Podcast Ukojenie

S1O08: Jak uwierzyć w siebie mimo krytyki i ocen?

Transkrypcja odcinka

[Mówca 2]
Witaj w podcaście Ukojenia.
[Mówca 1]
Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.
[Mówca 2]
Prowadzą Anna Jera i Maciej Bennewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera Bennewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy Fundacją
Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.
[Mówca 1]
Dzień dobry, Aniu.
[Mówca 2]
Witaj, Macieju.
[Mówca 1]
Anna Jera.
[Mówca 2]
I Maciej Bennewicz.
[Mówca 1]
Podcast Fundacji Instytutu Kognitywistyki. Zapraszamy na kolejny odcinek i w dzisiejszym
odcinku będziemy mówić o tym, jak uwierzyć w siebie. Wiara w siebie, poczucie wartości, już o
tym trochę mówiliśmy, ale wracamy do tego tematu, bo wydaje się ważny.
Co to znaczy wierzyć w siebie? W swoją wartość, w swoją moc, w swoją siłę?
[Mówca 2]
Wiara w siebie kształtuje się od czasu naszego dzieciństwa. Trochę o tym też już mówiliśmy, że
to dzieciństwo stanowi bardzo mocny fundament i kiedy tej wiary w siebie mieliśmy nieustannie
odejmowaną na skutek feedbacku, który dostawaliśmy, czyli mało dostawaliśmy wspierających
elementów informacji, ale bardzo dużo dostawaliśmy ocen i informacji na temat tego, co mamy
poprawiać, co mamy wzmacniać. To niestety podkopuje nam poczucie własnej wartości i wiary
w siebie.
[Mówca 1]
Tak, nasi nauczyciele są sfrustrowani, są źle traktowani przez kolejne rządy, są źle
wynagradzani. Nauczyciele to jakby osobny temat, ale też nauczyciele są sfrustrowani, bo ich się
obwinia o system edukacji.
[Mówca 2]
Bo system w nauczycielach też wywiera tę presję, że oni mają stosunkowo mało możliwości,
żeby inaczej na przykład.
[Mówca 1]
Często nauczyciele są zagubieni pomiędzy dyrekcją, kuratorem, podstawą programową,
rodzicami ich oczekiwaniami i dziećmi, które szkoły nie lubią i nienawidzą. Ja chodziłem do
podstawówki pół wieku temu i kiedy rozmawiam dzisiaj z moimi dziećmi, które są nastolatkami,
czy z młodszymi dziećmi, czy z nauczycielami, to mi się niewiele zmieniło. Co prawda w mojej
podstawówce zupełną normą było to, że nauczycielka czy nauczyciel nas na przykład bili taką
dużą linijką do rysowania na tablicę czy dziennikiem po głowach.
Bicie w głowę dziennikiem czy książką było czymś zupełnie naturalnym. Takie parę mikro
wstrząsów dostałem w głowę. I co prawda dzisiaj w szkole się już dzieci nie bije dziennikiem, ani
linijką, czy też nie dźga się takim cyrklem do rysowania kredą na tablicy wielkim, ale szkoła jest
miejscem oceniania, jest presji.
Miejscem presji, jest miejscem takiego zakamuflowanego lub otwartego systemu przemocy. I
ciągle tego nie rozumiemy ani w rodzinach, ani w szkole, ani w ministerstwie, że ocenianie jest
błędną strategią. Dlaczego?
Dlatego, że jeśli coś oceniamy, czy pozytywnie, czy negatywnie, to w bibliotece naszej pamięci
przestajemy się tym interesować. Robię taki przykład. Jeden z naszych studentek w
instytutowych kursach mówi do mnie, wiesz co Maciek, jest to tak, że ja tam chodzę na studia
podyplomowe w jednej z takich prestiżowych uczelni i jak dostanę trójkę, trójkę mniej z jakiegoś
kolokwium od profesora, którego bardzo cenię i szanuję, to to jest dla mnie wow.
To bardzo jest dla mnie prestiżowe. Ale jak mi piątkę, czy nawet szóstkę postawi taki profesor
czy asystent, którego ja nie cenię, to właściwie to nie ma dla mnie znaczenia. Znaczy wolę tę
trójkę mniej od znaczącego profesora niż szóstkę od tego, którego ja w jakiś sposób nie
poważam.
I ja mówię, co ty mówisz? Kto tu kogo ocenił? Kto tu kogo ocenił?
