto, pączki, to jest ta dziecięca nagroda.
[Mówca 2]
Tak wytrenowane było.
[Mówca 1]
Tak, no i też wywożę się z takiej epoki, w której jedzenie było ogromną wartością, a słodycze były niedostępne.
[Mówca 2]
Były bezcenne.
[Mówca 1]
Były bezcenne. Więc dla mnie te trzy pączki, pięć pączków, to było coś bardzo atrakcyjnego, ale odbijało się między innymi na tym, że moje komórki tłuszczowe były rozpychane, no i duża ilość cukru. No ale też wywodziłem się z takich wzorców, które w dzieciństwie mówiły, że tłusto, słodko, to jest dobre odżywianie.
[Mówca 2]
I pulchne, rumiane dziecko, to jest zdrowe.
[Mówca 1]
To jest zdrowe dziecko. No więc tak, szczęściarze myślą o efektach, ale myślą też w kategoriach budowania kręgu znajomych i dobrych relacji. I bardzo często jest to tak, że jeśli spytasz szczęściarza, nie wiem, operatora kamery naszego, witamy naszego operatora kamery, to on zna pięciu albo zna kogoś, kto zna.
Jeśli spytasz szczęściarza o dobry warsztat samochodowy, to on kogoś zna.
[Mówca 2]
Albo zadzwoni do kogoś, kto na pewno kogoś zna.
[Mówca 1]
Więc szczęściarze tworzą kręgi współpracy, kręgi znajomych, a pechowcy nie. Pechowcy są raczej osamotnieni, zamykają się w bardzo wąskich kręgach kilku osób.
[Mówca 2]
Nawet jeśli te kręgi im nie służą. Dlaczego tak jest? Z jakiego powodu takie osoby, które się definiują jako pechowcy, zamykają się w tym wąskim kręgu i zazwyczaj mają trzy, pięć jakichś tam relacji, z którymi… I dla nich to już jest dużo.
[Mówca 1]
No bo zostają w tak zwanej strefie komfortu, która jest często niekomfortowa, bo jak już się raz zdefiniowali, czy zdecydowali na jakieś relacje, to w nich trwają, nawet jeżeli one nie są dla nich dobre, dobre, użyteczne. No bo często też rzeczywiście trwają w relacjach toksycznych. Tak, to masz na myśli?
[Mówca 2]
To mam na myśli, ale też wiesz, myślę, że tak jak pokazują badania, że to jest jeszcze jeden ważny aspekt, który mówi o tym, że częściej doświadczają lęku i niepokoju. Czyli boją się wychodzić do tego świata. Ja wiem jak się zachowa ta osoba czy inna.
Wiem czego się mogę spodziewać po tej czy innej relacji i w związku z tym nie wychodzę do świata, nie eksperymentuję, nie szukam. No a szczęściarze myślą w kategoriach efektu, czyli zastanawiają się, jak ja mogę uzyskać ten efekt, czyli gdzie mogę się zgłosić, gdzie mogę pójść,
kogo poszukać.
[Mówca 1]
Czyli w dużej drogerii ten, że szczęściarz spyta inną klientkę, gdzie może znaleźć dezodoranty, a pechowiec…
[Mówca 2]
Pójdzie tylko do pracownika, będzie go szukał i będzie sprustrowany, że go nie może znaleźć.
[Mówca 1]
Tak jest. No więc mamy trzeci czynnik, to jest dążenie i działanie. Czyli szczęściarze dążą i działają i dodajmy do tego eksperymentują nawet w ciemno.
W Polsce, ale też w Wielkiej Brytanii Weissmann wychwycił, że szczęściarze często biorą te wszystkie darmowe gazetki z hipermarketów. Tam jest mnóstwo różnych zdrapek, losów, więc często uczestniczą w tego typu działaniach. Jakaś tam loteria, jakieś tam zbieranie naklejek, czy etykiet z jakichś tam płatków czy proszków.
I dzięki temu uczestniczą w szeregu różnych interakcji, w wyniku których tu wygrają dodatkowy bon. Tutaj zostaną zaproszeni na jakiś wykład. Tu spotkają nowych ludzi, czyli działają.
Wchodzą czasami w interakcje przypadkowe, czyli działają w ciemno. I podejmują rozliczne próby. Czyli nie poprzestaną na tym, żeby wysłać kupon tam raz jakiejś loterii, bo jest akurat jakaś tam horrendalna wygrana, tylko próbują bardzo różnych działań i sposobów.
Również takich, które są jakimś tam losowaniem. Tu wylosują jakąś nagrodę, tam dostaną kupon. Czyli podejmują działania spontaniczne.
A pechowcy, to oczywiście słowo umowne, chodzą tylko i wyłącznie swoimi utartymi ścieżkami, bo to im daje złudne poczucie kontroli i bezpieczeństwa.
[Mówca 2]
I myślę jeszcze jedną ważną rzecz. Do kontroli za chwilę wrócimy. Ale to, co charakteryzuje osoby szczęśliwe, to one mają motywację do, czyli one wiedzą czego chcą, a pechowcy mająmotywację od, problemów.
Czyli myślą w kategoriach trudności. Ale zaraz to jeszcze rozwiniemy. I teraz kontrola, czyli ja muszę kontrolować, dlatego że jestem w lęku, w niepokoju.
A ktoś, kto nie ma kontroli, to osoba, która ma zaufanie, że znajdzie rozwiązanie, że znajdzie odpowiedź, że znajdzie to, czego szuka. A pechowiec myśli w kategoriach motywacji od problemu i koncentruje wzmacnia lęk.
[Mówca 1]
W poprzednim odcinku mówiliśmy o tym, że zdolność do porzucenia kontroli wynika z zaufania do siebie. Czyli osoba, która ma zaufanie do siebie i może się odwołać do zasobów, czyli swoich doświadczeń, swoich umiejętności. Także zasobów materialnych, ale przede wszystkim tych psychologicznych.
