Podcast Ukojenie

S1O2: Małżeństwo – schemat kultury czy świadoma relacja? 

Dlaczego tak często wchodzimy w związki, które wyglądają jak powtórka z rodzinnego domu? W tym odcinku przyglądamy się małżeństwu jako instytucji i iluzjom, które wnosimy do relacji. Czy da się wyrwać z kulturowych schematów i budować związek, który naprawdę daje bliskość i ukojenie?

Transkrypcja odcinka

[Mówca 2]
Witaj w podcaście Ukojenia.
[Mówca 1]
Ukojenia to rozmowy o emocjach, relacjach, dorosłości i przemianie, która przynosi ukojenie.
[Mówca 2]
Prowadzą Anna Jera i Maciej Bennewicz. A od niedawna mamy wspólne nazwisko Jera-Bennewicz.
[Mówca 1]
Jesteśmy twórcami Metody Psychologia Doświadczeń Subiektywnych oraz kierujemy Fundacją
Instytutu Kognitywistyki.
[Mówca 2]
Posłuchaj naszych osobistych rozmów. Z pewnością znajdziesz tu coś dla siebie.
[Mówca 1]
Witamy w kolejnym naszym podcaście, w kolejnym spotkaniu w naszym wirtualnym studio.
Znaczy studio nie jest wirtualne. Studio jest własnością naszego super menadżera, inżyniera i
magika od dźwięku Marcina Widawskiego.
W poprzednim podcaście powiedziałem, że te szczebelki czy deseczki mają wygłuszać dźwięki, a
okazuje się, że one mają rozpraszać dźwięki. One tu są specjalnie, żeby rozpraszać. Więc to nie
jest stolarnia, tylko profesjonalne studio nagraniowe.
I te deseczki rozpraszają dźwięki właśnie po to, żeby one się dobrze nagrywały.
[Mówca 2]
Witamy. Żeby też dzięki temu miło nas było słuchać.
[Mówca 1]
Anna Jera.
[Mówca 2]
I Maciej Benewicz. Witamy.
[Mówca 1]
Fundacja Instytutu Kognitywistyki. Towarzyszy nam miś taoistyczny, czyli miś, który zaprosza
nas do równowagi, też takiego wyciszenia, może nawet medytacji. No a dzisiaj temat, który
właśnie czekał od jakiegoś czasu, bo też wynikał z naszych poprzednich spotkań.
Małżeństwo. Małżeństwo. Obyczajowy schemat czy szansa na dobrą relację?
Ja pamiętam jedną ze szkoleń, które prowadziliśmy na sali. I w połowie tego szkolenia
podchodzi do nas takie małżeństwo i słyszymy takie trochę napięcie i mówimy, że już nigdy nie
przyjdę na takie szkolenie. Na podobne szkolenie.
Mówi do siebie ta para i musielibyśmy zbyt dużo zmieniać i porzucić nasze schematy i nawyki.
Wszystko przemodelować, żeby tutaj zdaniem tych terapeutów i trenerów żyć dobrze. No i co o
tym sądzisz?
Rzeczywiście, żeby żyć dobrze w małżeństwie, musimy porzucić stare schematy i zbyt wiele
przemodelować.
[Mówca 2]
Myślę, że jednak wchodzimy w relacje często nieświadomi. Często wchodzimy w iluzjach, w
jakichś założeniach i schematach. I to sprawia, że kiedy zaczynamy się przyglądać tej naszej
relacji, czyli ją widzieć, czyli widzieć też drugiego człowieka, z którym jesteśmy w relacji.
Najpierw widzę siebie, potem widzę ciebie. I dopiero wtedy jesteśmy w stanie na podstawie
tego, co widzimy, podjąć decyzję, czy jesteśmy w stanie się spotykać, być ze sobą. Tworzyć tą
relację.
Bo to jest najczęściej moment, kiedy te iluzje nam opadają. Kiedy te nasze założenia, że ty
będziesz jakiś, będziesz spełniał moje oczekiwania, które ja mam w swojej głowie oczywiście. No
oczywiście druga strona ma dokładnie tak samo.
Czyli wchodzi w relację z tymi swoimi wzorcami, jak ma się zachowywać żona, kobieta. Jak ma
zachowywać się matka.
[Mówca 1]
Jeden z moich pacjentów jakiś czas temu powiedział, że właściwie to on odkrył, że małżeństwo
to jest proteza relacji. Że jak się zaczyna małżeństwo, to już bardzo często kończy się miłość,
intymność, romantyczność. Zaczyna się proteza relacji, czyli gdzieś musimy założyć jakieś
sztuczne ramki.
On nawet użył takiego sformułowania, że to są takie ramki ze świętego obrazka nad łóżkiem. Jak
kiedyś w dawnych ludowych domach. Nad każdym łóżkiem małżeńskim był święty obrazek.
I ta rodzina, to małżeństwo, ten związek musi się w ten obrazek wpasować. Jak się dobrze
wpasowuje, no to wtedy jakoś tam żyją. Zgadzasz się z tym, że małżeństwo to jest proteza i to
jest takie wpasowanie się w święty obrazek nad łóżkiem?
[Mówca 2]
Jest to też oczekiwanie społeczne, że małżeństwo zawsze musi się nam udać. Nawet jeśli ono
jest raniące dla obu stron, to musisz wytrwać, bo deklarowałeś, że będziesz w tej relacji do
końca życia. Pytanie, co się dzieje wtedy z miłością i z jakiego powodu ona często w tych
małżeństwach umiera.
Myślę, że wychodzimy za mąż, czy żenimy się w przypadku mężczyzn nie po to, żeby się
rozstawać. Mamy intencję bycia, przeżycia dobrze swojego życia wspólnie, a życie potem jest…
[Mówca 1]
Ja mam takie poczucie, że żyjemy w takim kulturowo-cywilizacyjno-marketingowym oszustwie,
że Polak, Polka, najważniejsze są dla nas rodzina. Rodzina to jest taka istotna wartość. Ta
rodzina jest oczywiście taka monogamiczna, nierozerwana.
Tymczasem kilkaset tysięcy Polek i Polaków żyje w rodzinach drugich, czasami trzecich, po
rozwodach, w rodzinach patchworkowych, czyli w rodzinach, gdzie są dzieci z pierwszego
związku jego, dzieci z pierwszego związku jej, dzieci urodzone, zrodzone w nowym związku są.
Tamci rodzice, nowi rodzice, byli teściowie, to są skomplikowane sytuacje relacyjne, o których
się nie mówi, które są w jakimś sensie tabu, na które jest naklejana taka naklejka właśnie tej
świętej rodziny z obrazka. I jednocześnie bardzo wiele osób, które żyją w takich rodzinach
wieloskładnikowych, wielorelacyjnych, pozostają same, czyli krótko mówiąc, jeśli same nie
sięgną po wsparcie terapeutyczne, czy coachingowe, life coachingowe, to zostają same i gdzieś
tam w tym właśnie tej społecznej nieświadomości, w społecznym tabu zakopują ten problem, tę
trudność.