Przecież ty najpierw oceniłaś tych swoich profesorów, a potem mówisz, no ten, którego
oceniłam lepiej, no to nawet toleruję niższą cenę, a ten, którego oceniłam gorzej, no to nawet
jak mi postawi dobrą cenę, to nie jest dla mnie wartościowe. Wszechobecne jest ocenianie.
Wszechobecne jest szeregowanie.
I to powoduje, że my jesteśmy nieustannie poddani presji i kontroli. No a w samym systemie
edukacyjnym od przedszkola do wyższych studiów mamy poprawiać braki.
[Mówca 2]
Braki i niedoskonałości, ale bardzo mało mamy informacji, na których my to możemy budować,
to poprawianie. W tym, że coś możemy ulepszać, poprawiać, usprawniać, nie ma nic złego, bo
to jest rozwój. Ale kłopot polega na tym, że my nie dostajemy tego pozytywnego feedbacku,
czyli na przykład, jak ja to mogę zrobić?
Bo coś w sobie mam dobrego, mocnego i na tym mogę budować, żeby uzyskać lepszy rezultat
albo rozwijać właśnie to, co w sobie mam mocne, bo to jest moim talentem. My też wychodząc z
systemu edukacji nie mamy rozpoznanych swoich talentów, a wiara w siebie łączy się z
talentem. Często mamy osoby utalentowane, ale one nie wierzą w siebie.
[Mówca 1]
No i teraz mieliśmy tam, przechodziliśmy różne koncepcje pedagogiczne, nie należy
rozpieszczać to tam dzieci, to liberalne wychowanie, to jest bez norm i dzieci są zagubione itd.
Dzisiaj z badań kognitywistycznych, czyli z badań nad też neurologią, neurofizjologią dzieci
możemy powiedzieć jedno. Powiedzmy to bardzo wyraźnym głosem, murem za dzieckiem.
Murem za dzieckiem, dlatego że tylko na zasobności, czyli na sile, na poczuciu wartości możemy
budować potem swoją skuteczność w życiu. Jeśli ktoś się czuje słaby, niekompetentny,
nieustannie poprawiany, naprawiany, musztrowany, ustawiany do pionu i słyszy, a czemu tylko
trójka, a stać się na czwórkę, a czemu czwórka, a stać się na szóstkę, a powinna się poprawić, a
powinna mieć świadectwo z wszystkimi kolorowymi paskami czerwonymi, to ktoś taki czuje się
ciągle niepełny, niedoskonały, niedorobiony. A ktoś zasobny, nie w sposób narcystyczny, nad
wyraz, ale zasobny, bo budowany na tym, co jest w nim silne, mocne, co jest jego talentem, to
ktoś taki może potem skutecznie w życiu działać.
[Mówca 2]
Tak, bo ta pewność siebie jest tą dźwignią, tym motorem naszych działań, bo jak ja jestem
pewna, to wiem, dokąd zmierzam, wiem, czego chcę. Wiem też, że niektórych rzeczy nie zrobię,
bo tego jestem pewna, czyli mam rozpoznane te obszary, które są we mnie mocne, a to jest po
prostu nie moja działka, ja w to nie wejdę. A niepewny siebie sprawdza, no bo ciągle tego nie
wie.
[Mówca 1]
Dziecko ma być w naszym systemie wychowawczym uległe, grzeczne, posłuszne, bo wtedy
wyrośnie na samodzielnego, wolnego, szczęśliwego człowieka. No jak? Jak możesz z kogoś,
kogo traktujesz trochę jak niewolnika i traktujesz go instrumentalnie?
[Mówca 2]
Albo trochę jak kogoś, kto jest niedorozwinięty, niedorobiony i trzeba go szlifować.
[Mówca 1]
Wykształcić człowieka, który będzie kompletny, silny, sprawny i dobrze funkcjonujący. Ja mam tu
w naszych notatkach to, o czym pisał już Janusz Korczak, też wybitny pedagog i wspaniała
postać, i dramatyczna, taki pedagog, który został z dziećmi do końca. I Janusz Korczak pisał,
kiedy dorosły jest zmęczony, to w to miejsce dziecko jest leniwe.
Kiedy dorosły jest smutny, w tym miejscu powiemy do dziecka, że jest nadąsane. Dorosły ma
apetyt, a dziecko jest łakome. Dorosły popełnił błąd, a dziecko zawaliło sprawę.
