Moje wolne dziecko – Akademia Dobrego Życia

Moje wolne dziecko – Akademia Dobrego Życia

Sformułowanie wolne dziecko, potrzebuje odpowiedniego kontekstu. Inaczej bowiem, bez dopowiedzenia, może zabrzmieć idealistycznie, a nawet ironicznie. Chciałoby się rzec: wolne dziecko? Wolne żarty! Dzieci nie są wolne, dzieci są zideologizowane, są własnością rodziców, państwa, religii, wszystkich dokoła tylko nie siebie samych. Biologia, a potem kultura sprawiły, że ludzkie dziecko bardzo długo przebywa pod opieką rodziców. Przez około jedną piątą życia człowiek nie jest samodzielny ani samowystarczalny w wielu obszarach. To sprawia, że jest zdany na rozliczne systemy (jak rodzina i szkoła), procesy (jak edukacja i socjalizacja), psychologiczne następstwa (jak konformizm i potrzeba afiliacji).  Staje się raczej tworzywem i przedmiotem niż partnerem i podmiotem oddziaływań. W środowiskach konserwatywnych nikt tego zresztą nie kwestionuje – dzieci mają być kształcone na obraz i podobieństwo rodziców, ci zaś najchętniej wyposażeni w osobowości autorytarne powinni być akolitami systemu.

Takie będą Rzeczypospolite

Piszę ten tekst 11 listopada w dzień Niepodległości. W czasach podziałów jakie przez ostatnie 25 lat były w Polsce tłumione,  a które uwidoczniły się z całą mocą, 11 listopada przestał być symbolem wspólnego świętowania, a stał się przejawem ulicznych burd, agresji polsko-polskiej i skrajności. W dorosłość weszło pokolenie, które urodziło się już w czasach wolnej Polski, dla którego kapitalizm, poprawa ekonomicznej jakości życia, paszport umożliwiający swobodne podróże do wielu krajów, autostrady czy ogromna oferta edukacyjna – od zawsze były. Nie stanowią już, jak dla pokolenia rodziców i dziadków, skoku cywilizacyjnego. Przeciwnie – grupy najmłodsze i najstarsze wiekowo czują się w Polsce wykluczone i pominięte. Te ostatnie nie odnalazły się w kapitalizmie, który czasy ich młodości zdezawuował. Grupy młodych obywateli liberalna gospodarka zlekceważyła nie dając im szans na skok cywilizacyjny porównywalny do tego, który zrobili ich rodzice tuż po 1989 roku.  Cóż to ma wspólnego z wolnym dzieckiem?

Noam Chomsky stwierdza, że jeśli do dzieci od najmłodszych lat kieruje się prosty przekaz konsumpcyjny, a następnie dorosłym przedstawia się obrazkową, uproszczoną wizję świata, w której wyimaginowane zło walczy z wyimaginowanym dobrem –  to wówczas ogromne grupy społeczne stają się niepełnosprawne umysłowo, niezdolne do samodzielności.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie. Usłyszałem to stwierdzenie pierwszy raz jakieś 40 lat temu, w szkole na obowiązkowym apelu. Co jakiś czas słyszę je znowu, zwłaszcza w okolicach końca roku szkolnego, patriotycznych świąt, a teraz przy okazji spodziewanej reformy edukacji. Kolejne pokolenia nauczycieli i polityków tłuką ten cytat ze Staszica gdzie można i kiedy tylko można, potakują głowami… podkreślają jego nośne znaczenia i mało z tego wynika dla Rzeczypospolitej i dla młodzieży.