[Mówca 2]
No to wynika też z tego, że ta metafora, obrazka jest bardzo dobra, bo obraz, który mamy jest
już namalowany, czyli tam już nic nie zrobimy, nie zmienimy, a miłość, relacja musi być żyjąca,
czyli musi być nieustająco wkładana praca, która tą relację dostosowuje do zmieniających się
koliczności, bo przecież rok temu byliśmy jednak, często tego doświadczamy, inaczej myśleliśmy
na dany temat, bo coś przeczytaliśmy, coś zobaczyliśmy, czegoś doświadczyliśmy i zmienia się
pogląd na daną sprawę. My się nieustannie zmieniamy i teraz, kiedy się nie update’ujemy
wzajemnie, to ciągle trzymamy się tego wyobrażenia w głowie, tego schematu, tego obrazka,
który nie jest tym co codzienność.
[Mówca 1]
Mówisz o tym, że się zmieniamy, że nie jesteśmy tymi samymi co rok temu, ale przecież my
wiemy z naszych doświadczeń z klientami, z pacjentami, też z własnych doświadczeń życiowych i
relacyjnych, że my powielamy wzorce z rodziny wyjściowej, z rodziny generacyjnej i że w gruncie
rzeczy wydaje nam się, że tworzymy trochę nowy świat czy nową relację, ale przecież
powielamy. No właśnie, powiedzmy o tym, co powielamy.
[Mówca 2]
Powielamy też często nieświadomie, jeśli nie przyglądaliśmy się tym naszym przekonaniom,
czyli co ja w ogóle myślę na temat relacji, małżeństwa, mężczyzny czy kobiety, roli żony czy
matki, to powielamy te schematy, których zostaliśmy wyuczeni w naszych rodzinach, czyli
czasami robimy na kontrze, żeby nie być tak jak, a czasami robimy tak jak, bo nie przychodzi
nam do głowy, że może być inaczej. Nie zadajemy sobie często pytania, czy ja jestem z tym
szczęśliwa, szczęśliwy, czy mi jest z tym dobrze, czy w tym układzie, w takich sytuacjach to jest
okej, że ja to odczuwam albo że coś czuję inaczej.
[Mówca 1]
Jest taki koncept, który mówi, że mamy wyniesione z dzieciństwa, z tej rodziny właśnie
wyjściowej, generacyjnej, z rodziny pochodzenia, mamy wyniesioną ranę ojca i ranę matki.
Ojciec kształtuje w nas męskie postawy, ale w głowie, w przeżyciu dziewczynki kształtuje też
obraz męskości. Ojciec lub inni ważni mężczyźni w tym otoczeniu.
Jung nazwał tę strukturę animusem, czyli częścią męską w osobowości, w duszy dziewczynki. A
my chłopcy, my mężczyźni kształtujemy obraz kobiecości patrząc na swoją matkę, na swoje
siostry, na inne ważne kobiety, być może babcie, ale głównie ta mama jest najważniejsza i
kształtuje się anima, czyli kobiecość w mężczyźnie, ten kobiecy pierwiastek w mężczyźnie. No i
oczywiście w związku z tym mogą powstać bardzo różne doświadczenia, no chociażby właśnie
zranienia.
Czy ty masz ranę ojca albo matki?
[Mówca 2]
Ktoś nie miał pokolenie naszych rodziców, to pokolenie z kolei rodziców, którzy doświadczyli
różnych trudnych życiowych, doświadczyli przeżyć, które są ekstremalne. Mamy powojenne
doświadczenia, przedwojenne doświadczenia i kolejne pokolenia, które są komunistyczne,
postkomunistyczne. Zmiany ustrojowe to też są ważne wydarzenia społeczne i one też coś nam
robią, więc nie mamy takiego doświadczenia, żeby było całkowicie spokojnie i sobie tu
wzrastamy.
Więc ci nasi rodzice często też mieli swoje rany, swoje problemy i rzutowali je oczywiście na nas,
więc ja również miałam tematy, pracowałam nad nimi, nadal pracuję, bo te rany konstruują się
w naszym, czy powstają w naszym dzieciństwie. Tak, mój ojciec był nieobecny po prostu, tak jak
większość ojców. Nieobecny emocjonalnie, niedostępny emocjonalnie.
[Mówca 1]
Ja muszę powiedzieć, że jestem też dzieckiem, a dziś już mężczyzną, właściwie dojrzałym
mężczyzną, który doświadczył i rany ojca i rany matki. Ponieważ ojciec był dominujący,
przemocowy, chociaż w tym świecie zewnętrznym nie odnosił sukcesów. Był właściwie, no może
nie przegrywem, ale był słaby.
No i te siły okazywał w swojej rodzinie, którą w jakimś sensie zdominował. No i to, co
wspominam z dzieciństwa, to się ojca głównie bałem. Próbowałem też badać, czy szukać swoich
uczuć.
Moim głównym dominującym uczuciem w relacji z ojcem to był strach. Co on powie, co zrobi,
czy mnie ukaże, jak się zachowam. A rana związana z matką wynikała z tego, że moja mama
oczywiście mężczyzn idealizowała, bo jej ojciec zginął w tragicznych warunkach wojennych.
Idealizowała mężczyzn. Chciała we mnie widzieć długo, długo, długo tego idealnego mężczyzny,
idealnego synka, co mnie narażało na różne też kłopoty.
[Mówca 2]
Bo nie spełniałeś oczekiwań.
[Mówca 1]
Bo nie spełniałem oczekiwań. Coś, co się wydawać może śmieszne, ale z punktu widzenia
dzieciaka kilkunastoletniego było dla mnie też naprawdę takim dramatycznym przeżyciem.
Trudny bardzo.
Pierwsza komunia święta, cały kościół duży, bo to duża dzielnica. Wszyscy moi koledzy z klasy,
chłopcy, koledzy z religii, wszyscy ubrani w fajne granatowe garniturki, bo wtedy tak się
dzieciaki wysyłały do komunii. A moja mama wymyśliła, że ja jedyny będę w białym garniturku.
Mało tego, w krótkich spodenkach. Nagle czułem się jak pingwin wśród kruków. Nagle czułem
się całkowicie wyobcowany.
Mało tego, że wszyscy moi koledzy dostali, to był obowiązek w tamtych czasach, piękny
komunijny zegarek, jakiś tam rosyjski, radziecki, bo to były wtedy jedynie dostępne zegarki.
Więc mieli wielkie, wspaniałe cebule zegarki. A mama wymusiła tam na moich chrzestnych i na
innych, że ja dostałem mały, dziwny, podłużny zegareczek, który wszystkim chłopakom wydawał
się damski, dziewczęcy.