Dorosły nie wie, dziecko jest głupie. Dorosły ma wątpliwości, dziecko jest niezdecydowane i
samo nie wie, czego chce. Dorosły stawia granice, a dziecko się buntuje.
Dorosły wyraził swoją opinię, a dziecko pyskuje. I to jest bardzo mocno zakorzenione w naszej
kulturze i w naszej nieświadomości zbiorowej, czyli w tym takim sosie społeczno-kulturowym, w
którym pływamy, że dziecko to jest to z definicji gorsze. Jemu trzeba przyczepić jakąś łatkę, a
dorosły to po prostu leży na kanapie, bo odpoczywa, bo on ciężko pracował.
Ale dziecko, które było 8 godzin w szkole, w której jest hałas, w której jest ileś tam
skomplikowanych przedmiotów, w którym jest przeładowane, przesycone, oceniane.
[Mówca 2]
Ma wrócić i dalej się uczyć.
[Mówca 1]
Ma wrócić i dalej się uczyć, ma być grzeczny, ma posprzątać i ma przynieść mamusi kapcie, a
tatusiowi zimne piwo z lodówki. No więc tak, aby w dorosłości uwierzyć w siebie, potrzebujemy
tak naprawdę powrócić do swojej dziecięcości. Potrzebujemy też zmienić swój stosunek do
dzieciństwa w sobie i do swoich dzieci.
Tak na to wskazują nasze doświadczenia neurokognitywne.
[Mówca 2]
Wiesz, jeszcze mi przychodzi do głowy też to, że my potem, te dzieci, które były takie
nieustannie musztrowane, że one powinny to, czy tamto, to my potem mamy trudność z
odpoczywaniem, my dorośli. My ciągle mamy ten niepokój, że ktoś uzna w nas, że byliśmy
leniwi albo że ktoś uzna w nas, że my nie zasłużyliśmy na tą nagrodę. I to jest też kolejny
element, który wywodzi się właśnie z tego dzieciństwa i z tego poczucia wiary w siebie, bo my
nie wiemy, co jest dobre, a co jest złe, bo nieustannie te feedbacki były tylko nakierowane na to,
co było złe.
Więc mamy poczucie, że ciągle coś nie tak robimy.
[Mówca 1]
No i dobrze, w takim razie wychodząc z tego, o co powinniśmy siebie samych zapytać, żeby
odnaleźć w sobie taką wiarę i siłę?
[Mówca 2]
Skontaktować się z tym wewnętrznym dzieckiem, bo tylko tam jest to źródło, czyli dużo się o
tym mówi, ale w tej energii jest nasza autentyczność, nasza pierwotna energia. Czyli
przypomnieć sobie, co my lubiliśmy robić, bo czasami my porzucamy swoje talenty, dlatego że
ktoś nam wymyślił naszą przyszłość. Ktoś nam powiedział, a propos tramwaju, o którym
mówiliśmy też już w czasie naszych podcastów, ktoś nam powiedział, jak my mamy pokierować
swoim życiem i my to realizowaliśmy.
[Mówca 1]
A co z tym tramwajem?
[Mówca 2]
Mówiliśmy, że to jest takie życie od przystanku do przystanku. Od wymyślonych, idziesz do tej
szkoły, potem idziesz do tej, potem idziesz do takiej pracy i to jest przypadek, a nie nasz talent.
Czyli my w ogóle tam nie mamy siebie, tylko mamy realizację pewnego pomysłu na siebie, ale
ona przychodzi z zewnątrz.
[Mówca 1]
Czyli, żeby odnaleźć poczucie wartości paradoksalnie i też, żeby móc budować poczucie wartości
we własnych dzieciach i tych, które wychowujemy jako rodzice i tych, z którymi być może mamy
kontakt zawodowy, to potrzebowaliśmy po pierwsze, zadać sobie pytanie, czego potrzebowałeś
jako dziecko? Co było dla ciebie ważne, kiedy miałeś te 7, 8, czy 11, czy może 16 lat, kiedy
dorastałeś? Co cię wzmacniało?
Co powodowało, że czułeś się silniejszy? I teraz, jacy nauczyciele, mentorzy, jacyś pierwsi
instruktorzy harcerscy albo trenerzy sportowi byli dla ciebie takimi fajnymi mentorami, których
chciałeś słuchać, którzy przekazywali ci wiedzę, kompetencje, umiejętności, wskazówki w
sposób, który cię budował, a nie umniejszał. No i w takim razie, w tym procesie bycia w relacji z
dorosłymi, którzy byli fajnymi mentorami, co cię wzmacniało?