Co ciekawe nie jest to cytat z prac Stanisława Staszica lecz pochodzi z aktu fundacyjnego Akademii Zamoyskiej. Mylnie też bywa przypisywany Andrzejowi Fryczowi Modrzewskiemu. Pomyłka w istocie jednak oddaje zaangażowanie tych trzech, wybitnych postaci w edukację polską. Stanisław Staszic sparafrazował stwierdzenie Jana Zamoyskiego w Uwagach nad życiem Jana Zamoyskiego. Kim byli Modrzewski, Staszic, Zamoyski?  Zamoyski był zarówno politykiem i uczonym, humanistą, jak i magnatem, ówczesnym oligarchą, z własną armią i ambicjami politycznymi. Popierał jednych, zwalczał drugich i usadzał na tronie królów. Modrzewski z kolei to arianin, protestant, dla katolików – heretyk, były ksiądz katolicki, lecz przede wszystkim pisarz polityczny, królewski sekretarz. Jego dzieło O poprawie Rzeczypospolitej uchodziło wówczas, w XVI wieku, za dzieło radykalne, utopijne, a nawet wywrotowe i niedorzeczne – głoszące takie poglądy między innymi jak: równość praw dla wszystkich obywateli bez wyjątku, konieczność ubóstwa kościoła, publiczne szkolnictwo i surowe kary, z karą śmierci za kradzież. Rozumował tak – konieczna jest opieka państwa nad ubogimi i powszechna edukacja oraz protekcjonizm w gospodarce. Słabsi muszą mieć wsparcie państwa, gdyż ich słabość wynika z braku środków do życia oraz z braku wiedzy, która dawałabym im możliwość rozwoju i wpływ na jakość życia. Poglądy niemal socjalistyczne! Przestępstwo było dla Modrzewskiego wynikiem biedy. Jeżeli po wyeliminowaniu ubóstwa i odbyciu odpowiedniej nauki, obywatel nadal kradłby – wtedy stryczek. Radykalizm Modrzewskiego dotyczył wszelkich aspektów życia społecznego. Jego praca trafiła na indeks ksiąg zakazanych kościoła katolickiego, gdzie widnieje do tej pory. Historia Staszica jest o sto lat późniejsza. Był katolickim księdzem, lecz również wychowawcą kolejnego pokolenia Zamoyskich, politykiem, filozofem, a także badaczem, pionierem nowoczesnego rolnictwa, geologii, botaniki. Uchodził za postępowego praktyka łączącego podejście filozoficzne z działaniami przemysłowymi i rolniczymi. Tyle historii w skrócie.

Ci trzej wybitni Polacy mieli wspólny pogląd na rolę edukacji i nauki – od edukacji ich zdaniem zależała jakość życia oraz jakość stosunków społecznych, przyszłość i teraźniejszość, zamożność i stabilność polityczna. Staszic niestety przeżył upadek państwowości i próby jej odbudowania. Wszyscy trzej byli znakomicie wykształceni w szkołach polskich i obcych, oczytani, twórczy, przedsiębiorczy. Zatem taka będzie przyszłość naszej ojczyzny, jak wygląda dzisiejsza edukacja młodzieży. Otóż nie trzeba przenikliwości psychologa, wiedzy i doświadczenia Staszica, Modrzewskiego czy Zamoyskiego, aparatu pojęciowego socjologa by wiedzieć, że poglądy dzieci, ich fobie, zachowania, wiedza i brak wiedzy, to zasługa rodziców, a potem szkoły. Dzieci są naszym grzechem i zasługą, emanacją naszych lęków i uniesień, wad i zalet. Dzieci niekiedy muszą włożyć ogromny wysiłek by te rodzicielskie grzechy przemóc, przetrawić i jak z odżywczych wartości uczynić z nich energię do wzrostu. Jakie będą Rzeczypospolite? Jakie ich młodzieży chowanie? Jak w starej piosence Chłopców z Placu Broni: Wolność kocham i rozumiem. Wolności oddać nie umiem.

Kształtowanie osobowości

Sprawa wymaga wyjaśnienia kilku terminów zanim zajmiemy się tym najważniejszym w kwestii wolnego dziecka – wolnością. Wychowanie rozumiem jako wczesnodziecięcy okres rozwoju, kiedy to dziecku przekazywane są przez najbliższe otoczenie wzorce zachowań, język, podstawowe normy i obyczaje oraz ukryte głębiej pod warstwą rytuałów wartości wyznawane w danym środowisku. Pierwszy niesłychanie intensywny okres nauki odbywa się głównie poprzez naśladownictwo. Dziecko przygląda się, porównuje, a następnie powtarza gesty, dźwięki, wreszcie całe słowa, pojedyncze zachowania a stopniowo kompletne wzorce. Gdy następuje etap wczesnej edukacji przedszkolnej, a następnie szkolonej dziecko socjalizuje się, czyli nabiera nawyków społecznych. Porównuje, rywalizuje, niekiedy walczy, zdobywa pierwsze przyjaźnie, buduje bardziej złożone relacje, uczy się granic, poznaje nowe wzorce i nieznane mu zachowania, ludzi, przedmioty, smaki. I znów naśladowanie staje się podstawowym narzędziem uczenia, a następnie internalizacji (uznawania za własne). Mniej więcej w tym czasie (etap wczesnoszkolny) dziecko poznaje w praktyce dwa zjawiska, które będą konstruowały całe jego życie – konformizm i afiliację. Pierwszy z nich oznacza aprobatę społeczną ( Asch, Merton, Goffman).