No i oczywiście mnie z tym zegarkiem wyśmiali. Pamiętam, że nigdy tego zegarka nie nosiłem.
No i to poczucie takiego wyobcowania, wstydu w tym ważnym też społecznym doświadczeniu.
Pamiętam, że było jednym z wielu, które składało się na moje doświadczenie takiego właśnie
wyobcowania, odrzucenia, wstydu. Chłopak dostaje dziewczęcy zegareczek, a mama mówiła, no
bo ty masz taką małą rączkę. Ty jesteś taki delikatny.
I chciała mnie widzieć takim delikatnym. No oczywiście nie dogadywała się z ojcem. Ojciec był
przemocowy, ona przeżywała różne rzeczy w roli ofiary.
No i ta rana ojca, rana mamy mnie kształtowała i kształtowała też oczywiście mój obraz
męskości i obraz żeńskości, czyli moją animę, mój software kobiecy.
[Mówca 2]
To jeszcze może powiedzmy o tym softwareze kobiecym. Po co nam ta część, którą Jung nazwał
właśnie animą w przypadku mężczyzny. Czyli każdy z nas, każda istota, każdy człowiek ma
animę i animusa, tylko trochę inne funkcje pełnią.
Bo jeśli jestem kobietą, to mam animusa, czyli ten software męski, który pozwala mi się z
mężczyzną spotykać, rozmawiać, rozumieć w ogóle z jakiego powodu tak, a nie inaczej czegoś
doświadczasz.
[Mówca 1]
Rozumieć nawet zachowania, tak, tą dynamikę, dlaczego mężczyzna właśnie w ten sposób
kicha, kaszle, jem, laska, jak pachnie mężczyzna.
[Mówca 2]
Albo, że ma zarost, tak jak ty nazywasz.
[Mówca 1]
Albo, że ma zarost i że ten zarost na przykład drapie. I to samo jest u chłopsów, jak kobieta się
porusza, zachowuje, jak ona wyraża w swoim ciele swoją emocjonalność. To jest również ten
element software’u.
[Mówca 2]
Tak, dokładnie. I to nam pozwala, w związku z tym, jeśli dobrze mamy rozwiniętą animę i
animusa, czyli te supporty w naszej osobowości, po prostu tworzyć udane relacje. W sytuacji,
kiedy ta anima w przypadku mężczyzny jest niedoskonale rozwinięta, czyli mieliśmy
ograniczone relacje na przykład, albo trudne relacje z matką, no to ona jest, możemy
powiedzieć, taka nierozwinięta, skarlała.
I trochę wtedy nam utrudnia nawiązywanie relacji z kobietami, jeśli jesteśmy mężczyznami. I
oczywiście w przypadku animusa jest dokładnie tak samo. Jeśli on jest gdzieś w obszarze cienia,
czy napawa nas lękiem ta męskość, to będzie nam trudno spotykać się z mężczyznami, tworzyć
udane relacje.
[Mówca 1]
No i właśnie teraz, rana ojca, rana matki, ja wracam do siebie. Mówimy o sobie. Mówimy o sobie
w tym podcaście.
To jest jedna z lekcji, którą też wyniosłem od jednego z moich mistrzów, mentorów, Arnolda
Mindla. Na kilku jego projektach miałem zaszczyt być obecny. I Mindel mówił, zawsze jesteś
psychologiem, jesteś terapeutą, mów prawdę, mów prawdę o sobie.
Świat jest zachłamany. Mamy manipulacje, mamy niewiarygodnych tam różnych polityków,
celebrytów, a ty potrzebujesz mówić prawdę. Więc my staramy się też mówić prawdę o sobie.
No i wracając do rany matki i rany ojca, no to ilekroć ja się stawałem taki twardy, wyrazisty,
dominujący, oceniający, no to pojawia się we mnie lęk, że jestem taki jak ojciec, jak ojciec
raniący. No więc odbijałem się w drugą stronę, a ta druga strona to była matka. Uległa,
manipulująca, chorująca, poprzez chorobę załatwiająca różne sprawy.
Więc kiedy stawałem się taki koncyliacyjny, trochę uległy, współpracujący, to znowu bałem się,
że wejdę w te pozycje ofiary. No i wiele lat mojego życia to było takie kołatanie się od ściany do
ściany. Od pozycji ojca, o matko jestem jak ojciec, jestem przemocowy, nie, nie chcę taki być.
No to wchodzę w jakąś delikatność, uległość, emocjonalność, no to nie, nie mogę być przecież
jakimś tam mazgajem, słabeuszem, nie mogę być tym takim emocjonalnym. Jaki mam być? Jaki
mam być?
No i oczywiście to wszystko wnosimy w związek.
[Mówca 2]
No wnosimy jeszcze inne rzeczy, bo często wnosimy te nasze pragnienia, czyli to czego nie
dostaliśmy w dzieciństwie, to do czego tęskniliśmy, co staraliśmy się zdobyć, dostać od naszych
rodziców, to często mamy te nadzieje na to, że w relacji z drugim człowiekiem, z mężczyzną czy
z kobietą dostanę to czego nie dostałam.
[Mówca 1]
No czyli to jest ten element, który też wybitny psycholog szwajcarski, Jörg Willi nazwał
koluzyjnością, czyli relacją, w której ludzie dobierają się pod kątem swoich ran, a nie pod kątem
swoich tam preferencji, potrzeb czy nawet różnic. Wchodzę w związek mając nadzieję, że w tym
związku moje dziecięce rany zostaną uleczone przez moją partnerkę lub mojego partnera i
dobieramy się pod, jak w Korsumaku, pod kątem ran, czyli tam chodzimy po świecie, gdzieś tam
w pracy, na studiach, na jakichś imprezach. O, to może być moja matka, ta dziewczyna, ta laska,
zaopiekuje się, jak w starej piosence, zaopiekuj się mocno, tak nawet jeśli nie będę chciał.
I często ten dorosły mężczyzna ma w sobie zwolnionego chłopca i ma taką nadzieję, oczywiście
nieświadomą, że ta dziewczyna, ta kobieta ma w sobie tę moc uzdrowienia w nim tego
zwplnionego dziecka. I oczywiście ta historia dotyczy kobiet, jak kobiety koluzyjnie wybierają
swoich partnerów.
[Mówca 2]
Czasami szukają ojca, którego nie miały, czasami szukamy tego partnera, który zaspokoi nasze
deficyty albo powielamy schemat, czyli uczyni mnie kobietą, sprawi, że ja będę bardziej pewna
siebie. Czasami też szukamy takiego partnera, który dostarczy nam, czy da nam to, czego, za
czym my ciągle tęskniliśmy, czyli będzie tym impulsem, tym pomysłem na mnie, bo ja sama nie
wiem, co mam ze swoim życiem zrobić. Ja nie wiem, co to znaczy być kobietą, ja nie wiem, czy ja
jestem kobietą, czy jestem dziewczynką, ja nie wiem w ogóle, czego chcę od swojego życia.