Co dawało ci radość? Co sprawiało, że ci się chciało chcieć, że ci się chciało działać? Miałaś takich
mentorów?
Zdarzyło ci się na takich trafić?
[Mówca 2]
Tak, zdarzyło mi się na takich trafić. Oni niestety byli wyjątkami, byli tymi perełkami, tymi
diamentami, które gdzieś było mi dane spotkać. I oni wzmacniali właśnie paradoksalnie wiarę w
siebie, bo oni częściej wierzyli bardziej we mnie niż ja w siebie.
Oni mówili, idź, uda ci się, idź, dasz radę, idź, rób, doświadczaj. To były takie osoby, które
wspierały mój rozwój na różnych etapach mojego życia. Oczywiście pojawiały się takie osoby,
ale to było niesłychanie ważne, że czasami ktoś bardziej we mnie wierzył niż ja sama w danym
momencie.
Ale też budował, czyli pokazywał mi ten pozytywny feedback, mówił to jest super, to musisz
podkręcić, to musisz wzmocnić, to jest naprawdę dobre.
[Mówca 1]
Ja byłem takim dzieciakiem, który kiedy miałem 16 lat, może trochę więcej, byłem kompletnie
zdruzgotany. Kiedyś o tym mówiłem w tym podcaście, rozsadziłem klatkę, takie dzikie zwierzę,
które się wyrywa, ale byłem kompletnie zdruzgotany. I zupełnie z biegiem różnych okoliczności
trafiłem pod opiekę zakonników benedyktynów.
I pamiętam jeden z ojców właśnie tych mnichów benedyktynów, ojciec Ludwik Mycielski,
któregoś razu, on wiedział, że ja jestem takim dzieciakiem, który ma poczucie wartości tam
troszeczkę powyżej zera, taki dzieciak zdruzgotany. Pamiętam, objął mnie ramieniem któregoś
razu i powiedział, dobrze, że jesteś.
[Mówca 2]
I tyle.
[Mówca 1]
I wystarczyło. Dobrze, że jesteś. Tak mnie objął, przytulił mnie mocnym ramieniem, tak mi
przycisnął i powiedział, dobrze, że jesteś.
Wow, ja nigdy czegoś podobnego nie usłyszałem wcześniej. Nie usłyszałem tego od nauczycieli,
nie usłyszałem tego od rodziców, nie usłyszałem tego od krewnych, nie usłyszałem tego od
kumpli. Po raz pierwszy ktoś powiedział, o widzę cię, dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś na tym
świecie, dobrze, że jesteś tutaj, dobrze, że jesteś, że działasz w tym świecie, w tym systemie, że
jesteś tu z nami.
Ja sobie to mogłem na różne sposoby zinterpretować, ale to było dla mnie jak taki strzał, który
nagle mnie podbudował w jednej chwili. Więc może warto, żeby budować swoje poczucie
wartości, właśnie wracać do tego dzieciństwa i można sobie zrobić taką prostą technikę
wyobrażeniową. Wyobraź sobie siebie siedmioletniego chłopczyka w tych spodenkach, w jakichś
tam pierwszych dżinsach, w adidaskach, dziewczynkę z warkoczykami, pierwsza klasa, no może
druga, tego dzieciaka, który zaczyna tę swoją podróż szkolną i posłuchaj wewnętrznego głosu
dziecka w sobie i zadaj sobie pytanie, jaką ten siedmioletni chłopczyk, czyli ty siedmioletni, ty
siedmioletnia dziewczynka, masz radę dla siebie dorosłego? No wyobraź sobie taka skrót linii
czasu, cofnij się o 20, 30, 40 lat w tył, kiedy dzisiaj z perspektywy dorosłego człowieka patrzysz
na siebie, na tej siedmioletnią dziewczynkę i możesz wrócić do doświadczeń tej siedmioletniej
dziewczynki, siedmioletniego chłopczyka, spytaj czego potrzebujesz, co mi możesz powiedzieć,
jaką możesz mi dać radę, jako to siedmioletnie dziecko, dzisiaj mnie, 40-letniemu, 30-letniemu,
30-letniej kobiecie, co dla ciebie byłoby ważne u progu tej drogi i wtedy możesz zrozumieć też tą
główną ideę, która przeszywała twoje życie.