Konformizm

Na skutek rzeczywistego bądź tylko wyobrażonego wpływu grupy rówieśniczej oraz innych, znaczących dorosłych (np. nauczycieli) dziecko dokonuje zmian zachowania. Młody członek grupy początkowo może mieć inne wartości, czy też inne wzorce zachowań (wyuczone w rodzinie)  niż grupa, lecz szybko orientuje się jak bolesne jest wykluczenie czy też dezaprobata. Dotyczy to każdej sfery życia od stylu ubierania, poprzez jedzenie, spędzanie wolnego czasu czy posiadane przedmioty. Najłatwiejszy, dyktowany przez współczesny marketing, jest konformizm związany z modami, a zatem przedmiotami. Nie przez przepadek małe dzieci muszą mieć takie jak rówieśnicy gry komputerowe, tablety, ubrania, piórniki, muszą oglądać te same programy w tv oraz jeść te same co grupa batoniki. Dziecko szybko podporządkowuje się wartościom, poglądom i zasadom postępowania obowiązującym w ważnej dla siebie grupie społecznej. Szybko też orientuje się, kiedy należy zmienić zdanie i porzucić własne, rodzinne wzorce by nie zachowywać się inaczej niż grupa. Następnie zmienia je w kierunku zgodnym z oczekiwaniami grupy, staje się jej częścią jako aprobowany członek.

Uznaje się, że ten atawistyczny mechanizm był czynnikiem przewagi ewolucyjnej gatunku ludzkiego. Zwartość i podobieństwo zachowań czyniło grupę bardziej odporną na zagrożenia. Szanse jednostki pozbawionej wsparcia grupy malały wobec licznych niebezpieczeństw, jakie czyhały na ludzi w nieprzyjaznym środowisku stepów i prerii po których wędrowali nasi praojcowie. Dlatego zgranie, zgodność, uległość wobec liderów istniejąca między członkami grupy była decydująca dla przyszłości każdego wędrującego plemienia czy małej watahy. W efekcie grupowej presji, najpierw rodzinnej a następnie rówieśniczej i szkolnej, a w końcu systemowej, kulturowej i korporacyjnej  – w dziecku powstaje zgoda na społecznie akceptowane cele, które dla grupy są ważne. Dziecko stopniowo ulega presji słabej i mocnej, następnie identyfikuje się i wreszcie internalizuje  (uznaje za własne, naturalne, niedyskutowalne) – zachowania, normy, wartości i wreszcie cele życiowe. Uczy się ich bezrefleksyjnie jak języka ojczystego.

Do konformizmu przyczyniają się m.in. niepewność jednostki, niska samoocena, zgodność norm grupowych z normami rodzinnymi, brak sprzymierzeńców oraz brak alternatywnego wsparcia, niska pozycja w grupie, niskie kompetencje, poczucie zagrożenia zewnętrznego i wewnętrznego – a więc wszystkie elementy, które opisują pozycję dziecka w sytuacji wczesnoszkolnej. Jest osamotnione, wyrwane z kręgu rodzinnego, obce wobec rówieśników, czuje się zagrożone przez nauczycieli, przez inne dzieci oraz własnych rodziców wywierających przecież silną presję na edukację.