To taka osoba zaczyna ufać sobie, czyli tej sprytności, tej sprężystości, elastyczności i myśli sobie, zawsze sobie poradzę.
[Mówca 2]
Ale też ma dużo doświadczeń, czyli poprzez tą ciekawość świata wchodzi w doświadczenia, bo się tego nie boi.
[Mówca 1]
I znowu ciekawa rzecz mi przyszła. Mówiłem w poprzednim odcinku o mojej mamie. Moja mama mówiła, o, ja to się, tak mawiała, ja to się duchów nie boję, ja to się boję tylko ludzi.
Ja sobie myślałem, co, co jej chodzi z tymi duchami? Ona się ludzi boi. Bo oczywiście taką osobą nie ufam wobec ludzi.
Taką bardzo. No to było dziecko, które przeżyło wojnę, moja mama. No więc miała rozliczne powody, żeby się tych ludzi bać i im nie ufać.
I potem wiele lat później spotkałem innego człowieka, mężczyznę, który wychowywał się na Podlasiu. I któregoś dnia mnie to zatrzymało i zaskoczyło, kiedy on mówi, jak są ludzie, to zawsze znajdzie się rozwiązanie. Byle tylko ludzi spotkać, to oni ci zawsze pomogą.
[Mówca 2]
I być może też doświadczył wojny.
[Mówca 1]
I też był z pokolenia wojennego, ale miał zupełnie inne doświadczenie. Jak spotkasz ludzi, to oni ci zawsze pomogą. Jak są ludzie, to jest zawsze rozwiązanie.I to było dla mnie absolutnie rewelacyjne odkrycie, ponieważ ja byłem taki, no w jakimś sensie skażony tym przekonaniem mojej matki. I kiedy spotkałem tego, tego człowieka, właśnie też z pokolenia mojej mamy na Podlasiu, to on nagle pokazał mi zupełnie inną perspektywę. Ludzie to jest rozwiązanie.
Ludzie to jest przyjaźń. Ludzie mogą być wobec siebie pomocni czy altruistyczni. I on mówi, jak są ludzie, to już nie ma problemu.
[Mówca 2]
No i zobacz, ale to, że tak się wydarzyło, czyli, że ty mogłeś zobaczyć, że ktoś inną perspektywę ma, to jest doświadczenie, które sobie zafundowałeś. Czyli wszedłeś w jakąś relację, w spotkanie innego człowieka. A pechowcy po prostu mają bardzo ograniczone, czyli nie mają możliwości, wiesz, spotkania kogoś, kto powie coś takiego, znacznie mniejsze.
Bo ci, co mają ten aspekt właśnie ciekawości świata, ciekawości ludzi, ciekawości siebie, będą szukać, przysłuchiwać się i usłyszą to, co powiedział ten przypadkowo na przykład spotkany człowiek.
[Mówca 1]
No dobrze, to powiedzmy dalej. Jeszcze dwa tajemnicze pojęcia. Szczęściarze lubią SER.
SER to akronim, skrót. Od siła, empatia i radość.
[Mówca 2]
Tak. Szczęściarze są świadomi swojej siły. Czyli tego, na czym mogą budować, na co mogą stawiać w sobie.
I rozwijają też tą siłę. Czyli siła oznacza też, jestem świadoma tego wpływu na siebie i na najbliższe otoczenie. Jakieś mam, więc jaki.
I to oznacza też siłę.
[Mówca 1]
Empatia?
[Mówca 2]
Empatia to jest wrażliwość, czyli zdolność też do widzenia perspektywy drugiego człowieka. Ale jest też taką ciekawością drugiego człowieka. W empatii mamy ten element ciekawości, czyli ja potrafię wejść w twój świat, ale dzięki temu, czyli wejść w te twoje przysłowiowe buty, dzięki temu, że jestem ciekawa, czyli jak ty masz, jak ty tego doświadczasz, jak ty to przeżywasz, jakie to dla ciebie jest.Ale kiedy to ocenię, to nie jestem w empatii, bo oczywiście wyłączam wtedy empatię i jest jeden pogląd na daną sprawę. A radość?
[Mówca 1]
Radość to optymizm, to figlarność, to żartobliwość, to bycie w takich dobrych, pozytywnych emocjach. I teraz co z tym SERem? Chodzi o równowagę.
Czyli my to zresztą też badaliśmy swoją drogą w instytucie, że jeśli w każdej relacji, czy w każdej komunikacji, nawet przez telefon, krótka rozmowa przez telefon, masz równowagę siły, czyli wewnętrznej mocy, empatii, czyli takiej zdolności do bycia z drugim człowiekiem, wychwytywania emocji i radości, to jesteś właśnie scentrowany, scentrowana, zrównoważony, zrównoważona. I ta rozmowa przebiega fajnie. Jeżeli twój rozmówca, czy tak jak my teraz, czy przez telefon, czy gdziekolwiek, w procesie coachingowym, czy terapeutycznym, wytraca jedną z tych energii, to ty jako terapeuta, coacherka, matka, rodzic, przyjaciel możesz dodać tego paliwa, czyli więcej mocy, ok, zapraszam cię do siły.
Albo możesz dodać więcej żartów, figlarności, rozbroić sytuację żartem, czasami powiemy, albo dodać więcej empatii. I teraz, kiedy jest dysproporcja, dysharmonia tych elementów, tylko jest siła.
[Mówca 2]
Bo czasami tylko to w sobie mamy, nie mamy świadomości, że tym dysponujemy.
[Mówca 1]
Albo jest siła i radość. No to coś wtedy się dzieje, wyśmiewanie, tak? Siła i radość, siła i żartobliwość.