Możesz zrozumieć dziecko w sobie i poczuć potrzeby tego dziecka, które stanęło u progu
edukacji, rozwoju, a potem dojrzewania i dorosłości. No więc jak wzmocnić jeszcze wiarę w
siebie?
[Mówca 2]
Wzmacniamy wiarę w siebie wtedy, kiedy mamy też świadomość tego, co już dobrze zrobiliśmy,
czyli pamiętamy o tych swoich sukcesach. Znowu to trochę jak mantra powtarzamy, to jest
niesłychanie ważne. Jak możesz wierzyć w siebie, jeśli nie zauważasz swoich sukcesów?
Jak możesz wierzyć w siebie, jeśli nie spotykasz się autentycznie ze sobą, czyli nie słuchasz
siebie, tej właśnie 7-letniej, czy tej 5-letniej, czy tej 10-letniej dziewczynki czy chłopca, którzy byli
autentyczni, jeszcze wtedy byli, czyli mieli pewne predyspozycje i talenty. Spotkaj się ze swoim
talentem, poszukaj go. Wiele osób mówi, ja nie mam talentu, bo o talentach pewnie zrobimy
osobny podcast jeszcze też, ale to jest takie potoczne myślenie, że talent to coś wielkiego, że no
jak talent, to już musi być coś naprawdę och i ach, a możesz mieć talent w prostych sprawach,
możesz pięknie coś porządkować i to też jest talent i możesz się na tym budować.
A najczęściej mówimy nie, e tam, to takie zwykłe i podkopujesz wiarę w siebie. No właśnie takimi
prostymi rzeczami.
[Mówca 1]
Przychodzą mi dwie rzeczy do głowy jeszcze. Jakiś czas temu, nie tak dawno, przez Polskę
przeleciała taka jak błyskawica zupełnie informacja, zresztą policja użyła takiego systemu
ostrzegania, ludzie dostawali smsy w mediach społecznościowych, zginęła 11-letnia
dziewczynka. No i ona się potem odnalazła u jakiegoś młodego mężczyzny, mężczyznę
aresztowano z jakimiś nawet bardzo poważnymi zarzutami, ale nie to w tym jest istotne.
Prasa podała i pewnie jest to prawda, że dziewczynka zostawiła tylko jeden list, wyłączyła swój
telefon i tak raz zniknęła. Wyszła od dziadków i zniknęła. Zostawiła list swojej mamie i w tym
liście napisała, teraz już nie będziesz miała ze mną kłopotów.
I właściwie żaden z dziennikarzy, czy nawet jakiś tam ekspertów, czy psychologów na to nie
zareagował. Dziecko 11-letnie znika, idzie gdzieś tam do obcego mężczyzny i zostawia list
matce, teraz już nie będziesz miała ze mną kłopotów. Można sobie wyobrazić, co ta dziewczynka
słyszała, że jest właściwie kłopotem dla tej matki, czy dla tej rodziny.
I już mówiliśmy o tym, że dziecko, które nie ma możliwości wyrażenia swoich pragnień, potrzeb,
nie ma możliwości nawet zbuntowania się, nie ma możliwości zbudowania swojego poczucia
wartości, jest wszędzie poblokowane, wszędzie ma być grzeczne, posłuszne i nieustannie służy,
że jest kłopotem, że sprawia trudności, w którymś momencie kieruje agresję przeciwko sobie.
No i 11-latka musi uciec donikąd i nagle jakiś obcy mężczyzna, z którym pewnie miała kontakt
jakoś w sieci, w internecie, wydaje jej się jedyną alternatywą. Paradoksalnie wydaje jej się
bezpieczniejszy niż jej środowisko domowe, czy rodzinne.
To dramatyczna sytuacja i oczywiście tam prokuratura i policja posadziła tego mężczyznę i
będzie przed niską niemą toczona jakaś sprawa, ale myślę, że warto by też porozmawiać z tą
matką i z tą rodziną. My zresztą o tym mówimy, jak dzieje się coś złego z dziećmi, to często te
dzieci są wysyłane tam do psychiatrów, do psychologów. Mówi się nawet o kryzysie psychiatrii
dziecięcej.
A my raczej w Instytucie Kognitywistyki mówimy, jak się dzieje coś z dzieckiem, to trzeba się
zająć rodzicami.
[Mówca 2]
Trzeba zająć się całym systemem rodziny.