Jak mawiał jeden z moich nieżyjący nauczycieli, wybitny terapeuta praktyk i psychiatra Andrzej Rogiewicz – dziecko może urodzić i wychować każdy.  Żeby móc produkować zelówki w trzeciorzędnej fabryce – mawiał, trzeba przejść rozliczne szkolenia i kursy, a każdy błąd jest natychmiast korygowany. Trzeba zachowywać wysoką jakość na każdym etapie produkcji.  Tymczasem wychowywania dzieci nikt nikogo nie uczy. Można wychowywać byle jak, można  bezkarnie odreagowywać na dzieciach swój stres, traktować je napastliwie i wrogo, przerzucać codzienne problemy, obciążać własnymi ambicjami, przekarmiać lub głodzić, upokarzać i zawstydzać, wywierać codzienne małe i duże presje – i nikt się nie sprzeciwi. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, kiedy zachowanie rodziców w kwestiach wychowania dzieci również jest konformistyczne. Na przykład, gdy rodzice pozwalają dzieciom jeść dużo, szkodliwych przecież, słodyczy często nie tylko nie budzi to sprzeciwu ani samych dzieci (rzecz jasna) ani innych dorosłych. W  wielu środowiskach jest to normalne a nawet pochwalane zachowanie. Kto bowiem żałuje dziecku przyjemności? Zła matka. A słodycze to sama przyjemność.  Dobra matka szczodrze karmi dziecko słodyczami. Oczywiście konformizm dzieci i dorosłych to nie tylko brak wiedzy i podporzadkowanie się, to również pewnego rodzaju kalkulacja. Wyobcowanie, wykluczenie, bycie outsiderem to jedno z najgorszych doświadczeń ludzkich – doświadczenie osamotnienia, z którymi dzieci nie potrafią sobie radzić. Dlatego ulegają nawykowo,  ponadto konsekwentnie uczone są uległości, zarówno poprzez proste nakazy i oczekiwania rodzicielskie jak i cały złożony system presji społecznej, która ma z nich uczynić dobrych obywateli  w przyszłości.

Afiliacja i autorytarność

W końcu dziecko zaczyna realizować potrzebę afiliacji poza rodziną. Afiliowanie jest jedną z podstawowych potrzeb psychicznych człowieka. Wyraża się w dążeniu do bycia częścią grupy, działania i funkcjonowania z innymi ludźmi jako aprobowany a najlepiej – lubiany członek grupy. Stąd konformistyczne dążenie do przyłączenia się do osób znaczących (opiniotwórczych) oraz grup społecznych, które zaakceptują nowego członka, nadadzą mu status, czyli miejsce związane z przywilejami i obowiązkami. Afiliacja opiera się na poszukiwaniu akceptacji, a jej głównym źródłem jest potrzeba bezpieczeństwa.

Stąd niedaleko już do osobowości autorytarnej.  Jednostka obdarzona taką osobowością wykazuje silne predyspozycje do akceptowania konserwatywnych, sztywnych przekonań. Identyfikuje się z nimi, a następnie ujawnia w osobistych poglądach i postawach. Postrzega świat przez pryzmat stereotypów, uproszczeń i schematycznego rozumowania. Dla osobowości autorytarnej charakterystyczna jest rezygnacja z własnej oceny zjawisk i podpieranie się autorytetem znanej osoby (celebryta, lider, przywódca) dla wyjaśnienia swoich poglądów i podejmowanego działania (Adorno).  Staje się podatna na manipulacje, populizm oraz socjotechniki społeczne, a poprzez to staje się wyznawcą  poglądów nierzadko skrajnych, antydemokratycznych lub zwyczajnie szkodliwych (jak rasizm, seksizm, ksenofobia). Skrajność  jest paliwem wszelkich ruchów społecznych, które opierają identyfikację i spójność grupową na mechanizmie osaczonej wyspy.  Na zewnątrz systemu są obcy, wrogowie, wewnątrz grupy – swoi. O przynależności decyduje wierność normom grupowym, niepotrzebne są dodatkowe kompetencje, osobiste zdolności, osiągane cele lub pozyskane sukcesy, zanika również hierarchia przypominając klanową (Douglas). Jedynym wyznacznikiem przynależności jest wierność klanowym rytuałom oraz starszyźnie plemiennej.  Kto nie jest z nami jest przeciwko nam. Rezygnacja z osobistych poglądów jest łatwa, gdyż grupa oferuje nie tylko ochronę  lecz również ideologiczny cel, który wydaje się słuszny i wartościowy, choćby tylko z tego powodu, że jest podzielany przez wielu. W taki oto sposób grupa powraca do sytuacji klanowej, w której liczy się prosty rytuał, jednoznaczna nieskomplikowana wizja świata, wola starszyzny plemiennej i kacyka oraz nieskomplikowany (najczęściej iluzoryczny) cel. Zagubione i wcześniej wykluczone dzieci zyskują znaczenie, gdyż plemienna narracja każe im być dumnymi z uczestnictwa w plemieniu, które z jednej strony jest atrakcyjne dzięki konformizmowi i afiliacji, z drugiej staje się jedynym bezpiecznym miejscem wobec stale podsycanego zagrożenia. W ten sposób wczorajsze dziecko oddaje swoją wolność w zastaw ideologii, uproszczonego rytuału, który na krótko daje poczucie przynależność, wartości i bezpieczeństwa.