Czasami spotykamy takich terapeutów, trenerów, mówców motywacyjnych, którzy tam kogoś obśmiewają, którzy są tacy siłowi, którzy są tacy… No to jest pociągające. To jest pociągające.
[Mówca 2]
Zabawne dla obserwujących czasami.
[Mówca 1]
Obserwujących.
[Mówca 2]
Ale nie dla tego… Przysłowiowego kozła ofiarnego.
[Mówca 1]
Są tacy youtuberzy, influencerzy, mówi się pato, influencerzy, są tacy mówcy motywacyjni. Siła i obżartowywanie, obśmiewanie. No i na moment jest to pociągające, ale nagle okazuje się, że tam właśnie nie ma empatii.
No i każda z tych dysproporcji, tylko empatia…
[Mówca 2]
To też nas zakłóci, bo nas zaleje emocjami.
[Mówca 1]
Empatia i siła.
[Mówca 2]
No to też nie będzie dobre, bo jeśli mamy tylko empatię i siłę, to będzie tak strasznie sztywno i poważnie, wiesz. No po prostu tu mamy zadanie do zrobienia.
[Mówca 1]
A empatia i radość?
[Mówca 2]
A gdzie siła? Jak my zrobimy coś, nie?
[Mówca 1]
No nic nie możemy zrobić. I teraz ci umowni pechowcy, oni są właśnie w dysharmonii. Oni są…
[Mówca 2]
Oni często są nieświadomi tych elementów, co w sobie mam, nie? Czyli jak mogę tym żonglować. Nie ma wpływu na to.
No taki już jestem, Panie Boże. Takiego mnie stworzyłeś, takiego mnie masz.
[Mówca 1]
A zatem SER, siła, empatia i radość w równowadze. I ja mogę to w każdej właściwie sekundzie życia regulować. Czy mogę dodać którejś z tych energii wewnętrznych więcej.
I to jest niesłychanie skuteczny patent na relacje, na bycie z drugim… Na codzienność. Na codzienność, na bycie z drugim człowiekiem.
I ja, będąc bardziej świadomy, mogę dołączać lub zmniejszać ilość danej energii. Siły, empatii, radości. No i mamy drugi element, z którym są szczęściarze, według Weissmana. To jest…
[Mówca 2]
STO.
[Mówca 1]
STO.
[Mówca 2]
Czyli też akronim sił. STO, czyli zaprasza nas do sensu, do przyglądania się temu, co jest dla mnie ważne, wartościowe. Bo o tym mówi sens.
Nawet mówimy tak, to nie ma sensu, nie? To nie ma dla mnie sensu. Ten sens jest dla nas ważny.
Bo sens mówi, ja wiem, jaka wartość tam za tym stoi. Ja wiem, po co ja to robię. Znowu to kolokwialne po co nam wraca.
No ale mamy jeszcze, oprócz sensu, mamy jeszcze oparcie się na talencie. Czyli ja potrzebuję wiedzieć, znać, rozpoznać te swoje talenty. No i to jest też ciekawe.
Myślę, że zrobimy też osobny odcinek o talentach. Bo bardzo często przecież spotykamy w instytucie ludzi, którzy mają sukcesy, mają osiągnięcie, mają przekonanie, że nie są utalentowani. Że coś im przypadkiem wyszło.
[Mówca 1]
Albo, że to jest nic, nic nie warte, a często przychodzą do nas dorośli ludzie, mówią, ja nie wiem, czy ja mam jakieś talenty.
[Mówca 2]
W ogóle, czy ja mam jakieś talenty.
[Mówca 1]
Albo rodzice mówią, ja nie wiem, czy moje dziecko ma jakieś talenty. Czy co to jest ten talent?
[Mówca 2]
No bo myślimy, że talent to jest to coś wow, takie wielkie. A przecież mogę mieć talent do prostych czynności codziennych.
[Mówca 1]
Czyli mamy sens, mamy talent i trzeci to jest…
[Mówca 2]
Optymizm. Sens, talent i optymizm. I to jest bardzo silna triada motywacyjna, która zaprasza nas do działania z lekkością, w radości i z wartością.
Czyli bardzo silny, motywujący mechanizm, który sprawia, że jak to rozpoznamy, to możemy różne rzeczy osiągnąć.
[Mówca 1]
Jest to mechanizm równowagi, czyli STO. To co robię, to jak żyję, to jak robię nawet kawę, ma dla mnie sens. Czyli jest wartościowe.
[Mówca 2]
Jest wartość.
[Mówca 1]
Z jakiego powodu to jest wartościowe? Że na przykład jest to mleko takie, a nie inne. Albo, że tu nie ma mleka.
[Mówca 2]
Albo, że w ogóle jest mleko.
[Mówca 1]
Albo, że w ogóle jest mleko.
[Mówca 2]
Albo jest cukier, albo nie ma.
[Mówca 1]
Więc ten sens nie musi być czymś bardzo górnorodnym. To może być coś niesłychanie podstawowego, prostego. Po co to robisz?
Talent to jest oparcie się na naturalnych umiejętnościach, skłonnościach, predyspozycjach, możemy powiedzieć też błogosławieństwach, które mamy. I niestety sporo ludzi rzuca swój talent gdzieś tam do konta.
[Mówca 2]
Bo trzeba pracować i zarabiać.
[Mówca 1]
Bo ktoś im powiedział, że lepiej być księgowym krawcem czy inżynierem niż być w zgodzie ze swoim talentem stolarzem. I optymizm, czyli robię rzeczy przyjemne, w wyniku których dobrze się czuję, które wprowadzają mnie w dobry nastrój. I to jest znowu triada motywacyjna i budująca równowagę.
Odwołuję do naszego taoistycznego misia. Równowaga między sensem, talentem i optymizmem, jeśli ona nie jest zachowana, a nie jest zachowana u tak zwanych pechowców, no to wtedy pojawia się dysharmonia. Czyli pojawia się wewnętrzne napięcie.