I ten mężczyzna, którego spotykam, ma to wiedzieć, a jak nie wie, to tym gorzej dla niego.
[Mówca 1]
I na początku może być fajnie, bo jest faza romantyczna, jest mnóstwo opiekuńczości.
[Mówca 2]
Mnóstwo hormonów, które temu pomagają.
[Mówca 1]
Staramy się wyczuwać potrzeby tej drugiej osoby, aż do momentu, kiedy okazuje się, że po
pierwsze, mój partner to nie jest mój tatuś, moja partnerka to nie jest moja mamusia. Po
drugie, okazuje się, że wcale tych ran nie możemy uleczyć, bo mamy inne potrzeby, inne
obowiązki, inne zadania, inne pomysły na życie w małżeństwie. No i, a jest jeszcze gorzej,
przecież najgorzej.
Zaczynamy dojrzewać samodzielnie, czyli ta dziewczynka zagubiona, jak ja to mówię czasem
żartem, sarenka, nagle zrobiła jakieś studia, skończyła licencjat, zaczyna zarabiać pieniądze i
myśli sobie, ja już nie potrzebuję tego tatusia, sponsora. A ten facet, który poszukiwał na
przykład mamusi, nagle zaczyna widzieć, że można inaczej budować relację, że jest silny, że ma
swoje własne kompetencje, już nie potrzebuje mamusi, albo przynajmniej nie takiej mamusi,
albo zaczyna rozumieć, że nie po to jest związek dwojga, żeby tam swoje deficyty jakieś zaklejać.
No i nagle zaczyna być konfliktowo, zaczyna być nieprzyjemnie.
Jak ja to mówię, mamy takie dwie listy, ja tobie zawsze, ty mi nigdy. Ja tobie zawsze, ty mi nigdy.
I ona też wyciąga takie dwie listy, ale przecież ja tobie nigdy, a ty mi zawsze.
Robisz, nie robisz, dajesz, nie dajesz. No dobrze, czyli mamy taką sprzeczność nawet w naszym
scenariuszu, że twój pomysł na związek nie narodził się w twojej głowie, ale jednak to twoja
głowa, twój pomysł, twoje przekonania, twój sposób obrazowania wartości decyduje o tym, jak
przebiega ten związek. Jak tę sprzeczność rozwiążesz?
Jak to nazwiesz? Twój związek narodził się w twojej głowie, czy nie narodził się w twojej głowie?
[Mówca 2]
No i tak i nie właśnie, bo często jesteśmy nieświadomi tego, czego się wyuczyliśmy w naszych
rodzinach generacyjnych, czyli jakie schematy, jakimi schematami nasiąknęliśmy. Bo dziecko nie
kwestionuje rzeczywistości, której jest, po prostu traktuje ją jako coś absolutnie obowiązującego
i nawet często, kiedy nie zadajemy sobie pytań, kiedy siebie nie rozwijamy, nie czytamy, nie
poszukujemy, nie zaglądamy tam głębiej. Właściwie jak ja tworzę tę relację?
Co się składa na tą relację? Co to znaczy być kobietą? Co to znaczy być mężczyzną?
Nie zadajemy sobie często takich pytań. Jesteśmy w schemacie, czyli nieświadomie realizuję
relację w taki sposób, jak tworzyli ją moi rodzice na przykład. Nawet jeśli czasami dokonujemy
tego rozwoju własnego, to druga strona może nie chcieć rozwoju, nie rozwijać się.
Więc pomimo naszej zmiany, nie będziemy w stanie wdrożyć zmian, bo ta druga strona wyszła
ze swoimi schematami. I to jest pierwsze. Czyli nie do końca to my tworzymy, ale przekonania,
które mamy na temat relacji, czyli to znaczy, że jeśli zmienię przekonania, czyli rozwijam się,
właśnie na przykład przeczytałam książkę, która stała się inspiracją, zmieniłam część swoich
przekonań, więc to jest w mojej głowie.
Czyli mam na to wpływ.
[Mówca 1]
Czyli znowu wracamy do tego samego, że to świadomość decyduje o jakości naszego życia. Ja
myślę, że zrobimy o tym też osobny materiał, czy to nasz styl życia, nasz byt kształtuje
świadomość, czy też odwrotnie, my dzięki naszej świadomości możemy kształtować nasz byt,
naszą zamożność, majętność, rodzaj relacji. To jest istotny element.
Czyli ty jesteś za tym, że jednak jak stajemy się bardziej świadomi, to możemy budować lepsze
relacje.
[Mówca 2]
Świadomość potrzebujemy z dwóch stron, czyli nie wystarczy, że jedna strona będzie świadoma,
bo ta druga będzie w pozycji dziecka wtedy, czyli ciągle będziemy, trzeba ją uświadomić, trzeba
jej pomóc, bo kiedy się nie rozwijamy wspólnie, to te różnice zaczynają wyostrzać się jeszcze
bardziej. Te poglądy na świat, te mnóstwo rzeczy, które zwykle dyskutowaliśmy, omawialiśmy,
zaczynają się jeszcze większe, czyli jeszcze więcej musimy omawiać różnych tematów, no bo
ktoś, kto zostaje w miejscu ma niezmienne, ma zawsze tak. I teraz ktoś, kto chce innego,
zmiany.
[Mówca 1]
No i ten, kto zostaje w miejscu, niestety albo ściąga tę osobę w dół i mówi, to się zdarzało
naszym pacjentkom, często kobietom, czy klientkom, a kiedy mąż mówi, ja ciebie wolałem starą,
bo ty stara byłaś.
[Mówca 2]
Na przykład uległa.
[Mówca 1]
No albo taka…
[Mówca 2]
Albo taka zaradna.
[Mówca 1]
Albo taka…
[Mówca 2]
Taka silna.
[Mówca 1]
Albo taka silna, albo taka wycofana. Teraz coś zaczynasz tutaj zmieniać, coś stawiać warunki, ja
ciebie wolałem starą. No i teraz cała rzecz polega na tym, że ten, który się wolniej rozwija, czyli
właśnie nie przeczytał książki na jakiś kurs, może mieć tendencję do tego, żeby ściągać w dół,
albo dokona wyboru pod tytułem, też idę tą drogą, podążam, przyłączam.
[Mówca 2]
Albo szukam własnej, ale ona, bo to nie musi być zawsze, zawsze razem robimy. Czyli nie
przyłączam się do tego samego, ale przyłączam się do rozwoju, czyli szukam na siebie pomysłu.
[Mówca 1]
Ale wzorce z rodziny tej generacyjnej, z której wyszliśmy, to nie jest jedyny powód podawania
związku, prawda? Nie tylko z powodu ran ojca, czy matki, czy koluzyjności. No bo my w
Instytucie Kognitywistyki przebadaliśmy różne motywy zawierania związków, czy małżeństwo w
sensie formalnym.
