Dlaczego mężczyźnie tak trudno odejść z toksycznego związku?

 

„Dlaczego nie potrafię odejść?”, „Dlaczego ciągle wracam?”, „Czy to ze mną jest coś nie tak?”

To jedne z najczęstszych pytań, jakie słyszę od mężczyzn, którzy tkwią w relacjach wyniszczających emocjonalnie. W relacjach pełnych manipulacji, szantażu emocjonalnego, pogardy, a czasem także przemocy psychicznej czy fizycznej. Relacjach, które w języku potocznym nazywa się toksycznymi.

W 7. odcinku podcastu „Mężczyzna i wampirzyca” mówiliśmy o archetypie wampirycznej relacji, w której jedna strona wysysa energię drugiej, karmiąc się jej poczuciem winy, odpowiedzialnością i lękiem. To metafora, ale bardzo trafna. W takich układach mężczyzna często czuje się osaczony, bezradny i jednocześnie… odpowiedzialny za wszystko.

Dlaczego tak trudno odejść z takiej relacji?

Toksyczny związek a męski wstyd

Jednym z powodów jest wstyd. W naszej kulturze mężczyzna ma być silny, odporny, sprawczy. Ma „wytrzymać”. Ma sobie poradzić. Ma nie narzekać. Kiedy doświadcza przemocy psychicznej, manipulacji, upokorzenia czy nawet przemocy fizycznej ze strony partnerki, często nie mieści mu się to w obrazie siebie.

Mężczyzna ofiara przemocy to temat, o którym wciąż mówi się niewiele. A przecież zdarzają się sytuacje, w których to kobieta kontroluje, poniża, stosuje szantaż emocjonalny, grozi odebraniem dzieci, manipuluje seksualnością, wykorzystuje chorowanie jako narzędzie wpływu. Zdarza się przemoc fizyczna. Zdarza się gaslighting – podważanie rzeczywistości drugiej osoby.

Mężczyzna w takiej relacji często milczy. Bo jak przyznać się do tego, że nie radzę sobie w domu? Że jestem kontrolowany? Że się boję? Wstyd zamyka usta. A milczenie pogłębia izolację.

Rana matki – niewidzialne źródło uzależnienia

Drugi powód jest głębszy. W moich książkach i pracy terapeutycznej często mówię o tak zwanej ranie matki. To nie jest oskarżenie wobec matek. To opis relacyjnego deficytu, który powstaje między chłopcem a ważną kobietą w jego dzieciństwie.

Jeśli chłopiec nie doświadczył bezwarunkowej akceptacji, jeśli był warunkowo kochany, jeśli musiał zasługiwać na uwagę, jeśli jego emocje były bagatelizowane, w jego psychice powstaje głód. Głód uznania, bliskości, aprobaty.

Dorosły mężczyzna nie pamięta tego świadomie. Ale jego wybory relacyjne bywają próbą naprawienia tamtej historii. Spotyka kobietę silną, dominującą, wymagającą – i nieświadomie próbuje udowodnić, że tym razem zasłuży na miłość. Spotyka kobietę „sarenkę”, bezradną, potrzebującą opieki – i próbuje stać się bohaterem, którego kiedyś sam potrzebował.

To, co miało być miłością, bywa koluzją. Dwoje ludzi spotyka się nie po to, by tworzyć dojrzałą relację, ale by leczyć swoje deficyty. A deficyty nie leczą się przez zależność.

Mechanizmy manipulacji, które wiążą mocniej niż miłość 

Toksyczna relacja rzadko zaczyna się od przemocy. Często zaczyna się od intensywności. Od silnej więzi, namiętności, poczucia wyjątkowości. Później pojawiają się subtelne sygnały: krytyka, podważanie kompetencji, ironia, chłód emocjonalny, nagłe wybuchy.

John Gottman nazwał cztery destrukcyjne wzorce „czterema jeźdźcami apokalipsy”: krytykę, pogardę, defensywność i obojętność. Pogarda jest szczególnie niszcząca. Wystarczy jeden gest, jedno spojrzenie, jedno zdanie wypowiedziane z wyższością, by podkopać fundament relacji.

W relacji wampirycznej dochodzą do tego inne mechanizmy: szantaż emocjonalny, kupczenie seksem, groźba odebrania dzieci, granie rolą ofiary, chorowanie jako forma kontroli, naprzemienne zbliżanie i odrzucanie. Mężczyzna może słyszeć, że jest niewystarczający, że zawodzi, że bez niego partnerka sobie nie poradzi – a jednocześnie, że to on jest winny jej cierpienia.

Z czasem powstaje emocjonalna pułapka. Każda próba odejścia wywołuje kryzys. Pojawiają się łzy, obietnice, czułość, skrucha. Potem znów napięcie. I tak w kółko. To emocjonalna sinusoida, która uzależnia.