Czyli pojawia się na przykład brak sensu.
[Mówca 2]
Albo brak spełnienia. Albo życie jest ciężkie.
[Mówca 1]
Chodzę do korpo tyrki, chodzę do korpo wyrzutni, morduję się w tej robocie, bo tam nie ma sensu. Albo robię coś, do czego się przyuczyłem, ale nie mam do tego drygmu, nie mam tego talentu. O, dysharmonia.
Albo no mam talent, no ma to sens, ale to jest tak nudne, żmudne, że tam nie ma radości czy optymizmu. Czyli jakbyśmy nie rozważyli, której byśmy nie rozważyli strony, to dysharmonia pomiędzy sensem, talentem i optymizmem powoduje, że jesteśmy we wnętrznym koncikcie, że się wypalamy, że się męczymy. No bo jeśli tam nie ma talentu, no to klapa, no to się morduje.
Jeśli tam nie ma optymizmu, to to jest smutne, udepresyniające. Jeśli tam nie ma sensu, no to po co to robić? No to jest takie, właśnie to jest motyw wypalenia zawodowego.
Robię rzeczy, które są takie, Boże, o Boże.
[Mówca 2]
Znowu muszę wstać do pracy.
[Mówca 1]
Notabene to jest też motyw dramatyczny. Powiedzmy o tym. Jakiego byś radia, czy nawet tam telewizji śniadaniowej nie otworzyła?
[Mówca 2]
No tak, wiem o czym chcesz powiedzieć.
[Mówca 1]
Tak, to co się dzieje?
[Mówca 2]
Byle do piątku.
[Mówca 1]
Byle do piątku. Piątek, piąteczek, piątunio. Tak?
Bardzo niestety wiele obywateli i obywatelek w piątek daje czadu. Czyli to jest piwerko, to jest jakieś grillowanie, to jest często alkohol, to jest odurzenie się. Trwa do soboty wieczora, w niedzielę się trzeba ocknąć, ogarnąć i nagle przychodzić, Boże, poniedziałek.
I teraz włączasz radio, czy telewizor i nagle słyszysz, no wiemy, poniedziałek, tragiczny, tragiczny czas, poniedziałek, o ma, no wtorek.
[Mówca 2]
Byle do środy.
[Mówca 1]
Słuchasz tego dziennikarza, czy tam prezentera, wtorek, no masakra, bo to już się trzeba do roboty zabrać. O, środa, mały piątek. To już z górki, to już mały piątek.
Czwartek, no to już tylko do piątku, piątek, piąteczek, piątunio. Siedemnasta, czy tam piętnasta.
Ale co to znaczy?
[Mówca 2]
No, to znaczy, że nie żyjesz.
[Mówca 1]
Mamy pięćdziesiąt kilka tygodni. Mamy pięćdziesiąt kilka tygodni w roku i nagle koło trzydziestki, czy czterdziestki, okazuje się, że kilkaset tygodni swojego życia przegwizdałem na zasadzie, czekam od piątku do piątku po to, żeby się w piątek zneutralizować, czyli wyciąć masakra.
[Mówca 2]
A czasami czekam do emerytury, tak?
[Mówca 1]
Czasami czekamy do emerytury, a w czasie emerytury okazuje się, że się złogi w żyłach odłożyły i wątroba już nie ta sama. Fatalny model życia, który jest niestety przez media wspierany. Piąteczek, piątek, piątunio, poniedziałek masakra, czyli jakoś jakoś zniszczmy ten ten, ten zmniejszmy to cierpienie, bo nie robimy to, co powinniśmy.
Zabijacz czasu, a przecież to jest czas twojego życia, przecież to jest twój tydzień, to jest twój bezcenny dwudziesty pierwszy rok życia, trzydziesty siódmy rok życia, to jest twoje życie. I teraz wracając do szczęściarzy, to jest ten moment, kiedy oni potrafią budować równowagę, kiedy potrafią budować sytuację równowagi pomiędzy sensem, talentem, optymizmem, pomiędzy siłą, empatią i radością. No i wreszcie potrafią wykorzystywać swój talent i być w tym zaangażowaniu, zaabsorbowaniu w tym, co nazywa się stanem flow, czyli tak naprawdę wiele czynności w swoim życiu robią, bo to potrafią robić, bo mają do tego skłonność, bo potrafią, umieją to robić i co więcej mają ten stan flow, czyli takiego przepływu, takiego zaabsorbowania, zaangażowania.
To naprawdę robią te kawę z miłością, to ciasto z przyjemnością. Tą kalkulację w Excelu automatycznie sama im z podpalcą wychodzi. Tą krawiecką miarę potrafią zrobić z zaangażowaniem.
To jest ten moment życia właśnie flow. No i dodajmy do tego, że nawet kiedy zdarzają się błędy, porażki, potknięcia, trudności, jak na to reagują pechowcy, a jak szczęściarze?
[Mówca 2]
No oczywiście pechowcy mają ten przysłowiowy wiatr w oczy i te kłody pod nogami i cierpią z tego powodu, a szczęściarze co badania pokazały, że reagują zupełnie inaczej, bo to jest zaproszenie do przyglądania się tej sytuacji, wyciągania wniosków i oczywiście korygowania swojego planu. Czyli mają tą zdolność elastyczną do szukania lepszego rozwiązania. I mówiliśmy o tym w pierwszym odcinku, czyli jest ta zdolność do dezintegracji pozytywnej, czyli nawet jak się coś rozsypie, to nie myślę sobie, moje życie jest do dupy albo ja jestem, przepraszam, albo ja jestem niewłaściwa czy jakaś nie taka, tylko myślę, ok, to jest informacja, to jest tylko informacja, mogę z niej skorzystać.
