Dlaczego Polacy nie ufają władzy? Historia, która wciąż działa w naszych emocjach

Dlaczego Polacy nie ufają władzy? Dlaczego tak często mamy poczucie, że decyzje zapadają gdzieś „nad naszymi głowami”? Dlaczego elity budzą podejrzliwość, a słowa takie jak „inteligencja”, „wykształcenie” czy „autorytet” łatwo stają się częścią społecznego sporu?

To nie jest wyłącznie pytanie polityczne. To także pytanie o pamięć, historię, rodzinne opowieści, doświadczenie wykluczenia i sposób, w jaki przez pokolenia uczymy się zaufania albo nieufności.

Polska nieufność wobec władzy ma wiele warstw. Można patrzeć na nią przez pryzmat współczesnych sporów, ale można też zejść głębiej: do historii klasowej, pańszczyzny, zaborów, wojny, komunizmu, transformacji, szkoły, lokalnych wspólnot i rodzinnych przekazów o tym, komu można ufać, a przed kim lepiej się chronić.

W tym sensie pytanie „dlaczego Polacy nie ufają władzy?” nie dotyczy wyłącznie państwa, rządu czy instytucji. Dotyczy również emocjonalnego dziedzictwa. Tego, co zostało zapisane w języku, zwyczajach, odruchach, lękach i przekonaniach przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Nieufność wobec władzy nie bierze się znikąd

Zaufanie społeczne nie jest cechą, którą człowiek po prostu ma albo której nie ma. Uczymy się go w rodzinie, w szkole, w relacjach, w kontakcie z instytucjami i w opowieściach, które słyszymy od bliskich.

Uczymy się, czy świat jest miejscem przewidywalnym, czy raczej takim, w którym trzeba uważać. Czy władza chroni, czy wykorzystuje. Czy autorytet prowadzi dialog, czy narzuca swoje racje. Czy instytucja jest po to, by wspierać, czy raczej po to, by kontrolować.

W polskim doświadczeniu historycznym bardzo długo władza nie kojarzyła się z troską o wspólnotę. Dla ogromnej części społeczeństwa kojarzyła się raczej z przymusem, daniną, hierarchią i brakiem wpływu.

To doświadczenie nie musi być dziś pamiętane wprost. Może wracać jako emocjonalny odruch: „oni i tak zrobią swoje”, „zwykły człowiek się nie liczy”, „lepiej się nie wychylać”, „trzeba kombinować, bo system nie jest po naszej stronie”.

Pan, wójt i pleban — stary układ władzy w polskiej wyobraźni

W polskiej kulturze istnieje mocny obraz władzy rozpiętej między panem, wójtem i plebanem. Pan symbolizuje właściciela, ziemianina, klasę posiadającą. Wójt — lokalną administrację, urząd, porządek wspólnotowy. Pleban — autorytet moralny, duchowy i społeczny.

A gdzie w tym wszystkim jest zwykły człowiek?

Często pozostaje w tle. Jest tym, o kim się mówi, ale z kim nie zawsze się rozmawia. Tym, kto pracuje, płaci, podporządkowuje się, ponosi konsekwencje i rzadko ma realny wpływ na reguły gry.

Ten obraz dobrze tłumaczy współczesną podejrzliwość wobec elit. Jeżeli przez pokolenia władza była czymś zewnętrznym, odległym i narzuconym, trudno później spontanicznie poczuć, że instytucje są „nasze”. Trudno zaufać komuś, kto mówi językiem wyższości, nawet jeśli mówi rzeczy rozsądne. Trudno uwierzyć, że autorytet naprawdę służy, jeśli w zbiorowej pamięci autorytet częściej wymagał, oceniał, karał albo pobierał należność.

Chłopskie korzenie i dziedzictwo pańszczyzny

Znaczna część współczesnych Polek i Polaków ma korzenie ludowe. To znaczy, że historia chłopska nie jest marginalnym dodatkiem do polskiej tożsamości. Jest jej głębokim fundamentem.

Pańszczyzna przez wieki kształtowała relacje społeczne na ziemiach polskich. Była systemem zależności, w którym chłop nie miał pełnej podmiotowości, a jego praca, czas, ciało i możliwości życiowe były podporządkowane interesom właściciela. W takim świecie trudno było uczyć się zaufania do władzy.

Władza nie była abstrakcyjną instytucją. Była bardzo konkretna: pan, dwór, nakaz, obowiązek, kara, dziesięcina, zależność.

To doświadczenie mogło zostawić w kulturze głębokie przekonanie, że ten, kto jest „wyżej”, niekoniecznie wie lepiej. Czasem po prostu ma więcej siły. Ma lepszy język. Ma dokumenty, pieczęcie, urząd, ambonę, szkołę, kapitał. Może nazwać rzeczywistość po swojemu, a ten, kto jest niżej, musi się dostosować.

Nieufność wobec elit może więc być nie tylko niechęcią do wykształcenia czy kompetencji. Może być także pamięcią upokorzenia. Odruchową reakcją na ton wyższości. Lękiem, że za eleganckim językiem znów kryje się interes tych, którzy są bliżej centrum władzy.