No i na przykład jest taki motyw, omówmy je pokrótce. Mówi się taki motyw, ewolucja, biologia,
prokreacja. Są takie osoby, które bardzo chcą mieć dzieci.
Może to być proces świadomy lub nieświadomy. Są też takie osoby, które są uwięzione, częściej
to się zdarza kobietom, uwięzione w pewnym koncepcie, uwięziona w patriarchacie. Czyli
kobieta, która potrafi być tylko matką, aż matką, wyłącznie matką.
Ona może tam pracować jako urzędnik, szefowa, krawcowa.
[Mówca 2]
Czasami jako pielęgniarka, bo to się spełnia.
[Mówca 1]
Ale głównym jej życiowym zadaniem, interesem jest bycie matką.
[Mówca 2]
I w tym się spełnia, ale nie pełni.
[Mówca 1]
Psychologia to opisuje uwięziona w patriarchacie. Więc właściwie inne rzeczy nie bardzo ją
interesują. Ona chce mieć dzieci, wychowywać dzieci.
Jest taki moment szoku, kiedy dzieci dorosły. No ale co wtedy się dzieje? Ona najczęściej
mobilizuje dzieci, żeby były wnuki i znowu może być matką.
Niebezpieczeństwo dla takich kobiet polega na tym, że one rzeczywiście nie bardzo się spełniają
w innych rolach. Również w roli żony, partnerki, kochanki. To je mniej interesuje.
No i to jest ten moment dziury, kiedy dzieci już dorosły i nie ma się kim opiekować. To dziecko
kolejne trzeba znaleźć. Często tym dzieckiem bywa starzejący się mąż.
[Mówca 2]
Albo rodzic.
[Mówca 1]
Albo rodzic, albo jakaś ciotka czy wujek. Ale doczekajmy do wnuków. Oczywiście powodem
zawierania małżeństwa mogą być deficyty z dzieciństwa.
I małżeństwo będzie taką kontynuacją dzieciństwa. Nam się wydaje, że nasza partnerka czy
partner nam to dzieciństwo w jakimś sensie zrekompensuje. Co jeszcze?
[Mówca 2]
Jak analizowaliśmy to mamy tutaj małą ściągę też i mówimy o tym, że tworzymy relacje też
dlatego, że chcemy podzielać z kimś świat. Czyli wchodzimy w relacje z powodu przyjaźni. Kogoś
po prostu lubimy.
Chcemy z nim podzielać rzeczywistość, bo fajniej jest cieszyć się na przykład wodą. Wspólnie
pijemy i zobaczymy jaka ona jest smaczna. Możemy to podzielać, powielać, powiększać to
doświadczenie.
Bo kiedy mogę powiedzieć o swojej radości, to tej radości jest więcej, bo ty zarażony moją
radością będziesz. Więc on też się radował. Niektórzy wchodzą też po to.
Czyli z powodu przyjaźni, z powodu takiego wspólnego podzielania świata.
[Mówca 1]
No i inny motyw, też niesłychanie interesujący, to jest właśnie wzajemny rozwój. Mamy takie
pary, takie małżeństwa, które się stymulują, pociągają.
[Mówca 2]
Zobacz, tu jest coś ciekawego.
[Mówca 1]
Tu są narty, tu jest jakiś kitesourcing, tu jest jakieś tam pływanie, tu są wycieczki. Więc to te
wspólne zainteresowania, nie tylko w obszarze rozwoju osobistego, czy jakiejś tam psychologii,
czy coachingu, ale również właśnie sport, podróżowanie, kulinaria.
[Mówca 2]
Często wspólne pasje.
[Mówca 1]
Tak. Jeden z naszych klientów powiedział, jeśli małżeństwo już nie może się kochać z różnych
powodów, czy też nie czuje do siebie miłości, to przynajmniej warto, żeby się lubiło, albo miało
wspólne hobby. Tak może być.
Ale też silnym motywem budowania związków jest walka.
[Mówca 2]
Ja ci udowodnię, że jesteś gorsza, gorszy, słabsza.
[Mówca 1]
Albo rywalizujemy.
[Mówca 2]
Czyli stymuluje nas rywalizacja.
[Mówca 1]
Kto zarabia więcej pieniędzy, kto jest bardziej kochanym rodzicem przez wspólne dzieci, kto jest
ważniejszym celebrytą, influencerem, czy youtuberem, kto potrafi zrobić lepiej biznes, kto ma
lepsze relacje z ludźmi. Obszary rywalizacji mogą być bardzo różne. Wydaje nam się to dziwne,
bo mamy znowu taki schemat, taki nawyk, że małżeństwo to jest jednak ta miłość, obrączki,
biała suknia, piękny garnitur.
A powodem i tym co stymuluje ludzi jest właśnie rywalizacja. Z nikim nie lubię tak walczyć jak z
partnerką i z żoną. Jest taka zresztą historia biograficzna.
Słynny amerykański aktor Humphrey Bogart, taka ikoniczna postać kinematografii lat 40-tych,
50-tych i Lauren Bacall ponoć strasznie się kochali, ale się bili. Potrafili się bić. Wracali z rejsu
wspólną żaglówką i mieli podbite oczy.
Więc cały czas byli w takiej intensywnej walce i rywalizacji. I to się rzeczywiście zdarza. Ale
oczywiście również może być kwestia przyjaźni lub opieki.
Czyli ten nawyk opiekowania się z dzieciństwa przenosimy na związek i na małżeństwo.
[Mówca 2]
Ale ta opieka ma inny wymiar niż wtedy, kiedy opiekujemy się tak, jakbyśmy opiekowali się
rodzicem. Czyli tu nie jest ta dyshormonia pomiędzy rodzic i dziecko, bo kiedy zawieramy relacje
z powodu tego impulsu przyjaźni, to często powiązana jest z tym opieka, ale dlatego, że lubię
się o ciebie troszczyć. Czyli wychodzimy i tak z tej przyjaźni.
Lubię, kiedy jest ci miło. Lubię i to działa wzajemnie.
[Mówca 1]
Czy to czasem nie jest twoja historia? Być opiekunką? Oczywiście.
[Mówca 2]
Dlatego też wybrałam taki zawód, który bliższy jest mojej naturze. I zamiast ze sobą walczyć, po
prostu akceptuję to, że lubię, że mam te skłonności, mam te nawyki w pewnym sensie do
opiekowania się ludźmi, światem, zwierzakami. I ja to po prostu akceptuję też w sobie.
Jest to rodzaj siły, motywacji. Czyli co?
[Mówca 1]
Opiekujesz się swoimi partnerami?
[Mówca 2]
Opiekuję się wszystkimi, których włączam do swojego świata, na różnych etapach swojego
życia, w różny sposób. Oczywiście dziś opiekuję się inaczej niż kiedyś. Dwudziestoletnia, nie?