[Mówca 1]
Jak mówiła moja ciocia, jak jej się stłuk serwis mu, powiedziała, no widocznie mi ten serwis nie był potrzebny, faktycznie, tylko stał i się kurzył, a używałem go raz do roku.
[Mówca 2]
Na święta.
[Mówca 1]
Tak, raz do roku na święta. Teraz będę miał miejsce w szafce, żeby coś wstawić tam pożytecznego. Więc, więc takie osoby potrafią potraktować błędy jako informację, jako element, też mówiliśmy o tym rezydiencji, czyli są sprężyste, tak, ja się potrafię odbić od tego, potrafię zobaczyć, co tam nie działało, wyciągnąć wnioski i działać inaczej.
[Mówca 2]
No a pechowcy będą kopać tą, ten dołek pod sobą, czasami siebie obwiniając, oskarżając, siebie atakując.
[Mówca 1]
I będzie to dowód słabości? Tak.
[Mówca 2]
A nie okazja do zmiany, albo zaproszenie do przyglądania się, o może jest coś ciekawszego, tak jak ciocia, może jest coś fajniejszego.
[Mówca 1]
I coś jeszcze ważniejszego, szczęściarze często budują się na tym, że sukcesem jest nie tylko uzyskanie tam pieniędzy, rozwiązania jakiegoś problemu, upieczenie dobrego ciasta, czy świetna rozmowa z przyjaciółmi, ale tym, co buduje jest również wyjście z problemu, czy z kłopotu. Twórcze, ciekawe, szybkie rozwiązanie problemu. Bo to jest kolejny dowód na to, że ja potrafię, że jestem silny, że mam właśnie tę elastyczność.
A wspomniani pechowcy mają poczucie co najwyżej ulgi. No, chociaż na chwilę nam się udało powstrzymać tę powódź, no ale przecież od razu znowu wyleje. Znowu będzie powódź, znowu będzie kłopot.
To jest tylko kwestia czasu. Jak mówią w takiej dzielnicy warszawskiej, spotkałem się z tym na Targówku Fabrycznym. Jest tak dobrze, że tylko patrzeć, kiedy coś dowali.
Jest tak dobrze, że tylko patrzeć, kiedy coś dowali. Więc to jest też ta postawa pechowców. No i wreszcie szczęciarze mają tę proaktywność.
Co to proaktywność?
[Mówca 2]
No, trochę o tym już też wspomnieliśmy, bo te elementy tak płynnie ze sobą się łączą, tak płynnie przechodzą. One zostałyby odrębnione jako oddzielne, ale de facto są pewnym receptą, przepisem. Proaktywność oznacza właśnie tą motywację do, a nie motywację od.
Czyli mam proaktywnie, czyli jestem ku działaniu. No, a proaktywność też charakteryzuje się tym, że ja mam ciekawość, że ja chcę szukać, że ja często wchodzę w ciemno, że nie zastanawiam się, co z tego wyniknie, bo i tak wiem, czy jest u spodu to założenie, że i tak coś dobrego z tego wyciągnę. Nawet jeśli nie osiągnę sukcesu w tej danej chwili, to sukcesem jest już samo to, że mam doświadczenie.Osoby proaktywne właśnie w taki sposób myślą. Korzyścią już jest w ogóle samo to, że ja mam doświadczenie. Co z niego wyniknie, co będzie skutkiem tego doświadczenia, to jest inna rzecz.
[Mówca 1]
A pechowcy są?
[Mówca 2]
A pechowcy myślą inaczej.
[Mówca 1]
Są kontrsugestywni. Czy tobie zdarza się być kontrsugestywną?
[Mówca 2]
Oczywiście. Zdarza mi się być kontrzusugestywną w sytuacji, w której czuję lęk i niepokój i nie w porę złapię, na przykład nie pogadzam ze sobą w porę, czego się właściwie niepokoisz. No, co to za sygnał?
Bo jeśli go marginalizuję, to najczęściej narasta mój niepokój i wtedy jestem w oporze. A opór wynika z tego, że miałam pewien pomysł, plan i chciałam, żeby to było tak, czyli zgodnie z moją strefą komfortu, nie?
[Mówca 1]
Ja wywodzę się niestety, niestety, stety, ja się stety wywodzę ze środowiska kontrsugestywnego, czyli moja rodzina, sąsiedzi, dzielnica, tak, to był świat kontrsugestywny, czyli o matko, co się znowu wydarzy? O, niedobrze. O, znowu podwyżka.
O, śmieciarka nie przyjechała. O, sąsiad hałasuje. To był też taki świat, kiedy ktoś gdzieś w okolicach godziny siedemnastej czy osiemnastej pukał do drzwi, to był, to to może być.
Ten obcy, który był niezapowiedziany, to mógł być ktoś, kto zagraża. I doświadczenie wojenne, ale też doświadczenie tamtych lat, nie? To mógł przyjść jakiś tam, jakaś komisja, jakiś dzielnicowy, ktoś tam coś mógł chcieć.
To był też taki mechanizm, że właściwie do, wtedy głównie działała poczta, nie było internetu.
Na poczcie, jak było jakieś pismo urzędowe, to ono od razu budziło lęk. Jak urząd, to znaczy, że z czegoś złego od ciebie chcą.
Ja musiałem wykonać bardzo dużą pracę w swoim życiu, żeby tę kontrsugestywność zmniejszyć, czyli to, no to nie wyjdzie, no to chyba się nie uda, nie, to chyba nie, nie, nie, to nie damy rady. Potrzebowałem budować w sobie tą właśnie zdolność do proaktywności, bo to ona mnie dźwigała z tej jednak takiej smutnej dzielnicy.