[Mówca 1]
Trzeba zająć się całym systemem i zacząć od rodziców, a nie od dziecka. Często rodzice mówią,
naprawcie mi dziecko, naprawcie, bo ono tam jest niegrzeczne, nieposłuszne, on będzie
buntuje. A my mówimy, tam się coś zaczęło w tej rodzinie gdzieś niedobrego, bo dziecko jest
często, jego postawa, jego zachowanie jest skutkiem tego, co się dzieje w rodzinie.
Paradoks polega też na tym, ta druga rzecz, która mi przychodzi, że często te dzieci, które miały
rozpoznaną ADHD, czyli deficyt uwagi z nadpobudliwością albo różne inne koncepcje.
[Mówca 2]
Były tak zwane nieco trudniejszym dzieckiem, odbiegały od normy.
[Mówca 1]
Takie dzieci. Są na to badania, świetnie udokumentowane. Paradoksalnie zaczynają sobie lepiej
radzić w dorosłości niż te dzieci szóstkowe.
[Mówca 2]
Dlaczego? Bo badania też to wyjaśniają.
[Mówca 1]
No właśnie, dlaczego? Dlatego, że dzieci, które mają te szóstki, te paski na świadectwach i są
takie matura dwóch języka, są w nomenklaturze psychologicznej nadmiernie przystosowane.
One są tak bardzo przystosowane, tak bardzo chcą spełniać oczekiwania swoich rodziców,
dziadków, ojca, mamy, szkoły, pani dyrektor szkoły.
Tak bardzo chcą się przystosować do tego systemu, że aż się przystosowały. Czyli są idealnym
uczniem. Tylko, że to się słabo przydaje w elastycznym, zmieniającym się świecie.
Rzeczywistość zweryfikuje ich wartość, a ich wartość to nie oceny, które dostali w kole. Bo
wartość to jest moje poczucie ugruntowania, moje poczucie tożsamości, moja zgoda na siebie,
moje prawo do mówienia o własnych emocjach, moje prawo do realizowania siebie, swoich
talentów, pragnień i potrzeb w świecie, w którym żyję. Zgodnie z tym światem, zgodnie
oczywiście z prawem, z normami, ale budowanie mostów między sobą, a rzeczywistością.
A piątka z chemii mi w tym nie pomoże, no chyba, że zostanę chemikiem. Ale piątka czy szóstka
ze wszystkich przedmiotów nie pomaga.
[Mówca 2]
No chyba, że ma ktoś takie talenty, czyli ma ten umysł kognitywny i potrafi tak dużo różnych
informacji łączyć i to może być talent.
[Mówca 1]
Te dzieci, które w jakiś sposób były piętnowane czy wykluczane, z deficytem uwagi, z deficytem
z nadpobudliwością, z dysleksją, z dysgrafią, czyli nie radzą sobie z czytaniem, z ortografią, z
pisaniem.
[Mówca 2]
Ja miałam dysleksję, znaczy mam, bo z tego się nie wyrasta.
[Mówca 1]
Te dzieci lepiej funkcjonują w rzeczywistości.
[Mówca 2]
Tak, bo musiałam się nauczyć radzić sobie z tym, co mam, czyli z tym deficytem, z tą trudnością,
czyli szukać dla siebie najlepszych rozwiązań, bo kiedyś nie było czegoś takiego jak dysleksja.
[Mówca 1]
I w związku z tym muszą się szybciej i sprytniej adaptować do rzeczywistości. Dobrym
przykładem jest też wybitny hipnoterapeuta, terapeuta amerykański Milton Heiland Eriksson,
który zresztą nie zostawił po sobie żadnej spuścizny takiej dokumentacyjnej czy książek. Jego
uczniowie o nim pisali, ale Milton Heiland Eriksson w wieku lat 16 zachorował na chorobę
Heinego-Medina, czyli na polio.
Został sparaliżowany i w związku z tym nabawił się wielu dysfunkcji neurologicznych, m.in.
okupaty schodzeniem, m.in. był częściowym daltonistą, czyli nie widział spektrum kolorów. Ale
w momencie, kiedy już właściwie dzięki swojej sile woli rehabilitował się i jego paraliż minął,
wrócił do koledzy, ale nie zorientował się, że książki, a zwłaszcza encyklopedia, słownik języka
angielskiego jest ułożony alfabetycznie. Więc kiedy chciał napisać jakieś wypracowanie z języka
angielskiego, to zaczynał od pierwszej strony, zaczynał szukać od pierwszej strony, aż tak długo
szukał w tym słowniku, aż natrafił na słowo, które chciał przetłumaczyć, zrozumieć, czy w
słowniku, czy w encyklopedii.