[Mówca 1]
Okej, więc może tak być, że ten element opieki przenosimy też z naszych doświadczeń wczesno
dziecięcych.
[Mówca 2]
Natomiast tu było zagrożenie w przypadku moim, że ja będę tą wieczną opiekunką, czyli tą
wieczną matką dla innych. I oczywiście mam tą skłonność i wiem, że tak jest, ale zamiast walczyć
z tym, to robię z tego dobry użytek, czyli staram się wykorzystać tą naturalną energię i dzięki
temu też skutecznie działać jako coach czy terapeuta. Ale też w swoich relacjach prywatnych
bardzo potrzebuję przyglądać się temu, czy nie zakłócam, nie zaburzam tej energii, bo w relacji
potrzebujemy widzieć dawanie i branie.
Mieć tą zdolność do brania. A ktoś, kto jest uwięziony w tym jednym obszarze, czyli opiekuje się
po to, żeby być wiecznie matką, nie będzie miał możliwości brania.
[Mówca 1]
No i oczywiście może być też tak, że w małżeństwa, zwłaszcza takie, które właśnie mają ten
element takiego rozwoju, samoświadomości, przyciągania się, to są małżeństwa, które się
przyjaźnią. I ta komponenta przyjaźni jest najważniejsza, czyli takiego bycia we wspieraniu się,
rozumieniu, poszukiwaniu własnych rozwiązań.
[Mówca 2]
A kiedy się nie rozumiemy, to co z tym robimy? Czyli uwzględniam, jak się możemy spotkać. Bo
widzę ciebie, bo w przyjaźni widzę ciebie i ty widzisz mnie.
O to chodzi w tym układzie, nie?
[Mówca 1]
No ale powiedzmy sobie, że jeszcze o jednej koncepcji, która też się przewija, jest dość
popularna i ona się przewija w różnych prądach kulturowych i też religijnych, a mianowicie
spotkanie karmiczne. Mniej więcej jakaś jedna trzecia ludzkości wierzy w to, że pobyt na Ziemi
nie jest jedynym. Chrześcijaństwo ma takie przekonanie, że to jest jedyny pobyt na Ziemi, życie
po śmierci jest tym życiem istoty duchowej, ale to jest jedyne życie, jedyne wcielenie.
Ale sporo miliardów ludzi wierzy inaczej. Również w Polsce, bo były robione takie badania nad
religijnością Polaków. To jest kwestia wiary, ale to jest interesujące.
Interesujące przekonanie, które mówi, że spotykamy się karmicznie, więc spotykamy albo
swoich dawnych przyjaciół, dawnych partnerów, dawnych kochanków, albo spotykamy swoich
wrogów dawnych po to, żeby dokończyć jakąś lekcję. My będziemy w naszym podcastie
poruszać takie tematy, które będą gdzieś tam na pograniczu ezotoryki, mistycyzmu i
parapsychologii. Nawet z jednego podstawowego powodu, że kognitywistyka i psychologia
doświadczeń subiektywnych, którą się zajmujemy, opiera się na psychologii narracyjnej.
I my często mówimy, istotne jest to, w co wierzysz. Istotna jest opowieść, którą sobie
opowiadasz o sobie i swoim życiu. My się tym nie zajmujemy, czy to jest obiektywna prawda, czy
to się da odnieść do faktów, czy mamy na to dowody.
Ważne jest to, w jaki sposób narracja, czyli opowieść, pomaga ci dobrze żyć lub cię blokuje.
[Mówca 2]
Czyli jak kształtuje twoje życie ta opowieść i czy jesteśmy jej świadomi, bo często snujemy te
opowieści po wzorcach.
[Mówca 1]
Tak. I to, w co wierzysz. Ta opowieść o sobie, ta narracja jest istotna.
Jeszcze jeden element. To też wybitny kognitywista, Miołam Czomski, lingwista, też twórca
koncepcji językowych, mówi, to nie jest tylko tak, że my wierzymy w opowieści, wierzymy w te
narracje, które nam przekazali nasi rodzice, dziadkowie, nasze otoczenie, nasze środowisko,
kultura, język polski, Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, ale przede wszystkim zostaliśmy
opowiedziani, nas opowiedzieli inni i nam przekazali te historie.
Opowiedzieli nas mama, ojciec, dziadek, babcia, opowiedzieli nas nauczyciele, zostaliśmy
opowiedziani. No i teraz część tej opowieści może być…
[Mówca 2]
Zostaliśmy opowiedziani i nauczeni też, jak mamy opowiadać.
[Mówca 1]
I nauczeni, jak mamy opowiadać. W uproszczeniu, jedni mówią prozą, inni mówią jakimiś tam
treściami poetyckimi, jeszcze inni…
[Mówca 2]
Lapidarnie, krótko.
[Mówca 1]
Lapidarnie, a jeszcze inni opowiadają kryminał o swoim życiu, pełen cierpienia, bólu i
dramatycznych zwrotów akcji. Zostaliśmy opowiedziani. I część tej opowieści może być
spotkanie karmiczne.
Ja lubię taką opowieść buddyjską, z Himalaje, dach świata, wysokie góry, zimno, wieje wiatr, jest
taka właśnie buddyjska stupa, taka jakby mała kapliczka i tam siedzi stary mnich i chowa się
przed tą zawieją, przed tym chłodem i zimnem, żeby dotrzeć do klasztoru. Chwila przerwy,
schował się gdzieś tam w tych załamaniach kapliczki. No i też idzie kobieta z dzieckiem.
I ona też siada, pyta, czy może się też schronić. Ona oczywiście taki. I ona widzi, że tam z boku
leży czaszka osła, więc rozbija tą czaszkę osła, wysuszona taka.
I z tej czaszki robi taki proszek i tym proszkiem naciera sobie skórę z stóp, żeby te stopy się nie
odparzyły, a jednocześnie rozgrzały na tym zimnie. Potem daje pierś oseskowi, niemowlaczkowi
i go karmi. No i w którymś momencie tej całej historii zimno zawieja, nic się nie dzieje, zdaniem
mnicha buddyjskiego mnóstwo się dzieje.
Podbiega pies, który też chce się schronić od zimna, ale ta kobieta rzuca kamienie w tego psa,
więc on tam ucieka, gdzieś się chowa w jakimś załamku skalnym. Nikt się śmieje. W którymś
momencie kobieta pyta, czemu się śmiejesz?
Ach, no bo mam taką zdolność widzenia wcieleń, tak? Mówi kobieta zaciekawiona, to co
zobaczyłeś? No mówi, zobaczyłem, że czaszka tego osła, ten osioł, to w poprzednim wcieleniu
była twoja matka.
No, zdziwiona kobieta. A pies, którego rzuciłaś kamieniem, to w poprzednim wcieleniu był twój
ojciec. A dziecko, pyta kobieta spodziewając się, że historia może się potoczyć dalej.