[Mówca 2]
To bardzo ciekawe, jak to zrobiłeś? Jak oduczałeś się, tak jak słyszę, albo jak budowałeś, czy wzmacniałeś w sobie proaktywność? Bo jeśli bym budował, to znaczy, że miałeś te aspekty proaktywności i z reguły mamy jakieś…
[Mówca 1]
To było nieświadome, to było nieświadome. Ja, ja, ja byłem takim chłopakiem, nastolatkiem, takim dzieciakiem, zwierzakiem, które się zamotało w klatce. Inni tam siedzieli cicho w tej klatce na zasadzie pokorne ciele dwie matki się ciszej jedziesz, dalsze budziesz, jak mówią Rosjanie, a ja byłem takie, takie zwierzę, co się szamocze w klatce.
Długo by o tym mówić, z jakich powodów, ale ja wreszcie tę klatkę rozwaliłem. Różne klatki, takie, takie społeczne presje i mógłbym powiedzieć, że to szło z zewnątrz, ale nie, to szło gdzieś z mojej tam intuicji, z moich, z moich pragnień, z mojego pragnienia wyrwania się z różnych sytuacji, które mnie dociskały. No moja rodzina, szkoła, atmosfera tego, tego miejsca, tamtego świata mnie dusiła.
Ja się tak bardzo zamotałem, tak bardzo waliłem w tę klatkę, aż ją rozwaliłem. Między innymi dlatego znalazłem się w zupełnie innym środowisku i mając 16, 17 lat ja już musiałem być dorosły i zacząć się konfrontować ze światem. Zaczynałem pracować, podejmowałem różne prace.
Wtedy istniało to coś takiego jak ochotniczy hufiec pracy i można tam było być w takich mundurkach i tam chodzić i zbierać śmieci albo czyścić ulicę. Albo to bycie w tym ochotniczym hufcu pracy dawało możliwość podjęcia czegoś w rodzaju stażu w różnych tam fabrykach. No i ja po tych różnych fabrykach tam się lokowałem.
Zacząłem kończyć swoje wykształcenie i tak zdobywałem inne doświadczenia, ale to mnie zapraszało do spotkania z ludźmi, do proaktywności, do podejmowania nowych sytuacji, nowych wyzwań, więc ja już nie byłem zamknięty w tym ciasnym środowisku pełnym kontrsugestywności, tylko musiałem Sytuacja mnie zmuszała do proaktywności i wreszcie zacząłem włączać tę świadomość, że to się opłaca, że to pomaga, że kiedy zaczynasz działać, eksperymentować, to znajdujesz rozwiązania.
[Mówca 2]
Czyli zobaczyłeś, że to się opłaca, że masz korzyść, że możesz zrobić sobie lepiej.
[Mówca 1]
I jeszcze jedno, proaktywność bez ocen, bo kiedy ja zyskiwałem jako ten siedemnasto, szesnasto, siedemnasto, osiemnasto, dziewiętnastolatek mnóstwo nowych doświadczeń, to już nie możesz wejść w nowe środowisko oceniając. Musisz się otworzyć, musisz zbudować relacje zludźmi, więc ja to robiłem. Tak mi się ułożyły moje losy, czy też ja właśnie rozwalając tę przysłowiową klatkę, że proaktywność stała się moim wyborem.
No bo nowe sytuacje, nowe spotkania, nowi ludzie po prostu zachęcali mnie do tego, żeby się zadać ważne pytanie i to jest też pytanie do proaktywności. Nie jakie to jest, tylko co to jest.
Kiedy mówisz jakie to jest, to tam już jest przymiotnik, jest ocena.
Ale kiedy mówisz co to jest, o co to jest, to jest ciekawe. Ja się tam chcę przyjrzeć. To jesteś już w pozycji antropologa, psychologa społecznego, czyli zaczynasz się interesować, zamiast ocenić, bo ocena w każdym momencie, czy dobra, czy zła, zamyka.
Bo w bibliotece naszego mózgu tam już zostaje zapamiętana ścieżka pamięciowa z tematami, to są brzydkie rzeczy, to są złe rzeczy, a to są dobre. I już się w końcu przestajemy interesować.
[Mówca 2]
To, że my coś oceniamy, czyli podsumowujemy, czyli czy to było dla mnie dobre, czy złe doświadczenie, to my to potrzebujemy robić. Ale to jest różnica pomiędzy tym przymusem oceniania, a tą zdolnością do przyglądania się jak dzisiaj, czyli co dzisiaj tutaj jest, co występuje, bo jak ocenię, to oceniam zanim w ogóle przyjrzę się temu doświadczeniu. I to jest różnica ogromna.
I to charakteryzuje właśnie szczęściarzy, a pechowcy mają odwrotnie, bo oni od razu wychodzą z tą kalką, czyli mówią, to jest złe.
[Mówca 1]
To jest tak, jak dzieci na etapie negatywizmu, czy kontrsugestii. Nie, zielone nie zjem. Nie wiadomo, jakie to jest, ale na pewno nie.
Tego zielonego na pewno nie zjem. Nie podoba mi się. No dobrze, to podsumujmy.
Dobrostan, welfare, well-being, jak go można budować, bo to jest też metoda. To jest też metoda. Po pierwsze, efekty.
Efekt, czyli co ja chcę uzyskać. Po drugie, potrzebujemy pozytywnych emocji, a pozytywne emocje biorą się z pozytywnych relacji. Relacje, w których mamy szacunek od innych ludzi, kiedy jesteśmy docenieni.
Jak to mawiamy często, szanuj swoich krewnych, rodziców, oni dali ci życie, okej, fajnie.
[Mówca 2]
To są twoje korzenie.
[Mówca 1]
Ale otaczaj się ludźmi, którzy na ciebie dobrze wpływają. Otaczaj się ludźmi, z którymi dobrze się czujesz. I to jest też jedna z recept na welfare, well-being.