Dlaczego słowo „elita” tak łatwo budzi opór?

W dobrze działającej wspólnocie elita oznacza odpowiedzialność. Ktoś wie więcej, więc może służyć innym. Ktoś ma kompetencje, więc pomaga porządkować rzeczywistość. Ktoś posiada autorytet, więc bierze na siebie więcej, a nie ustawia się ponad innymi.

Problem zaczyna się wtedy, gdy elita przestaje być kojarzona z odpowiedzialnością, a zaczyna być kojarzona z pogardą. Gdy wykształcenie brzmi jak odklejenie od życia. Gdy język ekspercki staje się sposobem dystansowania się od „zwykłych ludzi”. Gdy wrażliwość klasowa zostaje zastąpiona oceną.

Wtedy słowo „inteligencja” przestaje być neutralne. Zaczyna brzmieć podejrzanie, klasowo albo politycznie. Pojawiają się określenia ironiczne, pogardliwe, dzielące. Zamiast rozmowy pojawia się zawstydzanie albo kontratak.

A tam, gdzie pojawia się wstyd i poczucie niższości, trudno o dialog. Łatwiej o obronę.

Zmiany narzucone z zewnątrz a poczucie braku wpływu

Polska historia pełna jest zmian, które dotyczyły ludzi bardzo głęboko, ale nie zawsze były przez nich współtworzone. Zabory, uwłaszczenie, wojna, przesunięcie granic, reforma rolna, komunizm, transformacja gospodarcza — każdy z tych procesów zmieniał życie milionów osób.

Część tych zmian przynosiła realne korzyści. Powszechniejszy dostęp do edukacji, awans społeczny, elektryfikacja wsi, rozwój opieki zdrowotnej, zmiana sytuacji kobiet, nowe możliwości zawodowe — to wszystko stało się częścią nowoczesnej historii Polski.

Ale wiele z tych zmian przychodziło z zewnątrz albo z góry. Nie zawsze wynikały z demokratycznie przeżytej, wspólnej decyzji. Często były narzucone przez obce państwa, system polityczny, aparat administracyjny albo model gospodarczy, który należało przyjąć i szybko się do niego dostosować.

To rodzi paradoks: społeczeństwo może być beneficjentem zmiany, a jednocześnie nie czuć się jej podmiotem. Może korzystać z awansu, a jednocześnie nie mieć poczucia sprawstwa. Może żyć w nowych warunkach, ale emocjonalnie nadal czuć, że „ktoś coś z nami robi”.

A jeśli zmiana przychodzi z zewnątrz, nawet gdy przynosi korzyść, nie zawsze buduje zaufanie. Czasem utrwala przekonanie: ktoś nas urządza, ktoś wie lepiej, ktoś przesuwa granice naszego życia, a my mamy się dostosować.

Edukacja: droga awansu czy lekcja podporządkowania?

Szczególne miejsce w historii zaufania zajmuje edukacja. Z jednej strony to właśnie szkoła była dla wielu rodzin drogą awansu, wyjścia z biedy, zdobycia języka, pozycji i nowych możliwości. Z drugiej strony edukacja często powielała hierarchiczny model władzy.

Nauczyciel wie, uczeń ma słuchać. Ministerstwo ustala, szkoła wykonuje. Podstawa programowa mówi, co jest ważne. Dziecko ma się podporządkować.

Taki system może dawać wiedzę, ale nie zawsze uczy dialogu. Może uczyć poprawnej odpowiedzi, ale niekoniecznie pytań. Może uczyć dopasowania, ale nie zawsze samodzielności. Może wzmacniać przekonanie, że autorytet to ktoś, kto stoi wyżej i ocenia, a nie ktoś, kto zaprasza do myślenia.

Jeżeli przez lata uczymy się, że ważne decyzje przychodzą z góry, a naszą rolą jest je odtworzyć, trudno później budować społeczeństwo oparte na współodpowiedzialności. Trudno ufać instytucjom, jeśli instytucje kojarzą się głównie z kontrolą. Trudno ufać ekspertom, jeśli eksperckość była podawana językiem wyższości.

Nieufność wobec władzy zaczyna się czasem dużo wcześniej niż przy urnie wyborczej. Zaczyna się w ławce szkolnej, w urzędzie, w rodzinie, w miejscu pracy — wszędzie tam, gdzie człowiek czuje, że nie jest partnerem rozmowy, tylko przedmiotem decyzji.

Podziały społeczne i język „my” kontra „oni”

Współczesna nieufność wobec władzy bardzo często łączy się z poczuciem braku wpływu. Ludzie mogą mieć formalne prawa, ale wewnętrznie nadal czuć, że prawdziwe decyzje zapadają gdzie indziej. W Warszawie. W instytucjach. W partiach. W korporacjach. W mediach. W środowiskach, do których „my” nie należymy.

Stąd tak łatwo uruchamia się język „oni” i „my”.

Oni — elity, politycy, eksperci, urzędnicy, wykształceni, bogatsi, medialni. My — zwykli ludzie, którzy muszą sobie poradzić, nie dać się oszukać, zachować ostrożność.