I w związku z tym wielokrotnie przeglądał prawie całą encyklopedię i cały słownik od A do Z.
[Mówca 2]
Więc miał znacznie większy zasób słownictwa, znacznie większą wiedzę dzięki temu.
[Mówca 1]
Tak i w którymś momencie dopiero się zorientował, że to jest ułożone alfabetycznie, że po A
następuje B, po B następuje C. To było dla niego zupełnie cudowne odkrycie, co najmniej tak jak
Magellan czy Amerigo Vespucci odkrył Nowy Ląd. To było dla niego wielkie odkrycie, ale dzięki
tej pracowitości i temu, że on się próbował zaadaptować do systemu, czyli potrzebował wyjaśnić
jakieś pojęcie, więc szukał w encyklopedii od początku.
Stał się człowiekiem, który miał ogromny zasób słownictwa i stał się wybitnym hipnoterapeutą,
bo zaczął rozumieć lepiej drugiego człowieka, to jak on myśli, jak się posługuje słowami. No i
rewolucja, której Erickson dokonał polegała między innymi na tym, co ciągle jeszcze nie dociera
do polskich klinicystów, psychiatrów i co nie jest obowiązującym sposobem myślenia. Milton
Erickson zawsze stawał po stronie pacjenta.
[Mówca 2]
Czyli nigdy nie kwestionował tego sposobu myślenia czy tego doświadczenia swojego klienta.
[Mówca 1]
Nigdy nie kwestionował klienta, tylko stawał po jego stronie, w jego często halucynacjach,
wizjach, dysfunkcjach i starał się wykorzystać sposób myślenia i tą dysfunkcjonalność klienta po
to, żeby mu pomóc. Po to, żeby mu pomóc zbudować most pomiędzy nim a światem.
[Mówca 2]
Czyli pomóc mu zbudować wiarę w siebie.
[Mówca 1]
I wiarę w to, że to nie jest to, co przeżywa, to czego doświadcza. To nie jest patologia. To nie jest
patologia, tylko jest to na przykład siła, która mu pozwala być absolutnie wyjątkowym.
[Mówca 2]
Bo rzeczy nie są ani dobre, ani złe, tylko to my nadajemy im kontekst, czyli znaczenie, czyli
ocenę.
[Mówca 1]
No i w związku z tym to było rewolucyjne, bo obowiązująca linia na przykład oddziaływań
psychologii klinicznej czy psychiatrii mówi, no nie możesz podążać za klientem, powinieneś
zakwestionować jego błędy, sposób myślenia, nie możesz mu dawać złudnych nadziei na
uzdrowienie, powinieneś go urealniać. No i ja często mówię, no przecież nawet jeżeli idziesz do
sklepu i chcesz kupić dywan, to musisz wierzyć w to, że ten dywan będzie odpowiedni, że
wybierzesz właściwie…
[Mówca 2]
Że potrafisz wybrać w ogóle dywan.
[Mówca 1]
Że potrafisz wybrać, że ten dywan będzie ci pasował do podłogi, że dokonasz fajnego wyboru,
że będzie ci długo służył, że ma odpowiednią jakość stosunkowo do ceny.
[Mówca 2]
A jak nie wierzysz, to nie kupisz.
[Mówca 1]
A jak nie wierzysz, to nie kupisz, a jak będziesz ciągle krytykować siebie, pieniądze, dywan,
sprzedawcę, własną podłogę, to nic z tego nie wyjdzie. Więc w jaki sposób masz zdrowieć, albo
czuć się silnym, albo budować swoje poczucie wartości, jeśli masz zacząć od tego, że siebie
kwestionujesz, kwestionujesz swój sposób myślenia, widzenia świata. No i w takim razie, co
będzie ukojeniem w naszym procesie budowania wiary w siebie?
[Mówca 2]
Potrzebujesz sobie przypomnieć, co lubiłeś robić w dzieciństwie, czyli nawiązać tą relację ze
sobą, tym autentycznym, tą autentyczną z przyszłości. Tam była ta iskra naturalności, którą ma
każde dziecko, ta iskra spontaniczności, którą ma każde dziecko.