Dlaczego mężczyzna czuje się odpowiedzialny za jej cierpienie?

Wielu mężczyzn nosi w sobie przekonanie, że to ich rolą jest chronić kobietę. Jeśli partnerka cierpi, choruje, płacze, mówi, że bez niego nie da sobie rady – uruchamia się mechanizm opiekuna. Odejście zaczyna być postrzegane jako zdrada, słabość, porażka.

Do tego dochodzi lęk przed oceną społeczną. „Jak możesz zostawić chorą kobietę?” „Jak możesz odejść od matki swoich dzieci?” „Co z ciebie za mężczyzna?” Takie komunikaty potrafią skutecznie sparaliżować.

Mężczyzna zaczyna wierzyć, że musi wytrzymać. Że to jego obowiązek. Że jeśli odejdzie, będzie egoistą. W rzeczywistości często jest tak, że im dłużej trwa w toksycznym układzie, tym bardziej niszczy siebie i swoje dzieci.

Czy można uratować taki związek?

Często pada pytanie: czy da się naprawić toksyczny związek? Odpowiedź brzmi: czasem tak, ale tylko wtedy, gdy obie strony są gotowe zobaczyć swój udział w problemie. Gdy jest refleksja. Gdy pojawia się gotowość do terapii, do pracy nad sobą, do przyjęcia odpowiedzialności.

Jeśli jedna strona uważa, że wszystko robi dobrze, a problem leży wyłącznie w partnerze, zmiana jest bardzo trudna. Można wtedy pracować nad sobą, odzyskiwać granice, wzmacniać poczucie wartości. To może przynieść ulgę, ale nie zawsze zmieni dynamikę relacji.

Jak odejść z toksycznego związku mądrze?

Odejście nie jest aktem impulsywnym. Powinno być decyzją przemyślaną i przygotowaną. Wymaga wsparcia – terapeutycznego, prawnego, finansowego. Wymaga planu. Wymaga odwagi.

Najtrudniejsze jest to, że osoby o skłonnościach manipulacyjnych nie lubią być porzucane. Mogą reagować agresją, szantażem, oczernianiem. Dlatego tak ważne jest, by nie działać pod wpływem chwilowej emocji, lecz budować zaplecze: bezpieczne miejsce, wsparcie specjalistów, realny plan kontaktu z dziećmi.

Odejście może być aktem wolności. Nie porażką, lecz dojrzałą decyzją o ochronie siebie. Czasem najzdrowszą rzeczą, jaką można zrobić dla siebie i dla dzieci, jest wyjście z relacji, która opiera się na kontroli, a nie na miłości.

 

Podsumowanie: ukojenie zaczyna się od prawdy

Jeśli zadajesz sobie pytanie, czy jesteś w toksycznym związku, to już jest sygnał. Jeśli czujesz, że twoja energia życiowa znika, że ciągle jesteś winny, że twoje potrzeby nie mają znaczenia, że żyjesz w lęku – warto się zatrzymać.

Nie chodzi o demonizowanie kobiet. Nie chodzi o walkę płci. Chodzi o zobaczenie mechanizmu. Toksyczna relacja to nie kwestia płci, lecz dynamiki. Mężczyzna może być ofiarą. Kobieta może być ofiarą. W obu przypadkach potrzebna jest odwaga, by nazwać rzeczy po imieniu.

Ukojenie nie polega na wytrzymywaniu wszystkiego. Ukojenie zaczyna się od uznania własnego bólu. Od zobaczenia swojej rany. Od zintegrowania historii, która popycha nas w relacje oparte na zależności.

Czasem pierwszym krokiem nie jest odejście. Pierwszym krokiem jest przyznanie przed sobą: to mnie rani. A z tego miejsca można zacząć budować nowe życie. Takie, w którym miłość nie oznacza kontroli, a bliskość nie kosztuje utraty siebie.

🎧 Jeśli ta tematyka jest Ci bliska, zapraszamy Cię do podcastu „Ukojenia”.

 

UKOJENIA to przestrzeń rozmów Anny i Macieja Jera-Bennewicz. Mówimy o zmysłach, świadomości, sztuce i codziennym byciu razem. Dźwięk, który otula. Słowa, które budzą. Jesteśmy na Spotify, Apple Podcasts i YouTube.

Zapisz się do newslettera UKOJENIA, aby:

✔️ otrzymywać materiały do pobrania – ćwiczenia i refleksje do każdego odcinka,

✔️ mieć dostęp do inspiracji i narzędzi rozwojowych, których nie publikujemy nigdzie indziej,

✔️ nie przegapić żadnego nowego odcinka.