Efekty? Otaczaj się ludźmi, którzy na ciebie dobrze wpływają.
[Mówca 2]
A w związku z tym doświadczaj dobrych emocji.
[Mówca 1]
Dobrych emocji. Doświadczaj szacunku. Efekty powiedzieliśmy. Flow, czyli bądź w działaniach, które cię angażują.
[Mówca 2]
I które cię karmią zwrotnie, bo flow daje tę zwrotną nagrodę, że to, że mam poczucie przyjemności, kiedy to robię.
[Mówca 1]
No i proaktywność, czyli próbuj. Czasami wchodź w ciemno. Szukaj swoich szans.
No więc tak, to mamy.
[Mówca 2]
Tak i mamy jeszcze.
[Mówca 1]
Pozytywne emocje, szacunek w relacjach, efekty, flow, proaktywność, no i najważniejsze, najważniejsze, najważniejsze, korona procesów, w którym możemy stać się szczęśliwi, czyli w dobrostanie, czyli w welfare, w well-being.
[Mówca 2]
To zdolność do bycia w tej równowadze, czyli siła, empatia i radość. Czyli jeśli potrafię tym sterować, mam świadomość tego, ale też świadomość STO, czyli sensu talentu, optymizmu.
Czyli moje działania, to co robię, jak czegoś doświadczam, jeśli jest oparte właśnie o te dwie triady, to moje życie nabiera energii, rozpędu, przyjemności.
[Mówca 1]
I to jest ten taoistyczny element. Ale ja bym powiedział, że to jest poduszka, na której leży korona.
[Mówca 2]
Ok.
[Mówca 1]
Bo koroną jest autoreinterpretacja, czyli moment.
[Mówca 2]
Absolutnie tak.
[Mówca 1]
To jest tak. STO, czyli ta równowaga, jest poduszką, na której leży korona naszego człowieczeństwa, korona naszej siły. To jest autoreinterpretacja.
Czyli ja potrzebuję sobie powiedzieć, to był sukces.
[Mówca 2]
To było dla mnie dobre.
[Mówca 1]
To było dla mnie dobre, bo może przyjść tysiąc atletów i każdy połknąć tysiąc kotletów i nie udźwigną. Taki to ciężar. Jeśli ktoś przyjdzie z zewnątrz i powie, nie, to kiepsko.
[Mówca 2]
To jest bez sensu. Co ty robisz?
[Mówca 1]
Tak.
[Mówca 2]
Czasami tak słyszymy, nie? Przecież to się nie sprzeda. Albo przecież to głupie.
No co ty? Daj spokój.
[Mówca 1]
Jesteśmy w studio muzycznym i tutaj różni muzycy się też pojawiają. I tak jest często z muzykami. Te wszystkie tam talk show, festiwale i różne tam próby.
I często siedzą tam eksperci i mówią, nie, ty tam to słabo, ty to nie zaśpiewasz. No ty to jeszcze musisz poczekać.
[Mówca 2]
No i niektórzy się załamują, a inni nie.
[Mówca 1]
Istotą no właśnie tego dobrego życia, tego bycia w dobrostanie jest moment, kiedy ty sobie mówisz, kiedy każdy z nas to sobie mówi, to jest dla mnie dobre.
[Mówca 2]
Czyli nadaje własne znaczenie, czyli reinterpretuje to w kategoriach mojego sukcesu, moich efektów, co mi tu dobrego się wydarzyło. I uruchamiam oczywiście preaktywność, czyli myślę w kategoriach właśnie ciekawości. Jakie to było doświadczenie i co z niego dla siebie mogę wziąć.
Nazywam te elementy po to, żeby no wnieść tą świadomość. Autorinterpretacja polega na tym, że ja potrafię zobaczyć sukces i że ten sukces potrafię powtarzać, czyli w drobnych rzeczach. O, zobacz, my często ktoś mówi, o świetną zupę zrobiłaś.
Jak my reagujemy?
[Mówca 1]
O, to takie tam… A co ty upichciłam tak na prędce? Na prędce, to takie zwykłe ciasto.
Ja pamiętam Krzysia. Pozdrawiam Krzysia. Krzysio jest strażakiem w okolicach mojego miasta, z którego pochodzę.
Szefem Straży Pożarnej. Krzysia poznałem w liceum już w takich czasach, kiedy mnie za chwilkę z tego liceum wywalili z Kretesem. Mówiłem o mojej trudnej młodości.
I Krzysiek miał taki motorower. Najprostszy motorower, który potrafił rozłożyć, złożyć na stole w kuchni, naprawić i pamiętam, że tym motorowerem obwoził mnie po okolicznych podbydgowskich lasach, bo z Bydgoszczy pochodzę. I Krzysiek był, uwielbiał ten motorower i ten motorower był jego po prostu codziennym narzędziem transportu.
Motorowerem dojeżdżał tam do autobusu, którym dojeżdżał do szkoły. I pamiętam innych kolegów, którzy w tamtych trudnych czasach mieli jakieś już bardzo drogie motocykle, a jeden tam to miał nawet, ojciec mu kupił samochód. To było w ogóle niesamowite.
I to oczywiście banał, no oni tych drogich motocykli i nawet samochodów ówczesnych, ci koledzy nie szanowali. Liceum było tak zwane elitarne, więc chodziły tam dzieciaki bogatych rodziców. I to nie to, że nawet nie szanowali tamtych swoich drogich motorów i samochodów, ale się nimi nie cieszyli.
Tak jak Krzysiek tym swoim motorowerem i tym, że potrafi z niego wykrzesać każdą energię.
Nawet jak coś tam nie działa, on go nie działał, on potrafił ten motorower naprawić. Dla mnie toprzez lata był symbol tego, że w momencie, kiedy uznasz coś za ważne czy wartościowe, to to dla ciebie zaczyna istnieć.