Ten podział bywa uproszczony, ale emocjonalnie jest bardzo silny. Daje poczucie tożsamości, lecz jednocześnie pogłębia nieufność. Kiedy świat dzieli się na „naszych” i „obcych”, każda różnica zaczyna wyglądać jak zagrożenie. Każdy dialog może zostać odebrany jako próba manipulacji. Każdy autorytet może zostać uznany za kogoś, kto chce narzucić swoją wersję świata.

Tak powstaje błędne koło: im mniej zaufania, tym mniej rozmowy. Im mniej rozmowy, tym więcej podejrzeń. Im więcej podejrzeń, tym mocniej zamykamy się we własnym obozie.

Zaufanie społeczne zaczyna się od zaufania do siebie

Nieufność wobec władzy, elit i instytucji nie znika tylko dlatego, że ktoś pokaże dane albo wygłosi dobry argument. Zaufanie nie jest wyłącznie poglądem. Jest także stanem wewnętrznym.

Dlatego tak ważny jest dialog ze sobą. Uznanie własnych korzeni, także tych trudnych. Zobaczenie, co w historii rodziny było ciężarem, a co zasobem. Co było plewą, a co ziarnem. Co nas ograniczało, a co może stać się siłą.

Człowiek, który wstydzi się własnego pochodzenia, łatwo przeżywa świat jako miejsce oceny. Człowiek, który nie ufa swojej wartości, może odbierać cudzą odmienność jako atak. Człowiek, który czuje się gorszy, często musi komuś udowodnić, że to on ma rację.

Zaufanie do siebie nie oznacza pychy. Oznacza wewnętrzną zgodę na to, że moje doświadczenie się liczy. Moja historia ma znaczenie. Moje pochodzenie nie musi mnie zawstydzać. Nie muszę być elitą, żeby być mądrym. Nie muszę mieć racji we wszystkim, żeby wejść w dialog.

Dopiero z takiego miejsca można spotkać drugiego człowieka bez natychmiastowej obrony.

Dialog nie polega na przekrzykiwaniu

Dialog nie może istnieć tam, gdzie jedna strona ma absolutną pewność swojej racji. Zaczyna się dopiero wtedy, gdy pojawia się gotowość uznania, że drugi człowiek może mieć inną opowieść, inne doświadczenie, inny sposób widzenia świata.

To nie znaczy, że wszystko jest względne. Nie znaczy, że każda opinia ma taką samą wartość. Nie znaczy, że trzeba rezygnować z wiedzy, faktów i odpowiedzialności.

Oznacza jednak, że bez ciekawości drugiego człowieka nie da się odbudować zaufania.

Polska nieufność wobec władzy ma długą historię. Nie zmieni jej jedno hasło, jedna kampania, jedna zmiana polityczna ani jedno pokolenie. Ale można ją stopniowo rozbrajać tam, gdzie zaczyna się codzienne życie: w języku, w szkole, w rodzinie, w pracy, w lokalnych wspólnotach i w sposobie prowadzenia rozmowy.

Nieufność często mówi: uważaj, bo ktoś cię wykorzysta. Zaufanie mówi: mogę podjąć ryzyko spotkania, bo mam w sobie wystarczająco dużo oparcia.

Podsumowanie

Polska nieufność wobec władzy nie jest wyłącznie efektem bieżących sporów. Ma głębsze korzenie: w historii klasowej, doświadczeniu pańszczyzny, zaborach, zmianach narzucanych z zewnątrz, edukacji opartej na hierarchii i poczuciu, że zwykły człowiek zbyt często był pomijany.

Ta historia nie musi być jednak tylko ciężarem. Może stać się źródłem rozumienia. Kiedy umiemy zobaczyć własne korzenie bez wstydu i bez idealizacji, łatwiej oddzielić to, co było krzywdą, od tego, co może stać się zasobem.

Zaufanie do świata zaczyna się od zaufania do siebie. Od uznania, że moje doświadczenie się liczy, ale nie jest jedyną prawdą. Że druga osoba może mieć inną historię. Że dialog nie odbiera siły, tylko pozwala budować wspólnotę.

Być może właśnie tam zaczyna się odpowiedź na pytanie, dlaczego Polacy nie ufają władzy — i co możemy z tym zrobić dalej.

🎧 Jeśli ta tematyka jest Ci bliska, zapraszamy Cię do podcastu „Ukojenia”.

 

UKOJENIA to przestrzeń rozmów Anny i Macieja Jera-Bennewicz. Mówimy o zmysłach, świadomości, sztuce i codziennym byciu razem. Dźwięk, który otula. Słowa, które budzą. Jesteśmy na Spotify, Apple Podcasts i YouTube.

Zapisz się do newslettera UKOJENIA, aby:

✔️ otrzymywać materiały do pobrania – ćwiczenia i refleksje do każdego odcinka,

✔️ mieć dostęp do inspiracji i narzędzi rozwojowych, których nie publikujemy nigdzie indziej,

✔️ nie przegapić żadnego nowego odcinka.