A dziecko, dziecko to był twój największy wróg. Dziecko, które karmisz piersią. I ta narracja, ta
opowieść buddyjska jest też o tym, co czasami buddyści mówią wprost, wszystkie istoty ludzkie
mogły być, czy też były twoimi matkami.
I to bardzo zmienia też perspektywę, bo to pokazuje, że jesteśmy jednak pewną wspólnotą,
prawda? Że jesteśmy wspólnotą, w której ktoś, kto dzisiaj wydaje ci się obcy, wrogi, może być
kimś, kto wcześniej był bliski. Oczywiście nie musimy w to wierzyć, ale to może nam pozwolić
zmienić optykę w patrzeniu na innych ludzi, na nasze relacje.
No dobrze, a jak to ma się do naszego związku? Mamy różne motywy, które mogą budować
związek i warto te motywy poznać, rozpoznawać i być w nich świadomie. Ale też oczywiście
przemodelowywać nasz związek.
[Mówca 2]
Ja też myślę o tym, że kiedy my się spotykamy w relacjach, to jesteśmy nieświadomi tych
schematów, ale kiedy się rozwijamy, to możemy lepiej wybierać dla siebie. Czyli niektóre
schematy nam służyły. Były dobre, były dobrymi tradycjami w naszej rodzinie i to chcę
zachować, to chcę wnieść, ale robię to świadomie i to jest zupełnie coś innego, niż wtedy, kiedy
odtwarzam mechanicznie to, bo w naszej rodzinie zawsze się tak robiło.
Niektóre schematy mogę nieco zmienić, zaupdatować, można by powiedzieć. Czyli na kanwie
tego, co było w naszej rodzinie, mogę nieco zrobić. Ja na przykład tak jest w przypadku świąt, na
przykład Bożego Narodzenia, czyli nie robię wszystkich potraw, które się robiło, bo nikt tego nie
zjada.
Czyli widzę, obserwuję i trochę zmieniam to dlatego. Może to nie jest, nie wszyscy tak robią,
może to nie jest tak popularne, ale dla mnie osobiście to będzie bardziej służące w mojej
rodzinie, bo ja nie będę taka zmęczona przygotowywaniem tej świątecznej uczty, bo też
uwielbiam gotować. To mam na myśli, kiedy my zaczynamy, czyli nadal robię te ważne potrawy.
U mnie na przykład w rodziny święta jest barszcz czerwony z łóżkami. W innych rodzinach jest
zupa grzybowa. I to też bardzo późno odkryłam, że w innych rodzinach nie był barszcz czerwony
z łóżkami.
I teraz my mamy te spotykamy się i na przykład możemy uzgodnić. U mnie ważna była ta zupa,
mój mąż mówi, bo u mnie ważna była ta zupa grzybowa. Mogę zrobić zupę grzybową i barszcz
albo możemy podjąć decyzję, które.
Czyli zmieniamy trochę ten wzorzec. I o to mi chodzi, że część tematów będzie dobra i nam
będzie służyła, część wymaga takiego odświeżenia, odnowienia, a część wymaga kompletnej
zmiany. I do tego potrzeba tej świadomości.
[Mówca 1]
No i jeszcze jeden aspekt, może też potrzebujemy poświęcić temu osobny odcinek pewnie. To
jest intymność, to jest seksualność. Jeden z naszych mentorów powiedział kiedyś, że w łóżku
dwojga kochanków jest cała banda innych ludzi, bo jest były partner, czy był mąż tej kobiety.
Są były dziewczyny, czy były kochanki tego mężczyzny. Ale przede wszystkim jest tam ojciec i
matka obojga. No i jest jeszcze jeden aspekt, któremu być może poświęcimy jakiś osobny
odcinek, bo jest tego warta może nawet kilka.
To jest intymność, to jest seksualność. To jest ten moment, kiedy jesteśmy w bliskości
romantycznej, intymnej. Jeden z naszych mentorów powiedział, że w łóżku dwojga kochanków
nie ma tylko tej dwójki, jest cała gromada ludzi, bo jest jakaś była dziewczyna, czy była
partnerka tego mężczyzny.
Jest jakiś kochanek, czy był mąż, czy był partner, czy wielu partnerów tej kobiety. Jest mama i
tata jednego i drugiego. Są teściowie, są jacyś terapeuci, być może jacyś seksuologowie.
Jest pewnie też ksiądz proboszcz, spowiednik, rabin i ktoś tam jeszcze. Oczywiście oni są w
głowach tych ludzi. Są w tym łóżku, w tym doświadczeniu.
[Mówca 2]
W tych narracjach, które przejęliśmy.
[Mówca 1]
W tych narracjach, które przejęliśmy. I to jest to ogromne ciśnienie, które wkładamy w naszą
intymność i seksualność, które powoduje, że znowu tam nie jesteśmy ze sobą dla siebie, tylko
jesteśmy obciążeni pomysłami, wzorcami, złymi, dobrymi doświadczeniami. Porównujemy się.
W takich badaniach włoskich dziewczynek dorastających, które miały wejść w życie intymne, czy
je podejmowały, to najważniejszym elementem było to, co powie nam na temat mojego
wyglądu, mojej depilacji, mój partner i mój chłopak. Czyli wchodzimy z takim lękiem w tę
intymność. Więc jeden z elementów samoświadomości to jest, jak my to mówimy, wygoń tych
wszystkich obcych ze swojego łóżka.
Bądź tam tak naprawdę ze sobą i dla siebie, ze swoim partnerem i ze swoją partnerką, bo to jest
taki moment najtrudniejszy. W ogóle miłość jest takim najtrudniejszym momentem.
[Mówca 2]
Chociaż jej najbardziej pragniemy.
[Mówca 1]
Bo miłości najbardziej pragniemy, ale miłość nas obdarza. To jest ten moment, kiedy musimy,
jak ja to mówię brutalnie, ściągnąć gacie i stanąć w tej swojej nagości psychicznej i fizycznej
wobec drugiej osoby. No dobrze, a co będzie ukojeniem w związku?
Jakie mamy kojące możliwości, żeby to nasze małżeństwo rozwijało się dobrze?
[Mówca 2]
My często rekomendujemy, kiedy ktoś przychodzi i chce pracować nad relacją. Nie zawsze dwie
strony chcą pracować. Czasami trzeba podjąć decyzję.
Zobaczyliśmy te schematy i one nam służą. Niektóre, inne nie. I teraz, czy nasz związek
potrzebuje tego remontu?
Czyli możemy podjąć decyzję o tym, że pracujemy nad relacją. Czasami nie da się pracować, bo
do pracy trzeba dwie strony, które będą tę pracę wykonywały. Czasami ktoś nie chce i ma do
tego prawo.
Nie możemy zmuszać kogoś do rozwoju. To się po prostu nie powiedzie. Inna droga to jest to,
że my możemy dostosować się do tego, co jest.