Jeżeli nawet doświadczysz czegoś w sensie psychologicznym czy materialnym, co jest premium, prestiżowe, ale nie nadasz temu osobistego znaczenia, to to dla ciebie niewiele znaczy. Może być tylko chwilową ulgą albo każdy, a przynajmniej każdy, kogo uznasz za osobę opiniotwórczą czy autorytet, może ci to odebrać. Ale jeśli coś naprawdę pokochasz, jeśli uznasz coś za wartościowe dla ciebie, poprzez autoreinterpretację, to to dopiero będzie właśnie tą koroną welfare’u, wellbeing’u. No ale co w takim razie z taką obiektywną oceną?
[Mówca 2]
No bo to, że ja uznaję, że jestem najlepsza w czymś. Do siebie. No a jak to ma się do świata?
Żyjemy w świecie. I co z tym?
[Mówca 1]
Potrzebujemy się standaryzować w świecie. Oczywiście potrzebujemy odnieść się do obiektywnych ocen, ale te obiektywne oceny mają być tylko wskazówką.
[Mówca 2]
Do czego dążę?
[Mówca 1]
Co mogę poprawiać? Jeszcze powiem, że jesteśmy w studiu, w którym też nagrywają tutaj muzycy. I pamiętam taką wypowiedź wybitnego dziennikarza Wojciecha Manna, który mówi, ja znam dwa rodzaje zespołu, dwa rodzaje kapel.
Jedne to są takie, które gdzieś tam w garażu coś piłują. Tam perkusista nie trzyma rytmu, wokalista trafia w co drugi dźwięk, ale oni tak wierzą w swoją muzykę, tak to kochają.
[Mówca 2]
I tak się tym bawią.
[Mówca 1]
I tak się tym bawią, że potrafią nagrać całkiem niezłą płytę, chociaż z punktu widzenia nawet technicznego czy muzycznego ona może mieć wiele błędów, ale oni nadal w to wierzą i się poprawiają. A są tacy wokaliści, tacy muzycy, takie kapele, które spędzają rok w studio. Półtora roku.
Szlifują. Wyrzucają materiał, dobierają materiał, miksują i ciągle są niezadowoleni. I nawet jeżeli są profesjonalistami, to i tak są niezadowoleni.Wewnętrznie się kłócą, bo zarzucają sobie a ty za późno wszedłeś, a ty nie nadałeś rytmu, a ty coś tam. I w gruncie rzeczy nie wierzą w swoją muzykę, chociaż robią całkiem niezłą robotę.
[Mówca 2]
Bo są w lęku.
[Mówca 1]
Bo są w lęku. Przed oceną. I często są wybitni, wybitnie uzdolnieni też artyści, którzy np. doznają takiego kolapsu, bo po odniesieniu sukcesu tak boją się bardzo, że nie odniosą sukcesu znowu. Że piłują te płyty. Każdy dźwięk.
Że próbują być tak perfekcyjni, że w którymś momencie w ogóle nie istnieją. Czyli stają się muzykami jednej płyty, autorami jednej książki, aktorami jednego filmu, bo już potem nie potrafią z lęku bawić się swoim sukcesem, bo nie dokonali tego procesu autora interpretacji.
[Mówca 2]
Nie nadali znaczenia temu. Po co to robić, nie?
[Mówca 1]
Dodajmy do tego coś, co bardzo lubimy w instytucie, a propos też naszego Misia. Niesłychanie ważna rzecz. Zawsze jesteś najlepszą wersją siebie.
Zawsze jesteś najlepszym profesjonalistą w danej dziedzinie. W danym momencie. Potrzebujesz uznać swoją szarlotkę, swój Excel, swoje dokonania za maksimum twoich możliwości na dany czas.
Jak wyciągniesz wnioski, możesz zrobić coś lepiej. Jak uznasz, że tam coś było nie halo, czy jakieś były błędy i na tym się zbudujesz.
[Mówca 2]
To jutro możesz poprawić.
[Mówca 1]
Ale nie odniesiesz sukcesu, jeśli będziesz negować swoje doświadczenia tu i teraz.
[Mówca 2]
Czyli jeśli nieustannie widzę, co mi nie wyszło, z czego mogę być niezadowolona, to przybliżam się do pechowca. Ale kiedy potrafię powiedzieć, o, to było dobre, mogę to poprawić, może być jeszcze lepsze, ale następnym razem. Dziś uznaję, na dziś to był sukces.
[Mówca 1]
No i już tradycyjnie dla naszych podcastów, co będzie ukojeniem? Zdolność do autoreinterpretacji. Zadanie dla Ciebie, co dziś możesz uznać za wartościowe w sobie.
Co w sobie masz wartościowego tu i teraz, mając świadomość, że zawsze dokonujesz najlepszych, dostępnych Ci wyborów. Autoreinterpretuj siebie, czyli powiedz sobie dzisiaj, w tym i w tym jestem dzisiaj mocna. Jestem mocny.
I to jest początek drogi, dzięki której możesz uznawać siebie za osobę wartościową, godną i w jakimś stopniu szczęśliwą, chociaż lepszym słowem jest to właśnie well-being, welfare.
[Mówca 2]
Dziękujemy za dziś.
[Mówca 1]
Zapraszamy na następny odcinek naszego podcastu. Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia, że jesteś z nami w czasie tych szczególnych, osobistych rozmów.
[Mówca 2]
Jeśli zainteresował Ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i dodatkowe materiały do pobrania, oraz wartościowe treści na stronie instytutbennewicz.pl w zakładce “Podcast”.
[Mówca 1]
Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz informacji o kursach.
[Mówca 2]
A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować ukojenia, zasubskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.
[Mówca 1]
To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.
[Mówca 2]
Zasługujesz na ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.
[Mówca 1]
Do usłyszenia.