Od wolności

Erich Fromm w cieniu doświadczeń wojennych i powojennych pisał, że wolności są dwie: wolność do  i wolność od. Twierdził, że częstsza i typowa dla późnego wieku XX jest ucieczka od wolności. Ludzie, którzy mogliby wolność własną i własnych dzieci chronić i rozwijać rezygnują z niej, gdyż łatwiej jest być wolnym od trudnych wyborów, odpowiedzialności, samodzielności,  osobistego rozwoju, tworzenia obszarów wpływu. Wolny od wolności człowiek systemu, korpolud, dawny homo sovieticus (Tischner), prekariusz domagający się od państwa socjalizmu w postaci rozbudowanej opieki społecznej, odwetu na elitach za brak perspektyw konsumpcyjnych, które obiecuje każdego dnia nachalny marketing   – nie ma zamiaru łożyć wysiłku na rzecz iluzorycznych idei wolności. Jest gotów pójść na każdy konformistyczny kompromis w zamian za przywilej bycia nie-wolnym, czyli zniewolonym przez system. Oczywiście początkowo cena zniewolenia nie jest zbyt wielka. Zniewolenie nie jest rozpoznawane dopóki nie jest za późno – tak w wyniku zmian politycznych i makrospołecznych (np. totalitaryzm, wojna, konflikty społeczne) jak i w wymiarze osobistym, gdy przychodzi wiek dojrzały oraz bolesny bilans osobistych strat w wyniku konformistycznej serii zaniechań. Mechanizm, dzięki któremu gatunek ludzki tak skutecznie ewoluował, stał się w dobie współczesnej cywilizacji zdaniem wielu myślicieli (Fromm, Goffman, Adorno, Arendt, Wilber, Tolle, de Mello, Mindell i inni)  przyczyną nieszczęść całych generacji XX i XXI wieku oraz poszczególnych jednostek cierpiących na anhedonię, konsumpcjonizm, apatię, a także choroby cywilizacyjne jak otyłość, depresja, cukrzyca, miażdżyca, narkomania.  Jednostki zamiast tworzyć osobiste drogi do wolności w odpowiedzi na pytania: kim chcą być, czym jest dla nich wolność osobista, jakie są granice wolności, co będzie jej warunkiem? –  czyli podejmując drogę indywidualizmu, ulegają systemowi poprzez konsumpcjonizm, a następnie klanowemu populizmowi, gdy konsumpcjonizm okazuje się niemożliwy lub niewystarczający.

Podsumowanie

Nie mam optymistycznej wizji przyszłości. Dziecko w Polsce nie jest wolne i długo nie będzie wolne, gdyż my – dawne dzieci, które wychowujemy kolejne dzieci obciążeni jesteśmy grzechami przeszłości, których nie potrafiliśmy przezwyciężyć. Przez ostanie 25 lat uciekaliśmy od wolności sadząc, że ktoś nam podaruje dobry świat i bezpieczny, zasobny kraj tylko z powodu naszych domniemanych zasług i historycznych krzywd. Nieliczni wybili się na ekonomiczną niepodległość i zatrzasnęli w małych kręgach rodzinno – towarzyskich unikając rozgłosu, bo to groźne w niestabilnym kraju, w którym właśnie zmieniają się reguły.  Jak pisze Maria Janion – mam już dość stwierdzenia Tu jest Polska, Polska to brzmi dumnie, Polak potrafi i tym podobnych. Iluzoryczny polski patriotyzm nie wydobył się z dawnych romantycznych mitów, z wolności od krzywd, zaborów, martyrologii – na wolność do patriotyzmu opartego na osobistej sile. Na definiowaniu, czym jest wolność osobista i jak może kooperować z grupami i społeczeństwem. Jak poprzez osobistą siłę tworzyć siłę grup społecznych, a z czasem narodu.