[Mówca 1]
Co lubiłeś, jakie zabawy lubiłaś, co było dla ciebie takim naturalnym sposobem zachowania i
tam jest iskra twojego talentu i przywołaj to. Warto do ciebie zapytać, są takie rzeczy, które
robisz szybciej, lepiej, sprawnie niż inni ludzie, ale tego nie cenisz. Dlaczego?
Z jakiego powodu?
[Mówca 2]
Bo nadaliśmy często im wartość. I teraz z jakiego powodu nadałaś temu wartość taką?
[Mówca 1]
A są rzeczy, które wychodzą ci tak sobie, które musisz wkładać ogromny wysiłek, które są jakby
ci nie po drodze, gdzie musisz podjąć wielokrotne próby czy starania. No i efekt jest taki sobie,
no ale to znacznie bardziej cenisz niż to, co…
[Mówca 2]
Jak studentka, o której wspominałeś.
[Mówca 1]
A to takie sobie tam ciasto, a to tylko takie tam Excel, a to tylko tam, przez co wymurowałem
ścianę. To jest pułapka, która polega na dyskredytowaniu siebie w tym, co jest w tobie mocne. A
zatem zacznij od dzieciństwa, zacznij od zabaw, talentów, ulubionych zajęć, bo tam jest iskra
twojego talentu.
I tam możesz zacząć budować swoją dzisiejszą zasobność, swoje dzisiejsze poczucie siły. No i
jednocześnie dołączyć do tego takie ćwiczenie, może wizualizacyjne. Wyobraź sobie, że stajesz
naprzeciwko siebie siedmioletnie i siedmioletniego i pytasz tego siedmiolatka, jaką masz radę
dla mnie czterdziestoletniego?
Co masz mi dobrego do powiedzenia, mały Rafałku, mały Maciusiu, mała Aniu, mała Jolu? Bo
wtedy nawiążesz relacje z dzieckiem w sobie, które gdzieś tam zostało zahukane, zakrzyczane,
zepchnięte. Często przez krytyka w sobie, którego żeśmy uwewnętrznili, którego żeśmy nabyli
wraz z naszymi nauczycielami.
[Mówca 2]
Rodzicami i innymi ważnymi osobami.
[Mówca 1]
Pozdrawiam moją nauczycielkę od matematyki z liceum, która wprowadzała tak nerwową
atmosferę, takie napięcie lęku i strachu na lekcjach matematyki, że ja na przykład, wiem też, że
koledzy i koleżanki, ja nie byłem w stanie się niczego nauczyć, bo ja się głównie bałem. Więc do
dzisiaj mam problemy z matematyką, chociaż jako socjolog musiałem przedmioty
matematyczne zaliczać i to była dla mnie droga przez mękę. Statystyka, demografia,
metodologia statystyczna.
Trudne przedmioty? Dałem radę, ale ogromnym wysiłkiem. Między innymi właśnie dlatego, że
kiedyś, kiedyś, kiedyś, gdzieś tam w liceum jakaś pani, pewnie w dobrej wierze, wywołała taką
presję, że lęk był silniejszy niż moja zdolność intelektualnego przyswajania twierdzenia
Pitagorasa.
A zatem ukojenie to powrót do dzieciństwa, do zabaw, do tej iskry talentu, która w tej zabawie
była. No i stanięcie przed sobą siedmioletnim, spytaj tego małego Krzysia, Rafałka czy Michała,
Jolę, Mariolę czy Zośkę, co masz mi do powiedzenia, jaką dobrą radę możesz mi dać, ty dziecko
we mnie, mnie dzisiejszemu dorosłemu. Ukojenia.
Podcast Fundacji Instytutu Kognitywistyki. Dziękujemy za dzisiaj.
[Mówca 2]
Anna Jera i Maciej Benewicz do następnego odcinka.
[Mówca 1]
Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia, że jesteś z nami w czasie tych szczególnych,
osobistych rozmów.
[Mówca 2]
Jeśli zainteresował Ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i
dodatkowe materiały do pobrania oraz wartościowe treści na stronie www.instytutbenewicz.pl
w zakładce podcast.
[Mówca 1]
Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz informacji
o kursach.
[Mówca 2]
A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować ukojenia,
zasubskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.
[Mówca 1]
To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.
[Mówca 2]
Zasługujesz na ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.
[Mówca 1]
Do usłyszenia

Bądź na bieżąco z podcastem Ukojenie!