Uznać, że nie wszystko nam służy. Nie wszystko jest dobre. Ale nauczyć się, jak zmniejszać ten
ból.
Ktoś jest cyniczny, złośliwy, nieprzyjemny. Jak mogę sobie z tym radzić, żeby na co dzień nie
doświadczać takiego obciążenia emocjonalnego, przykrości, smutku, żalu? Co mogę z tym
robić?
Trochę czasami żartujemy, że to jest takie… Mnie i bolą mnie te kajdany w tym związku.
Natomiast czasami potrzebujemy podjąć decyzję, to jest moment na rozstanie.
Rozstańmy się dobrze, bo to też wymaga pracy.
[Mówca 1]
Dobre rozstanie, odejść. Odejść ekologicznie. W takim rozumieniu ekologii, jako takiego
zadbania o siebie, o swoje emocje, o emocje innych.
[Mówca 2]
Dlaczego to jest ukojeniem? Z jakiego powodu te trzy drogi, które możemy podjąć decyzję, co
wybieram ja, co wybierasz ty, czy my się z tym spotykamy? Z jakiego powodu to mogłoby być
ukojeniem?
[Mówca 1]
Ja przez wiele lat pracowałem też jako terapeuta małżeński. Najczęściej z jakimiś koleżankami,
bo to dobrze, kiedy para prowadzi parę. I pamiętam kiedyś taką refleksję i być może dlatego
przestałem prowadzić terapie małżeńskie.
Taką refleksję, że jedno z dwojga w tej parze małżeńskiej było tak toksyczne, dysfunkcyjne i tak
okropne. Ja mówiłem do tych moich koleżanek, wiesz co, ale my tak naprawdę tej dziewczynie
powinniśmy powiedzieć uciekaj, po prostu ten facet cię niszczy. To widać, on nie chce nic zrobić
dla tego związku.
No ale z powodów etycznych i pewnego modelu terapeutycznego, w którym pracowaliśmy, nie
wolno nam było tego zrobić. W innej sytuacji mamy mężczyznę, który podejmuje próby, stara
się, jest na piątej, dziesiątej terapii, robi ćwiczenia, a jego żona, będę go w poczucie winy, jest
drapieżna, rywalizacyjna, agresywna, nawet agresywna fizycznie wobec niego. I znowu, być
może powinniśmy powiedzieć, chłopie, daj w ogóle, zgub swój numer telefonu, dowód osobisty,
uciekaj.
No ale tego nie mówiliśmy. No bo założeniem modelowym było to, że jednak ta para ma sobie
budować różne możliwości i szanse. Ale w podcaście mogę to powiedzieć.
Jeśli masz poczucie, że jesteś w bardzo toksycznym związku i podejmowałaś, czy też
podejmowałaś różne próby przebudowania relacji, nawiązania relacji, ale masz poczucie, że
jesteś w relacji z kimś, kto jest bardzo dla ciebie raniący i że pewne rzeczy zaszły za daleko. Nie
tylko do błękitnej linii, gdzie trzeba wzywać pomoc już taką, nie wiem, policyjną, tak? Ale do
takiego momentu, gdzie twoje życie psychiczne jest już bardzo zagrożone, załamane, a również
fizyczne, a również bezpieczeństwo twoich dzieci, no to uciekaj.
[Mówca 2]
To czasami nie ma innej drogi. Trzeba podjąć decyzję, że…
[Mówca 1]
Ale też w naszych książkach o tym pisaliśmy. Mądrze odejść. No i to coś, myślę, na koniec może
być takim ukojeniem.
Jeszcze zresztą do tematu małżeństwa będziemy wracać. To oczywiście można nic nie robić.
Życie i tak pozamiata.
Można przebudowywać związek, ale to wymaga, dwojga wymaga pewnego wysiłku. Można, a
czasami należy, a czasami trzeba odejść, uciec z danej relacji, ale to też trzeba zrobić mądrze. W
porozumieniu z psychologiem, w porozumieniu z mądrym coachem, w porozumieniu z dobrym,
efektywnym prawnikiem.
Trzeba mądrze zrobić. Każdą z tych rzeczy trzeba zrobić mądrze. No chyba, że pozostajemy w
starych dekoracjach i wtedy życie pozamiata.
[Mówca 2]
Pozamiata, ale to oznacza, jakie koszty zapłacę. Czyli z każdą z tych trzech dróg potrzebujemy
zobaczyć zyski, co ja dostanę, co ja zyskuję i jakie koszty płacę. Bo każda z tych trzech dróg,
które wymieniliśmy, będzie miała te swoje koszty i będzie miała swoje zyski.
Co dla nas będzie tym atrakcyjnym rozwiązaniem, tym dobrym rozwiązaniem. Bo tutaj nie ma
jednej odpowiedzi. Zrób tak albo nie rób tego.
Każdy z nas potrzebuje spojrzeć na siebie, na swoją relację bardzo subiektywnie. Czyli jak my to
przeżywamy, jak my tego doświadczamy.
[Mówca 1]
Jeśli czujesz się w jakimś sensie zapętlony, zapętlona, uwięziony, to to, co jest ukojeniem od nas,
to jest to, że możesz naprawdę w życiu wiele zmienić. Że te zmiany są możliwe, że są też ludzie,
instytucje, które pomagają w różnych momentach relacji. No i możesz wiele zmienić, a ta
zmiana może przynieść sporo wewnętrznej równowagi i ukojenia.
Tylko te zmiany trzeba przeprowadzić mądrze, czyli wpuścić tam światło świadomości.
Dziękujemy bardzo. Anna Jera i Maciej Benewicz zapraszamy na kolejne podcasty.
Będzie jeszcze o małżeństwach. Będziemy ten temat rozwijać, o relacjach, o partnerstwie.
Dziękujemy, że słuchasz podcastu Ukojenia, że jesteś z nami w czasie tych szczególnych,
osobistych rozmów.
[Mówca 2]
Jeśli zainteresował Ciebie ten odcinek, zapraszamy na naszą stronę. Znajdziesz tam ćwiczenie i
dodatkowe materiały do pobrania oraz wartościowe treści na stronie www.instytutbenewicz.pl
w zakładce podcast.
[Mówca 1]
Zapisz się także na nasz newsletter. Otrzymasz dostęp do narzędzi rozwojowych oraz
informacje o kursach.
[Mówca 2]
A jeśli chcesz nam pomóc dotrzeć do osób, które również mogą potrzebować ukojenia,
zasubskrybuj podcast, zostaw ocenę i poleć go bliskim.
[Mówca 1]
To dla nas naprawdę ważne. Dzięki Tobie ta przestrzeń może się rozwijać.
[Mówca 2]
Zasługujesz na ukojenie, na głęboką, prawdziwą równowagę i wewnętrzny spokój.
[Mówca 1]
Do usłyszenia

Bądź na bieżąco z podcastem Ukojenie!