Edukacja

Edukacja szkolna w Polsce od lat skupia się na testowaniu informacji zamiast przekazywaniu wiedzy o świecie i życiu, jakim ono jest w niełatwych czasach zmian cywilizacyjnych. Studia akademickie stały się rodzajem gry pomiędzy studentami a kadrą, w której na kurczącym się (niżowym) rynku to studenci dyktują zasady edukacji, które coraz częściej przypominają formalny rytuał od zaliczenia do zaliczenia, nie zaś studiowanie zagadnień. Wykształcenie przestało być czynnikiem znaczącym w rekrutacji i choć na rynku pracy decyduje doświadczenie – uczelnie nie dają doświadczenia lecz zestawy testowe do zaliczenia. Nie tworzą też ani przestrzeni, ani nawet zachęty do kreatywności, wątpliwości, dyskursu – zostały skomercjalizowane jak niemal wszystko co można poddać marketingowi i sprzedać. Wokół zapowiadanej reformy szkolnictwa oraz niebawem edukacji akademickiej toczą się spory, zbierają się fora programowe i eksperckie, rozchodzi się echo niezadowolenia nauczycieli i organizacji nauczycielskich, szykują się protesty. Rodzice rozpisują się na forach. Opozycja debatuje. Dziennikarze, eksperci niezależni i felietoniści piszą przenikliwe analizy – jednakże jedna, najistotniejsza grupa jest całkowicie pominięta, o niej się milczy, nikt nie pyta jej o zdanie. W świadomości społecznej, w temacie edukacji nie ma dzieci! Tym samym potwierdza to moją tezę, że dzieci nie są wolne, dzieci to przedmiot, a nie podmiot działań dorosłych. Żyjemy w patriarchalnym świecie, w którym dzieci są konsekwentnie spychane do roli tych, którym się mówi, każe, od nich się wymaga, na których się przeprowadza reformy i przepuszcza do następnej klasy. Dzieci są naszą – dorosłych, państwa, kościoła – własnością. Potem ze zdziwieniem konstatujemy, że ta własność, kiedy wchodzi w wiek nastoletni serdecznie nienawidzi swoich właścicieli en masse.

Rodzina

Podobnie źle się dzieje z polską rodziną. Pozostaje ona poza sferą zainteresowania państwa, kościoła a także szkoły i rozlicznych instytucji, które pełnią raczej rolę dystrybutorów pomocy socjalnej niż organizacji dających realne wsparcie psychologiczne.  Rodzina to źródło przychodów, nie zaś podmiot relacji, czy też poważnej polityki społecznej, duszpasterstwa czy też dialogu.  Mamy rokrocznie około 70 tys. rozwodów, w tym większość z nich utrzymuje się w tendencji rozwodów późnych, czyli są to małżeństwa wychowujące dzieci. Na około 140 tys. zawieranych małżeństw jest to liczba szokująco wielka. Według niektórych danych około 3 miliony Polaków upija się codziennie, a 6 milionów przynajmniej raz w tygodniu, przy czym rośnie liczba upijających się nastolatków. Imprezy domowe wśród gimnazjalistów odbywają się z użyciem alkoholu, a co piąty gimnazjalista już ma za sobą doświadczenie upicia, zaś co trzeci pije alkohol okazjonalnie. Rodzina polska ma kłopoty, jest paczłorkowa, posklejana.  Żyją w niej dzieci kobiety z pierwszego związku, dzieci mężczyzny z pierwszego związku, wspólne dzieci pary, przewijają się dawni partnerzy – rodzice biologiczni, dziadkowie tatusiów, dziadkowie nowych tatusiów i nowych mamuś, wujkowie i ciocie, rodziny byłe i dawniejsze. Powstają nowe konstelacje, którym towarzyszą minione zaszłości. Rodzice, którzy wyjechali za pracą i powrócili, konkubenci byli i nowi, starsze dzieci wychowujące młodsze.

Alienacja

Niewydolne wychowawczo osoby decydują się na kolejne związki i nowe rodzicielstwo chociaż nie poradziły sobie w poprzednich. Nie mogły, pozostawione sobie zatrzymały się pomiędzy alienacją (Durkheim) a skutkami postawy autorytarnej. Alienacja w przeciwieństwie do konformizmu wynika z braku norm i zasad, dzięki którym jednostka rozumie poprzez jakie postawy i zachowania jej życie nabierze społecznie aprobowanego sensu, stanie się wartościowe i znaczące. Konformizm oraz klanowość oddziałująca na autorytarne osobowości złudnie wypełniają tę alienacyjną lukę. Zamiast sensownej ścieżki osobistego rozwoju, w ramach której warto budować małe wspólnoty (małe ojczyzny), a w efekcie wspólnotowe państwo jako dobro kumulatywne, klan daje jednostce psychologię tłumu. Z jednej strony wywołuje presję wewnętrzną, z drugiej odwołuje się do zagrożenia ze strony wrogów zewnętrznych, którzy osaczają wyspę klanu.  Wróg wewnętrzny to ów indywidualista, leming, niedowiarek, lewak, cyklista, wegetarianin, w gruncie rzeczy przebrany obcy, wróg najgorszy, który najchętniej otworzyłby bramy osaczonej twierdzy i wpuścił wroga zewnętrznego. Dlatego klan nieustannie buduje napięcie tropiąc wrogów zewnętrznych i tych najgorszych – wewnętrznych. Nie jest to wspólnota sielankowa ani tym bardziej dająca poczucie bezpieczeństwa, ono jest złudne, czerpane z rytuału i rytualnych biesiad, rozdawnictwa, obietnic, a także z prostej ideologii. Autorytarne rządy klanowe nieuchronnie prowadzą system do autodestrukcji, taka jest logika klanu. Nieświadomie dąży on do konfliktu, na skutek którego musi się albo wzmocnić, albo zostać unicestwiony.  O wolności nie może być mowy, musi być ona złożona w ofierze rytuałowi grupy. O wolności dziecka tym bardziej, gdyż ono ma wyrosnąć na prawdziwego Spartanina, ofiarnego żołnierza klanu, który bez wahania, w przeciwieństwie do dawnych wrogów wewnętrznych, zrealizuje klanowe rytuały wierząc w ideologię hermetycznego tłumu.

Prognoza

Frommowskie dążenie do wolności jest każdorazowym wyborem pomiędzy prostym w skutkach konformizmem (w przypadku zmian, które zachodzą w świecie, konformizmem wobec populistycznego klanu i jego kacyków), a wyborem drogi rzadziej uczęszczanej, czyli wolności do dokonywania niezależnych wyborów, określania siebie samego, indywidualizmu, który buduje mosty pomiędzy jednostką i grupą.

Ideę wolności do najtrafniej wyraża koncept psychologii głębi określający rozwój jednostki jako indywiduację, czyli stawanie się samoświadomym, smoobserwującym się, zdrowym ego. Stan ten  określany jest też jako apercepcja (Leibnizn, Kant, Herbart,Wundt), czyli zdolność do postrzegania samego siebie, świadomość samego siebie, spostrzeganie i doświadczanie przez umysł jego własnych stanów. Niekiedy mówi się również o pozycji percepcyjnej obserwatora, dzięki której samoobserwująca się świadomość może być zarówno zdystansowana do siebie jak i poznająca, pozbawiona schematów jak i otwarta na doświadczenia. Polega ona na wiązaniu ze sobą i zespalaniu różnych elementarnych doznań w jedną świadomość przy jednoczesnej zdolności do dystansowania się do tejże całości, wyciągania wniosków, a także zdolności do rozwijania nowych kompetencji.

Jak dotąd nie poznałem innej drogi do wolności jak stawanie się apercepcyjnym ego, jednostką samoświadomą własnej indywidualności. Z doświadczenia wiem, że jedynie podmiot, który sam jest w jakiejś mierze zdolny do apercepcji może do niej zachęcać inne osoby, zwłaszcza dzieci tak chłonne i podatne wobec autorytetów.  Wobec anihilacji dawnych więzi społecznych, tak kruchych w 25 letniej historii wolności po 1989 roku, pozostaje osobista droga do indywiduacji, stawania się całością jak chciał Jung, czyli tworzenia w sobie apercepcyjnej spójności, która pozwala na dokonywanie wyborów pomiędzy wolnością ucieczki a wolnością dążenia.  Tylko samoświadomy wolny dorosły może wspierać samoświadomy rozwój dziecka do wolności.

Maciej Bennewicz

11 .11. 2016

http://www.wolne-dziecko.akademia-dobregozycia.pl/